• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Dogmatyzm zwolenników in vitro

    Tomasz P. Terlikowski, publicysta "Rzeczpospolitej"

    |

    GN 01/2008

    dodane 03.01.2008 16:02

    Zwolennicy zapłodnienia in vitro są głusi na wszelkie argumenty. Pragnienie posiadania dziecka jest dla nich tak ważne, że nie liczą się żadne inne względy. A przecież ta technika medyczna jest nie tylko kontrowersyjna moralnie, ale i zwyczajnie szkodliwa.

    Dogmatycy, religijni fundamentaliści, przeciwnicy badań naukowych i fanatycy – tak określają przeciwników metody zapłodnienia in vitro jej zwolennicy. Na łamach gazet, w mediach oraz oczywiście w Internecie wylano już morze pomyj na tych wszystkich, którzy delikatnie zwracają uwagę na fakt, że ta technika reprodukcji jest zwyczajnie niemoralna. Wszystkie te obelgi zawierają w sobie element potępienia ślepej wiary, jaka rzekomo charakteryzować ma katolików. Problem w tym, że argumentacja Kościoła w sprawie in vitro jest racjonalna i szczegółowo uzasadniona, podczas gdy obrońcy tej techniki (często są to lekarze czerpiący niemałe zyski z „konstruowania dzieci” w ten sposób) ograniczają się do pozbawionych argumentów emocji i miotania obelg.

    Nie trzeba być bowiem szczególnie spostrzegawczym, by dostrzec, że cała obrona technik in vitro ogranicza się do następującego rozumowania: każdy ma prawo do posiadania dziecka, jeśli więc istnieją techniki pozwalające to pragnienie zrealizować, to trzeba (można) to zrobić. Problem polega na tym, że żadne z tych założeń nie zostało uzasadnione, a posługując się podobnym ciągiem rozumowania, można by doprowadzić do etycznej zgody na morderstwo, kradzież czy zdecydowaną większość przestępstw, które są technicznie wykonalne i prowadzą do spełnienia pragnień jakichś osób.

    Prawo do dziecka a prawa dziecka
    Podstawowym założeniem przyjmowanym bezdyskusyjnie przez zwolenników moralnej dopuszczalności zapłodnienia in vitro jest uznanie prawa do posiadania dzieci przez osoby dorosłe. Stopniowo poszerza ono zresztą swoje obowiązywanie, bowiem choć początkowo odnoszono je tylko do par małżeńskich, później rozszerzono je, obejmując wszystkie pary heteroseksualne, z czasem zaś także kobiety, które chcą mieć dzieci ze swoimi zmarłymi małżonkami (przypadek banku spermy Fairfax Cryo-bank, który oferuje wdowom po żołnierzach, którzy zginęli w Iraku – możliwość procedury stworzenia dziecka ze spermy ich partnerów). A ostatnio prawo to zostaje rozciągnięte również na osoby samotne oraz pary homoseksualne. Niezależnie jednak od tego, jak szeroko zakreślić przestrzeń obowiązywania takiego „prawa do posiadania dziecka”, trzeba zadać fundamentalne pytanie, czy rzeczywiście komukolwiek ono przysługuje?

    Odpowiedź nie nastręcza specjalnych trudności. Według sprawdzonych zasad etyki kantowskiej, ale sięgającej swoimi korzeniami o wiele dalej, człowiek nigdy nie może być środkiem do osiągnięcia jakiegoś celu, powinien on zawsze stanowić sam cel. Uznanie, że dorosły ma prawo do posiadania dziecka oznaczałoby zaś traktowanie dziecka jako środka do osiągnięcia celu, jakim jest zadowolenie, spełnienie pragnień (nawet najlepszych) czy samorealizacja innej osoby ludzkiej. W ten sposób dziecko z podmiotu miłości rodziców przekształciłoby się w „przedmiot użycia”, zaspokojenia własnych pragnień, zakorzenionych w – naturalnym dla człowieka – egoizmie.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół