Nowy numer 17/2018 Archiwum

O co chodzi z jednością chrześcijan

Niedawno miałem okazję przetestować na samym sobie, jak działa używanie argumentu „z heretyka”.

Dwa miesiące temu zauważyłem w komentarzu, że przez pół tysiąca lat my i protestanci wytykaliśmy sobie błędy i jakoś nie doprowadziło to do niczego konstruktywnego. We wzajemnej wrogości przemijały kolejne pokolenia i nic się nie zmieniało. Sobór watykański II zmienił tę sytuację – przyjął kurs na pojednanie między wyznaniami chrześcijańskimi. Na spotkanie, rozmowę, a nade wszystko modlitwę. Wtedy wielu katolików i wielu protestantów zauważyło, że „tamci” nie są potworami ani diabłami wcielonymi. Przeciwnie – stwierdzili, że „tamci” także kierują się wiarą i że Duch Święty też u nich działa.

Po tym stwierdzeniu otrzymałem nieco opinii z krytyką od gorliwych chrześcijan z obu stron. Katolicy utrzymywali, że znają takich, co się nawrócili wskutek napominania i przekonywania, że tkwią w herezji. Osobiście nie wierzę w istnienie takiego przypadku, ale nawet gdyby się zdarzył, czy to oznaczałoby jakiś przełom i rozwiązanie problemu?

Dla mnie jednak znaczący był list „chrześcijanina ewangelicznego”, który zaprezentował podobnie nieprzejednaną postawę, tylko z drugiej strony. Poinformował mnie, że „Kościół Rzymski jest nierządnicą”, że tkwię w bałwochwalstwie i wezwał do nawrócenia.

I wiecie państwo, że mnie nie przekonał? Jeśli coś osiągnął, to jakąś emocjonalną niechęć do siebie i myśl, że – jeśli podobnie myślą inni członkowie jego zboru – nie ma sensu prowadzenie z nimi żadnego dialogu. Pociągnąłem jednak korespondencję, dzięki czemu dowiedziałem się, że to były katolik. I to mi coś wyjaśniło, bo jak ktoś był katolikiem, to prawie zawsze jest agresywny wobec Kościoła katolickiego. Musi choćby przed samym sobą usprawiedliwić swój krok, pokazując, jak straszną „nierządnicę” porzucił. Pan ten jednak za nic nie chciał podać, z jakiego zboru konkretnie jest, może dlatego, że poinformowałem go, iż chciałbym przekazać jego wspólnocie naszą korespondencję. Chyba jednak nie był pewny, czy jego współwyznawcy podzielają jego „otwartość” na inaczej wierzących.

Piszę o tym, bo dzięki temu panu miałem okazję przetestować na samym sobie, jak działa używanie argumentu „z heretyka” (tu konkretnie z bałwochwalcy). W takim wypadku adwersarz musi się przynajmniej wewnętrznie zamknąć, a najprawdopodobniej też obrazić i skłonić do wzajemności w tego rodzaju uprzejmościach.

W tygodniu modlitw o jedność chrześcijan nie chodzi o przeciąganie kogokolwiek na swoją stronę. Nie chodzi o pokazanie, kto ma rację. Chodzi raczej o wspólne uświadomienie sobie, że wszyscy zgadzamy się co do tego, że Bóg ma rację.

Nie mam pojęcia, jak się to ma stać, żebyśmy byli jedno w każdym wymiarze, również doktrynalnym, bo przecież nie zrezygnujemy z tego, o czym wiemy, że jest prawdą. Ale wiem, że modląc się razem i okazując sobie pełną szacunku miłość, jesteśmy wszyscy razem bliżej Jezusa Chrystusa. A Jezus szuka zagubionych owiec. I bierze je na ręce, a nie wytyka im, że są zagubione.

« 1 »
oceń artykuł
  • Marek Piwowarski
    25.01.2018 22:50
    "Dziś sprowadź mi dusze heretyków i odszczepieńców, i zanurz ich w morzu miłosierdzia Mojego; w gorzkiej męce rozdzierali mi ciało i serce, to jest Kościół mój. Kiedy wracają do jedności z Kościołem, goją się rany Moje i tym sposobem ulżą mi męki." - Dzienniczek siostry Faustyny. Myślę, że można zamknąć temat.
  • Marcin
    26.01.2018 06:16
    Rozumiem że my jako katolicy mamy podchodzić do bliźnich (innwierców) z miłością ale trend w kościele stawiający znak równości między katolikami, luteranami i innymi religiami monoteistycznymi jest moim zdaniem błędny, przecież dla Nas to kościół katolicki niesie prawdę a zatem naszą powinnością jest nawracać tych którzy idą w stronę przepaści a nie spotykać się z nimi w połowie drogi ( może to aborcja albo eutanazja ...). Jeden przykład : moje dziecko oglądało ostatnio program Ziarno w TVP ( śniadanie ekumeniczne) w którym występowała pani pastor, w koloratce (wyglądająca jak ksiądz) i opowiadała o swojej wierze ( jak to spowiada w itp.) następnie pokazano na przykładach przebierających się dzieci jak to by było gdyby wszyscy byli tacy sami - pomieszanie z poplątanie - ponieważ może się to odnosić do rasy, ale nie do WIARY !!! Po programie zapytałem córkę co z tego zrozumiała, odpowiedziała że niewiele poza tym że pani może być księdzem... Czy to jest według Pana dobry kierunek???
    doceń 10
  • śwjacenty
    26.01.2018 12:43
    To bardzo zły kierunek. Czego Kościół rzymsko-katolicki szuka wśród liberalnych protestantów?
  • SYLWIA
    03.02.2018 19:28
    Na myśl nasuwa mi się jedno stwierdzenie. Jedność nie znaczy jednorodność. Jedność, której pragnął Chrystus, nie pociąga za sobą zewnętrznej jednolitości. Różnorodność nie sprzeciwia się jedności Kościoła, ale przeciwnie – przysparza mu chwały i przyczynia się znacznie do wypełnienia jego misji. Myślę, że prawdziwy ekumenizm pozwala odkryć i uznać, że również w innych Kościołach istnieje dobro, cnota i pragnienie coraz obfitszej łaski, a prawdziwa jedność jest darem Ducha Świętego i wymaga od każdej ze stron po prostu dużo modlitwy.
    doceń 3