Nowy numer 20/2018 Archiwum

Korekta przepisów i dialog

O tym, jak można skutecznie bronić dobrego imienia Polski, opowiada Kazimierz Michał Ujazdowski.

Andrzej Grajewski: Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o nowelizacji IPN, a jednocześnie skierował niektóre jej przepisy do Trybunału Konstytucyjnego. To dobra decyzja?

Kazimierz Michał Ujazdowski: Szkoda, że pan prezydent nie przyjął odpowiedzialności za wyjście z kryzysu i rozwiązanie problemu. Liczyłem na to, że jeśli zdecyduje się na podpisanie ustawy, to od razu zapowie jej racjonalną nowelizację. Mógł powołać się na krytyczne głosy w swoim obozie politycznym, z opinią Jana Olszewskiego na czele. Wniosek do TK, i to w formule kontroli następczej, to przesunięcie odpowiedzialności na instytucję, która nie jest odpowiedzialna za prowadzenie polityki historycznej.

W 2006 r., jako minister kultury i dziedzictwa narodowego w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, zainicjował Pan zmianę wpisu na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO nazwy KL Auschwitz, która po modyfikacji brzmiała: „Były niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny i zagłady”. Jakie to miało znaczenie?

Myślę, że zasadnicze. Sukcesy, które polska strona odniosła w procesach cywilnych, podejmowanych przede wszystkim przez kancelarię mecenasa Lecha Obary, w pozwach skierowanych przeciwko instytucjom używającym sformułowania „polskie obozy koncentracyjne”, wynikają właśnie z powoływania się na tę nazwę, obowiązującą w sferze globalnej. To w ostatnich miesiącach, po długich latach procesowania się, sądy w Polsce, ale także za granicą uznały polskie powództwa i byliśmy na dobrej drodze do rozszerzenia ochrony dobrego imienia Polski. Oczywiście musimy się także liczyć z tym, że na świecie są i będą działać środowiska jawnie antypolskie i z ich strony będziemy mieli do czynienia z działaniami w złej woli i z fałszowaniem historii. Żadne prawo nie zagwarantuje nam, że zniknie antypolonizm. Nie zmienia to faktu, że w 2006 r. przez zmianę nazwy KL Auschwitz otrzymaliśmy istotny instrument do walki z kłamstwem o „polskich obozach zagłady”.

Jaką rolę w tych zabiegach na forum UNESCO odegrały wówczas władze Izraela?

Wychodząc z tą inicjatywą, nie uzasadnialiśmy jej polskim bólem wynikającym z fałszywych oskarżeń czy polskimi oczekiwaniami, ale dobrem wspólnoty międzynarodowej. We wniosku do UNESCO już w pierwszej fazie kampanii dyplomatycznej argumentowaliśmy, że prawda historyczna i szacunek dla ofiar zamordowanych w niemieckich obozach koncentracyjnych i obozach zagłady jest dobrem wspólnoty międzynarodowej, a nie tylko polskim roszczeniem. To był pierwszy klucz do sukcesu. Drugim była współpraca z Państwem Izrael, a także z żydowskimi środowiskami na całym świecie. Nie obyło się bez wahań, a nawet kryzysów w trakcie podejmowania decyzji w tej sprawie. Ale ustawienie problemu na płaszczyźnie uniwersalnej doprowadziło do tego, że podczas głosowania wszystkie państwa reprezentowane w Komitecie Światowego Dziedzictwa UNESCO opowiedziały się za wnioskiem złożonym przez Polskę.

Dlaczego rozpoczął Pan tę batalię?

Najważniejsze były argumenty obiektywne. Powtarzane przez światowe media kłamstwo o „polskich obozach zagłady”, nawet jeśli przyjmiemy, że nie zawsze stała za tym zła wola, przynosiło wymierne, negatywne skutki wizerunkowi Polski na arenie międzynarodowej. Jednak na tę decyzję wpływ miał także kontekst osobisty. W KL Auschwitz został zamordowany mój dziadek, zanim jeszcze ruszyła wielka machina zagłady. Dla mojej rodziny było to niezwykle ważne wydarzenie. Przeżywaliśmy II wojnę światową właśnie z tej perspektywy. Wielką rolę w batalii na forum UNESCO odegrał mój ówczesny zastępca śp. Tomasz Merta, który zginął w katastrofie smoleńskiej.

Witold Waszczykowski, wspominając tamte działania, mówił, że włączyła się w nie także polska dyplomacja, podkreślając w ten sposób, że sukces osiągnięto przez zgranie działań na różnych obszarach.

To jest prawda. Pani minister Anna Fotyga była bardzo zaangażowana w to przedsięwzięcie i z pewnością MSZ bardzo nas wspierało. Istotne było także działanie śp. Lecha Kaczyńskiego, wielkiego zwolennika dialogu polsko-żydowskiego. Przy jego wsparciu zaczęło wówczas powstawać Muzeum Historii Żydów Polskich w Warszawie, więc mieliśmy dobry kontekst historyczny. Przede wszystkim jednak inaczej była wówczas ukształtowana polska polityka historyczna – akcentowano wymiar uniwersalny, a nie ustawiano się w pozycji obrażonego dziecka kłócącego się z całym światem.

Na czym, Pana zdaniem, polegał błąd przy tej nowelizacji?

Ta ustawa była złym owocem pośpiechu, który jest charakterystyczny dla kultury politycznej obecnej władzy. Ważne projekty są przygotowywane według metody „zróbcie to za godzinę”.

Ale ten projekt przecież blisko dwa lata leżał w Sejmie.

Tak, ale kiedy powstawał, działo się to w atmosferze wielkiego pośpiechu, a później długo nikt się nim nie zajmował. Dlatego nie przemyślano, czy to jest projekt lepszy, czy gorszy od przygotowanego w 2013 r., także przez klub PiS. Tamten projekt, w mojej ocenie, był racjonalny. Koncentrował się na odpowiedzialności karnej za wprowadzenie do obiegu formuły „polski obóz śmierci” oraz na oskarżaniu polskiego państwa o współudział w Holokauście. Niestety, nie został uchwalony, gdyż PO go nie wsparła. Bez szerszej refleksji stworzono w 2016 r. nowy projekt, później go „zamrożono”, a następnie, także bez refleksji, podjęto i uchwalono. Ta nowelizacja jest dowodem braku solidnej kultury państwowej wśród elit rządzących.

Pojawiają się także wątpliwości, czy na podstawie tego prawa będzie możliwe ściganie cudzoziemców.

Wydaje mi się, że ten przepis jest zbyt zgeneralizowany, aby mógł być efektywny. To kwestia respektowania orzeczeń polskich sądów przez sądy innych krajów. Dlatego tak wielką wagę przykładam do wysiłków mecenasa Lecha Obary, wytaczającego procesy z powództwa cywilnego. W ich efekcie doszło do przeformułowania orzecznictwa w polskich sądach, które jeszcze parę lat temu z dużą rezerwą odnosiły się do tego typu powództw. Teraz nie tylko polskie sądy uznały godność i tożsamość narodową jako element dóbr osobistych, ale nawet sądy niemieckie zaczęły respektować wyroki sądów polskich. Tego właśnie dotyczył ostatni sukces mecenasa Obary. Sąd w Koblencji wymógł na stacji telewizyjnej ZDF wykonanie wyroku polskiego sądu. Osiągnięto ten efekt, koncentrując się na odpowiedzialności za sformułowanie „polski obóz koncentracyjny”. To nie budzi żadnych kontrowersji na płaszczyźnie międzynarodowej, i w końcu o to chodzi, aby temu kłamstwu skutecznie się przeciwstawić. Można było pomyśleć o zasileniu powództw cywilnych, o stałej obecności w nich prokuratury, gdyż prokuratura może wejść w każde postępowanie cywilne; o takich instrumentach, które rzeczywiście dawałyby postęp w tej sprawie. Udało mi się przekonać prokuraturę do przystąpienia do procesu Ossewski przeciw Axel Springer z pożytkiem dla tej sprawy.

Jak negatywne reakcje Izraela i Departamentu Stanu USA na nowelizację ustawy o IPN oceniane są w Parlamencie Europejskim?

Od kilku miesięcy Polska nie ma dobrej opinii w europarlamencie, a więc także w tym sporze nie należy liczyć na życzliwość tego gremium. Mówię o tym z wielkim bólem, ale tak jest. Wydaje mi się, że ten spór dla Parlamentu był wielkim zaskoczeniem, gdyż Polska uchodziła za dobrego sojusznika zarówno USA, jak i Izraela. W sprawach blisko- wschodnich Izrael mógł z reguły liczyć na wsparcie z naszej strony. Warto też pamiętać, że na tym forum Izrael nie ma najlepszej prasy. Jest więc zaskoczenie, że otwieramy jeszcze jedną płaszczyznę konfliktu.

Co możemy zrobić, aby załagodzić konflikt z Izraelem i USA?

Uważam, że można wyjść z tej sytuacji, deklarując korektę kontrowersyjnego przepisu i podejmując na arenie międzynarodowej inicjatywy przynajmniej w dwóch sprawach. Myślę o dużej konferencji międzynarodowej, która potwierdziłaby, że pamięć o zbrodniach II wojny światowej, o Holokauście i zbrodniach popełnionych na innych narodach jest dobrem wspólnoty międzynarodowej. Można wykorzystać świetny głos ministra spraw zagranicznych RFN Sigmara Gabriela jako argument za tą inicjatywą. Kolejnym krokiem byłoby przygotowanie przez Polskę projektu konwencji w sprawie szczególnej ochrony terenów byłych obozów koncentracyjnych i zagłady, gdyż duża część z nich jest poza ochroną publiczną. Doświadczyliśmy tego w sprawie Gusen. Pamiętamy, że protesty minister Magdaleny Gawin zapobiegły tam pracom, które były objawem braku szacunku dla ofiar zbrodni. Polska mogłaby być inicjatorem konwencji nakładającej obowiązek szczególnej ochrony tych obszarów. Gdybyśmy zadeklarowali korektę przepisów i dialog, możliwe byłoby wyjście z sytuacji kryzysowej. Wymaga to jednak także zmiany doktryny w polityce historycznej na taką, która umieszcza polskie doświadczenie w płaszczyźnie uniwersalnej i czyni je atrakcyjnym dla wspólnoty międzynarodowej. •

Kazimierz M. Ujazdowski

dr hab. nauk prawnych, były minister kultury i dziedzictwa narodowego. Obecnie jest posłem do Parlamentu Europejskiego z Dolnego Śląska i Opolszczyzny.

« 1 »
oceń artykuł
  • Yanosh
    24.02.2018 12:21
    "Jak można obronić?" - te słowa z wywiadu zakrawają na kpinę w ustach prof. Ujazdowskiego, który był ministrem k. i dz. narodowego. Dla mnie pan prof.-minister jest kompletnie niewiarygodny. Przez czas jak był posłem, senatorem, ministrem członkiem rządów , nie zrobił NIC. a teraz wypowiada się jak MOŻNA robić to czy tamto ! Takich ludzi należy eliminować z polityki, także dlatego, że sami nie wiedzą kim są, mają kłopoty z określeniem się i swojej tożsamości, ciągle usiłując zmieniać miejsce, nie chcąc być przydzielonym do wiodącej partii, ale jadąc na jej programie, a przez to usiłując sobie znaleźć - jak kameleon swoje miejsce - bo a nuż - bedzie mi to przydatne w przyszłości.
    doceń 0