• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Dogadali się przy obiedzie

    Andrzej Grajewski

    |

    GN 14/2008

    dodane 09.04.2008 22:43

    Jurata. Premier Tusk i prezydent Kaczyński ustalili w czasie spotkania w Juracie, w jaki sposób będzie ratyfikowany traktat lizboński. Sejm przyjmie ustawę ratyfikacyjną w wersji rządowej oraz uchwałę zawierającą zastrzeżenia PiS.

    Dodatkowo ma zostać zmieniona ustawa z 2004 r. o relacjach władz polskich z Unią Europejską. Ma być tam wpisany mechanizm wspólnego działania parlamentu, premiera oraz prezydenta w przypadku próby zmian przyjętych już dokumentów.

    Po wszystkim zarówno PiS, jak i Platforma zakomunikowały, że odniosły sukces, gdyż ustalenia respektują zgłaszane przez nich wcześniej propozycje. Nie jest tak do końca. To Platforma narzuciła opozycji tryb i logikę działania zgodną z przedstawianymi wcześniej ocenami i proponowanymi działaniami w parlamencie. Politycy PiS wcześniej zapowiadający, że raczej ręka im uschnie, aniżeli zagłosują za rządową wersją ustawy ratyfikacyjnej, zmienili ton.

    Teraz twierdzą, że zawsze chcieli tego, co zostało wynegocjowane w Juracie. Czy wszyscy w to uwierzą? Z pewnością spora liczba posłów PiS nie zagłosuje za propozycjami rządowymi. Zwłaszcza że uważnie nasłuchują, co mówi się o kompromisie z Juraty w środowisku Radia Maryja. A te oceny są dla PiS druzgocące. Jak się wydaje, nie można będzie tej kwestii zagłaskać, powtarzając frazesy, że w każdej europejskiej prawicy jest silne lobby przeciwne Unii, ale przecież musimy się trzymać w kupie. Czy nastąpi rozłam w PiS, nie wiem, z całej awantury opozycja wychodzi jednak poważnie osłabiona.

    Kompromis jest zawsze w cenie, ale mówiąc szczerze, ten sposób uprawiania polityki niespecjalnie mi się podoba. Przez blisko miesiąc cała klasa polityczna zachowywała się absolutnie nieprofesjonalnie, kłócąc się, obrażając wzajemnie, wygłaszając mowy i orędzia, grając na nerwach sobie i nam. Nagle okazało się, że wystarczył dobry obiad z winem, długa rozmowa i sprawy nie ma. Co to jednak ma wspólnego z demokracją, wielką obywatelską debatą o najważniejszych sprawach naszego kraju? Polityka zawsze miała kulisy, kuluary, gdzie w zaciszu ucierało się sporne sprawy. Ostatnie wydarzenia skłaniają jednak do oceny, że u nas liczą się jedynie kuluary. Życie publiczne – parlament, media, debata publiczna są tylko dekoracją. Konieczną, ale bez znaczenia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół