Nowy Numer 07/2018 Archiwum

Chleb gaśniczy

Gdzie brakuje żywej wiary, tam też z reguły nie ma znaków wiary. A jedno wpływa na drugie.

Moja śp. teściowa opowiadała kiedyś o zdarzeniu, którego przed wieloma laty była świadkiem. W okolicy wybuchł pożar – płonęła drewniana stodoła, pełna zapasów. Ludzie się zbiegli, próbowali gasić, ale płomień był zbyt wielki. Nagle ktoś krzyknął: „Czy ktoś ma chleb świętej Agaty?”. Ktoś miał. Jakiś mężczyzna rzucił zasuszoną kromkę w ogień. W tym momencie płomień jakby zapadł się w kłębach dymu. – To wyglądało tak, jakby ktoś narzucił na ten pożar wielki koc. Zakotłowało się i było po wszystkim – wspominała teściowa.

Przywołuję tę historię w dniu wspomnienia św. Agaty. Według tradycji ta dziewica męczennica wymodliła cud zatrzymania zalewającej Katanię lawy z wulkanu Etna. Jest czczona m.in. jako orędowniczka w niebezpieczeństwie pożaru. Z myślą o tej „specjalizacji”, w Polsce święci się w jej wspomnienie chleb, sól i wodę.

Przyznam, że niespecjalnie przywiązywałem wagę do tego rodzaju zwyczajów – do czasu, gdy usłyszałem powyższe świadectwo.

Jasne, że te wszystkie poświęcone (pobłogosławione) rzeczy, a także gromnice, medaliki i w ogóle wszelkie sakramentalia same z siebie niczego nie sprawiają. Jednak błogosławieństwo Kościoła i związana z nim wiara ludzi, owszem, sprawiają wiele. Bóg najwyraźniej poważnie traktuje wszystko to, co Kościół traktuje poważnie, nawet jeśli wynika to tylko z uświęconych lokalnych zwyczajów. Bo one są – no właśnie – uświęcone, zanurzone w tym, co święte.

Czy to rzeczy bez znaczenia? Cóż, można się bez tego zbawić, podobnie jak można się zbawić nie mając w domu krzyża, nie mając świętych obrazów, nie używając wody święconej i lekceważąc takie rzeczy jak błogosławieństwo księdza przychodzącego „po kolędzie”. To wszystko nie jest konieczne do zbawienia, owszem. Ale Bóg chce dawać nam dużo więcej niż konieczne. A tak się jakoś składa, że gdzie brakuje żywej wiary, tam też z reguły nie ma i tych wszystkich rzeczy. Jedno wpływa na drugie.

Wszystkie błogosławieństwa Kościoła są jak wiadomości od Boga – że nas kocha i chce troszczyć się o wszystkie drobiazgi naszego życia. Nie jest Mu obojętny żaden dramat i żadne zagrożenie. Chce, żebyśmy żyli w przestrzeni Jemu poświęconej, bo to jest przestrzeń dla nas po prostu bezpieczniejsza. Ostatecznie chodzi przecież o zachowanie nas od ognia dużo gorszego niż ten ziemski. Żebyśmy do nieba poszli – o to chodzi.

« 1 »
oceń artykuł
  • bardzo stara baba
    06.02.2018 08:52
    A co to jest żywa wiara ? Otaczanie się relikwiami albo poświęconymi przedmiotami kultu religijnego ? Demonstrowanie wiary w pochodach, manifestacjach albo pielgrzymkach ? Modlitwa w świetle kamer telewizyjnych ? Wypowiadanie się w mediach publicznych na temat swojego przywiązania do wiary ? Czy też życie w zgodzie z przykazaniami i własnym sumieniem ?
    doceń 61
  • Eugeniusz_Pomorze_
    06.02.2018 18:17
    Żywa wiara proszę Pani, to przecież wielkie bogactwo życia duchowego. Dlaczego przeciwstawia Pani uczestnictwo w pielgrzymkach życiu w zgodzie z przykazaniami??? Dlaczego noszenie Szkaplerza miałoby niby szkodzić kierowaniu się dobrze uformowanym sumieniem...? - Może to Pani jakoś wyjaśnić...? Nie wydaje się Pani, że te wszystkie podane przez Panią rzeczy wzajemnie się po prostu uzupełniają...:-) Przecież tak właśnie żyli święci Kościoła Katolickiego - np. Św. Jan Paweł II...
    doceń 10
  • Gość
    06.02.2018 18:56
    Panie Kucharczak rzucanie chleba w ogień to wiejskie wydanie fideizmu a nie żywa wiara.
    doceń 62
  • Eugeniusz_Pomorze_
    06.02.2018 20:13
    Skoro "wiejskie" wydanie fideizmu z opowieści teściowej pana Kucharczaka zadziałało, to najwidoczniej mieliśmy tu do czynienia z niezmiernie wielkim przykładem żywej wiary... :-) Miejskie wydania wiary bardzo często przypominają bogactwo flory na... pustyni, czyż nie...? Nie uświadczysz w "wielkim" mieście kapliczki, figurki Jezusa Frasobliwego, ani nawet przydrożnego krzyża, nie mówiąc już o Nabożeństwie Majowym na osiedlu. Takie nabożeństwo to by było: "Robienie wiochy, a my tu przecież mamy miasto, co nie?"... Prawda jest taka, że Pan Jezus - Król całego wszechświata od swego ziemskiego początku był z ubogimi, narodził się w... stajence, mieszkał i nauczał wśród ubogich, a Jego ziemski koniec po ludzku był "wizerunkową" po-raż-ką. Przy końcu jednak czasów będzie inaczej. Pan będzie ten sam, ale wszystko inne będzie... bardzo inne. Zamiast beznadziejnie krytykować autentyczną wiarę prostych ludzi, lepiej zastanówmy się dlaczego ta wiara jest skuteczna i wyciągnijmy z tego faktu jak najlepsze wnioski dla siebie i naszych bliskich, dopóki mamy taką możliwość.