Nowy numer 16/2018 Archiwum

Śladami starszych braci przejdź do galerii

– Nie przez przypadek w języku hebrajskim miejsce pochówku zmarłych jest nazywane domem życia. To właśnie stąd dusze ulatują w sfery niebieskie – mówi GN Przemysław Isroel Szpilman, dyrektor Cmentarza Żydowskiego w Warszawie.

Przemierzając nekropolię od macewy do macewy, od pomnika do pomnika, można odkryć nazwiska tych, którzy współtworzyli polską naukę i kulturę. Niestety, treści wielu tablic nie można już odczytać, a niektóre nagrobki zniszczono lub skradziono. Niebezpieczeństwo dla zabytkowej zabudowy stanowią także upadające pod naporem wiatru drzewa. Podczas ubiegłorocznych nawałnic aż sto z nich z hukiem uderzyło w ziemię. Stan jednego z największych na świecie żydowskich cmentarzy od lat budzi zdziwienie turystów. Na szczęście coraz więcej osób intensywnie pracuje nad tym, aby uratować to miejsce. Sejm niemal jednogłośnie w grudniu ubiegłego roku przyznał dotację w wysokości 100 mln zł na konserwację cmentarza.

Ślady Holocaustu

Na pierwszy rzut oka ten fragment nekropolii niczym nie różni się od pozostałych. Pożółkłe kępki zniszczonej przez zimę trawy mieszają się ze zwiędłymi, brunatnymi liśćmi, a drzewa spokojnie czekają na moment, w którym ponownie zakwitną. Uwagę przykuwa jednak biało-czerwona taśma otaczająca niewielki teren. To wyraźny sygnał dla odwiedzających: wstęp wzbroniony. Nie godzi się bowiem deptać miejsca, w którym kilkadziesiąt lat temu pogrzebano ofiary przemocy w getcie. Szacuje się, że w masowej mogile umieszczono ciała ok. 20 tys. Żydów.

Monumentalny pomnik jest otoczony młodymi brzozami i kilkoma kamiennymi ławami. Janusz Korczak trzyma na rękach małego chłopca, a za sobą prowadzi pozostałe dzieci. Według relacji świadków, w tamtej chwili mówił swoim podopiecznym, że właśnie wyjeżdżają na wieś odpocząć od miejskiego zgiełku. Chciał, żeby byli szczęśliwi w ostatnich chwilach swojego życia, w drodze do Treblinki. Tak jak pozostali trafili do komór gazowych, a stamtąd prosto do krematoriów.

Smutek i rozpacz – wydaje się, że tylko takie uczucia powinny towarzyszyć zwiedzaniu cmentarza przy ul. Okopowej. Chociaż rzeczywiście nie brakuje tam śladów Holocaustu, jego historia wykracza daleko poza tragedię, która rozegrała się podczas II wojny światowej.

Strażnicy pamięci

– Cała dokumentacja spłonęła w 1943 r. Już od 15 lat chodzę od grobu do grobu i spisuję nazwiska zmarłych. Później wprowadzam je do systemu – wyjaśnia Przemysław Szpilman. Do tej pory opiekunowi nekropolii udało się zarchiwizować dane 90 tys. osób, a na całym terenie, łącznie ze wspomnianymi grobami masowymi, pochowano w sumie 250 tys. osób.

Na powierzchni ponad 33 ha rozciągają się kolejne kwatery: ortodoksyjna, postępowa, porządkowa, dziecięca, wojskowa i gettowa. Lokalizacja nagrobków pozwala łatwo rozpoznać pozycję społeczną zmarłego – bogatsi zostali pochowani bliżej głównej alei, biedniejsi dalej. Dyrektor cmentarza pokazuje nam kolejne mogiły, które w ostatnich latach zostały odrestaurowane. Wśród nich dominują te wykonane przez słynnego żydowskiego rzeźbiarza Abrahama Ostrzegę. Blask przywrócono już m.in. nagrobkowi adwokata Aleksandra Hochgemain-Homańskiego, sarkofagowi dr. Ludwika Zamenhofa oraz mauzoleum pisarzy Icchoka Pereca, Jakuba Dinezona i Szymona An-skiego. To wszystko było możliwe dzięki staraniom Fundacji Dziedzictwa Kulturowego, która mocno angażuje się w działalność na rzecz nekropolii. W ostatnim czasie aktywność organizacji dostrzegło Ministerstwo Kultury, które przeznaczyło 100 mln zł na uzupełnienie tzw. kapitału wieczystego. W praktyce oznacza to, że wspomniana kwota zostanie zainwestowana, a uzyskane z niej dochody będą na bieżąco przeznaczane na prace porządkowe i konserwatorskie na terenie cmentarza. – To jest ogromny wkład państwa, duży zastrzyk gotówki dla nas. Myślę, że dzięki temu przez kolejne lata zrobimy wiele dla uratowania tego miejsca – mówi Przemysław Szpilman.

W pierwszej kolejności przy pomocy dodatkowych środków trzeba naprawić grożący zawaleniem cmentarny mur (w praktyce oznacza to wzniesienie nowej konstrukcji) oraz wybrukować uliczki prowadzące do kolejnych kwater. Do tej pory zarządzająca nekropolią gmina żydowska nie była w stanie pokryć kosztów podobnych prac.

Bez trumny

Najstarsze nagrobki na warszawskiej nekropolii liczą ponad 200 lat, najmłodsze pochodzą z czasów współczesnych. Cmentarz jest czynny, cały czas służy społeczności żydowskiej Warszawy i okolic. Ze względu na fakt, że gmina nie jest zbyt liczna (chociaż największa w kraju), obecnie odbywa się tutaj zaledwie 20 pogrzebów rocznie. Wiekowe macewy są wykonane z piaskowca, a współczesne pomniki z granitu i marmuru. Nowe groby nie mają już nic wspólnego z żydowską tradycją – wyglądają niemal identycznie jak te wznoszone na katolickich nekropoliach. Niemal na wszystkich są widoczne polskie napisy, zdradza je tylko brak krzyży.

– Ciało ludzkie stanowi dla nas świętość, jest naczyniem dla daru Bożego, jakim jest dusza. W związku z tym od momentu śmierci aż do pochówku należy obchodzić się z nim z należytym szacunkiem – wyjaśnia Przemysław Szpilman. Nasz rozmówca tłumaczy, że przygotowaniem ciała do pogrzebu w tradycji żydowskiej zajmuje się święte bractwo (chevra kadisha). Jego zadaniem jest obmycie ciała z brudu, a także symboliczne duchowe oczyszczenie przez oblanie go wodą. Następnie zmarły jest odziewany w specjalny strój pogrzebowy wykonany z białego płótna, później zawija się go w całun.

Podczas ceremonii ciało powinno zostać złożone bezpośrednio w ziemi. Żydzi wierzą bowiem, że dusza nie rozpocznie wędrówki do nieba, dopóki nie dojdzie do obrócenia się zwłok w proch. Ich zdaniem trumna niepotrzebnie opóźnia ten proces, dlatego jest używana bardzo niechętnie. Ze względu na wymogi sanitarne mniej więcej od końca II wojny światowej wyznawcy judaizmu są jednak zmuszeni do grzebania zmarłych w ten sposób. – Staramy się stosować możliwie najprostsze trumny. Zależy nam na tym, aby szybko uległy zniszczeniu pod naporem ziemi – mówi dyrektor cmentarza.

Korzenie

Żydzi wspominają zmarłego podczas kolejnych rocznic śmierci. Najczęściej odwiedzają cmentarze w miesiącu Elul, który w ich kalendarzu poprzedza Nowy Rok. To czas modlitwy i refleksji nie tylko w miejscach pochówku bliskich, ale także słynnych duchownych. To właśnie nagrobki rabinów, cadyków i mędrców talmudycznych wybijają się na pierwszy plan. Wzrok przyciągają wzniesione nad nimi ohele – niewielkie budynki w kształcie prostopadłościanu. Przemysław Szpilman podkreśla, że nie pełnią one funkcji mauzoleum, ciała znajdują się zawsze głęboko pod ziemią.

Na warszawską nekropolię przybywa więcej turystów niż członków miejscowej żydowskiej społeczności. Wszyscy są zobowiązani do zakupu cegiełki na rzecz cmentarza. Największy ruch można tutaj zaobserwować pomiędzy wiosną i jesienią, teraz jest trochę spokojniej. Dyrektor jest jak zawsze w pobliżu, chętnie rozmawia ze wszystkimi zainteresowanymi historią nekropolii. – Nie wyobrażam sobie pracy w innym miejscu – podkreśla. Nasz rozmówca pochodzi z Katowic, ale ze względu na praktykowaną religię postanowił przeprowadzić się do Warszawy. Tutaj gmina jest dużo większa, ma swoją synagogę i rabina. Dzięki temu Przemysław Szpilman codziennie może uczestniczyć w modlitwach, bez których nie wyobraża sobie życia.

Niemal cały teren cmentarza pokrywa las, który wygląda niezwykle malowniczo. Pod ziemią korzenie rozrastają się jednak do niebotycznych rozmiarów, rozsadzając kolejne nagrobki. Ale nie można ich tak po prostu usunąć. Żydzi powtarzają, że naruszyłoby to szczątki pochowanych osób. Tysiące ciał zmarłych weszło bowiem w ziemski krwiobieg, na zawsze wiążąc swoją historię z tym miejscem. I chociaż ich dusze są już zupełnie gdzie indziej, nie można o nich zapomnieć.•

« 1 »
Śladami starszych braci

WIARA.PL DODANE 11.01.2018 AKTUALIZACJA 11.04.2018

Śladami starszych braci

oceń artykuł
  • Śladami prawdy PŚ
    10.02.2018 13:01
    Znowu nadużycie określenia "starsi bracia". Żydzi nie są starszymi braćmi w wierze, bo odrzucili Jezusa Chrystusa, a jak pisze św. Jan, kto nie ma Syna, ten nie ma i Ojca. Ks. prof. Chrostowski to niedorzeczne określenie dogłębnie przeanalizował: https://www.youtube.com/watch?v=8rzGH4IJmyg

    W poprzednich wiekach, co do żydów używano określenia "starsi bracia", ale tylko przez analogię, pokazując, że to młodszy brat, czyli chrześcijanie, stał się dziedzicem, a starszy brat, czyli żydzi, został odrzucony. Tak było w przypadku Jakuba, zwanego też Izraelem, oraz odrzuconego Ezawa. Tak było w przypadku Izaaka - urodzonego z wolnej, czyli chrześcijan, jak pisze św. Paweł - i odrzuconego Izmaela, urodzonego w niewoli, czyli żydów. Tak było też w przypadku Abla, który jest zapowiedzią Chrystusa i chrześcijaństwa, oraz Kaina, który dopuścił się mordu, i przez to stał się zapowiedzią zabójców Chrystusa i prześladowców chrześcijan.

    Nie mieszajmy więc pojęć!
    doceń 6
  • gosc
    10.02.2018 18:26
    Ciekawi mnie na ile zydowska finansiera angazuje sie w restauracje swoich nekropolii. Na moje oko to oni sie wogole tym nie interesuja. A my lekka raczka 100 melonow.
    doceń 8