Nowy numer 20/2018 Archiwum

Wiatr niekonwencjonalny

Duch Święty nie likwiduje przeszkód – daje siłę, żeby je przeskoczyć.

Przy moim rodzinnym domu rosną olbrzymie klony, teraz już mocno przerzedzone. Gdy byłem dzieckiem, robiły na mnie duże wrażenie, zwłaszcza podczas wichury. Korony drzew, gęsto ulistnione, chwiały się wtedy na wszystkie strony, wydając potężny szum, wręcz huk. Na tej podstawie „odkryłem”, skąd bierze się wiatr: otóż robią go drzewa.

Mylenie skutku z przyczyną to częsta rzecz i niekoniecznie przechodzi z wiekiem (chyba że od trumny). Dotyczy to zwłaszcza spraw duchowych. Bóg stwarza ludzi, a ci sądzą, że to oni tworzą Boga. Oceniają sprawy po tym, co widzą i słyszą, tak jakby cała rzeczywistość była widzialna i słyszalna. A nawet gdy dzieją się rzeczy niewidziane i niesłychane, oni je tłumaczą według znanych sobie schematów. To dlatego gdy kiedyś Bóg Ojciec przemówił do Jezusa słyszalnym głosem, ludzie powiedzieli: „zagrzmiało” (por. J 12,28).

No jasne. Wszystko musi pasować do naszego małego, ziemskiego grajdołka, a i ten grajdoł musi dostosować się do naszych o nim przekonań. Bo Bóg przecież nie mówi z nieba, używając fal dźwiękowych. Bóg nie robi tego i tamtego, no a gdyby wyjątkowo zrobił coś niekonwencjonalnego, przecież byśmy to zauważyli.

No nie! Bóg cały czas robi rzeczy niekonwencjonalne, ale wielu Go konwencjonalnie tłumaczy. To jest ta ludzka „racjonalność”, wynikająca nie z wiedzy, tylko z przekonania, że to, co wiem, to już cała wiedza. Że nie ma innych światów, nie ma innego życia i innych zasad nim rządzących. A jeśli są, to nie mają z naszym światem żadnej styczności.

Podobnie myśleli zebrani w Jerozolimie, gdy pewnego dnia zobaczyli wysypującą się z Wieczernika grupkę dziwnie zachowujących się ludzi. „Upili się młodym winem” – o właśnie, to jest wyjaśnienie „racjonalne”. Ale już nikt nie potrafił wyjaśnić, skąd ci ludzie mają taką śmiałość, że mówią publicznie i głośno o Jezusie, skoro jeszcze przed chwilą nie mieli odwagi nawet nosa za drzwi wystawić. I co więcej – nie dało się wytłumaczyć, dlaczego każdy rozumie w swoim języku to, co oni mówią.

To ciekawe: ich sytuacja nie zmieniła się ani trochę, ale oni się zmienili – i zaczęli zmieniać świat.

To się wciąż powtarza – gdzie zstępuje Duch Święty, tam znika strach, a w jego miejsce pojawia się zapał do głoszenia Ewangelii. A gdy się ją głosi, okazuje się, że ona do ludzi nadzwyczajnie trafia. Kto zaś ją przyjmuje, sam otrzymuje Ducha Świętego i zaczyna rozumieć, jak był ślepy i nieracjonalny w swoim płaskim „racjonalizmie”.

Jeśli jest problem z głoszeniem Ewangelii, to głównie tam, gdzie ludzie próbują upchnąć Ducha Świętego w klatce własnego pomysłu. I nic z tego nie wychodzi. Człowiek się namacha, daremnie próbując wywołać wiatr, a wystarczy zrobić żagiel i nastawić go na wiatr, który nadejdzie. A nadejdzie, bo jak obiecał Jezus, Bóg da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą.

« 1 2 »
oceń artykuł
  • ZET
    17.05.2018 14:19
    Ateista Gregg orzekł, że Boga nie ma. Nie no, naprawdę? A zawsze był!
    doceń 8
  • gregg84
    18.05.2018 09:58
    Zet, to musi być przykre uczucie: chcieć i nie być w stanie napisać nic sensownego w odpowiedzi?...
    doceń 2
  • ZET
    18.05.2018 15:04
    Gregg, a czego sensownego oczekujesz w odpowiedzi na taki wpis? Młócenie słomy, jakie uprawiasz, nie daje nadziei na konstruktywny dialog. Nie wierzysz w Boga - to już wiemy, wiele razy to pisałeś. Chcesz, żebyśmy też uwierzyli w Jego nieistnienie - to też już wiemy. W kółko to nadajesz, ubierając ten swój problem w coraz to nowe konstrukcje retoryczne. Ale treść jest ciągle ta sama. Dlatego, wybacz, ale nie będę się w to bawił.
    doceń 1
  • gregg84
    19.05.2018 11:03
    Zet, wasza strona sporu nieustannie próbuje tworzyć wrażenie swojej wyjątkowości w skali świata i historii i z tego przekonania wysuwa wciąż na nowo szczególne pretensje do organizowania przestrzeni publicznej. Wszelka krytyka jest albo zupełnie ignorowana z waszej strony (tak jak ty to właśnie uczyniłeś), albo spotyka się z odpowiedziami, które urągają elementarnej racjonalności myślenia. W każdym razie jakby nigdy nic wracacie następnie do podważonych twierdzeń. Skoro więc cały czas jesteśmy z waszej strony zasypywani stosami tego samego, to nie pozostaje nam nic innego jak ciągłe młócenie na drobne. Wierz mi, też chciałbym, aby mogło być inaczej...
    doceń 0