• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Z Papieżem pod prąd

    Marek Jurek, historyk, przewodniczący Prawicy Rzeczypospolitej, były marszałek Sejmu

    |

    GN 40/2008

    dodane 06.10.2008 08:45

    Tyrania antychrześcijańskiej dyktatury opinii rośnie wraz z naszym milczeniem

    Ćwierć wieku temu, w rozmowie z Vittorio Messorim, kard. Joseph Ratzinger powiedział: „Nadszedł czas, by odnaleźć w sobie odwagę bycia nonkonformistą, zdolność do stawiania oporu, odkrywania prawdziwego oblicza niektórych tendencji we współczesnej kulturze”. Zachęta do nonkonformizmu wyraźnie współbrzmiała z wezwaniem Jana Pawła II, byśmy wymagali od siebie nawet wtedy, gdy nikt nam nie stawia wymagań, i wezwaniami Aleksandra Sołżenicyna do „życia bez kłamstwa” oraz „moralnych rewolucji jednostek”, które obalą tyranie i zmienią świat. Nonkonformizm stał się jednym ze stałych motywów orędzia Josepha Ratzingera. I pozostał – w papieskim nauczaniu Benedykta XVI. W encyklice „Spe salvi” Papież, cytując jednego z Ojców Kościoła, przypomniał, że zdolność nonkonformizmu stanowi fundament chrześcijańskiej cywilizacji: „Rodzaj ludzki żyje dzięki nielicznym; gdyby ich nie było, świat przestałby istnieć”. Ratzingerowskie apele o nonkonformizm katolicki to przede wszystkim wielkie orędzie solidarności; bo nie chodzi tu o cel sam w sobie, o moralne wyróżnienie, o utrudnianie sobie życia ani o żaden katolicki separatyzm. Przeciwnie, katolicyzm z zasady dąży do powszechności. Powinność nonkonformizmu wynika z naszej odpowiedzialności za odziedziczoną cywilizację. To negacja Boga, sprawiedliwości i praw ludzi zmuszają nas do reakcji i oporu. A dziś jest to po prostu nakaz realizmu społecznego. Jak bowiem Joseph Ratzinger mówił w „Raporcie o stanie wiary” – „chrześcijanie na nowo są w mniejszości i to jeszcze bardziej, niż byli w schyłku starożytności”.

    Dominacja kultury laickiej przybiera różne formy: w jednych krajach widać ją po prostu w pustych kościołach czy seminariach. Ale nawet tam, gdzie kościoły są pełne – przekonania katolickie są w mniejszości. Kilka lat temu abp Józef Michalik napisał w jednym z listów pasterskich, że piątek – dzień cotygodniowego postu, a przede wszystkim przypomnienie Męki Pańskiej – stał się nową wigilią niedzieli, dniem dyskotek i spotkań w pubach. I co więcej – nie wywołuje to żadnych większych protestów w szkołach czy biurach. Ale marginalizację chrześcijaństwa, życie jakby Boga nie było, widać przede wszystkim nie we (względnych w końcu) obyczajach, ale w życiu publicznym, w jego zasadach i prawach odnoszących się wprost do dobra wspólnego i natury ludzkiej. Prawie wszystkie kraje Unii Europejskiej to państwa aborcyjne, a nawet te, które jeszcze częściowo chronią życie – nie mają odwagi domagać się, by prawo do życia najsłabszych zostało uznane i bronione jako niezbywalne prawo człowieka. Gdy przeszło rok temu toczyły się prace nad próbą potwierdzenia tego prawa w polskiej Konstytucji, przeciwnicy zmian straszyli opinię katolicką widmem referendum, które miało ujawnić, że cywilizacja życia nawet w Polsce jest w mniejszości. Skoro lęk przed byciem w mniejszości stał się powszechny nawet tam, gdzie katolicy stanowią większość, trzeba spojrzeć losowi prosto w oczy. Do tego wzywa Papież.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół