Nowy numer 21/2018 Archiwum

Symbol zdrady

O konfederacji targowickiej i nadużywaniu tego pojęcia w debacie publicznej mówi prof. Wojciech Roszkowski.

Maciej Kalbarczyk: Ostatnio politycy coraz częściej oskarżają się nawzajem o targowicę. To nowy trend w polskiej debacie?

Prof. Wojciech Roszkowski: Absolutnie nie. Konfederacja targowicka jest od dawna symbolem zdrady narodowej. Chociaż jako dobrowolny związek obywateli, wyłączony spod zasady liberum veto, działała w ramach prawa i zwyczaju, szkodząc dobru Rzeczypospolitej. W naszej historii tym pojęciem bardzo często obarczano przeciwników politycznych. Chociażby margrabiego Aleksandra Wielopolskiego, którego oskarżano o działanie w interesie rosyjskim, mówiąc właśnie o targowicy. Z kolei w czasach II Rzeczypospolitej to określenie pojawiło się przy okazji dyskusji o kończącym wojnę polsko-bolszewicką traktacie ryskim. Jego negocjatorami byli Stanisław Grabski i Jan Dąbski z PSL-Wyzwolenie. Znajdujący się wówczas w opozycji zwolennicy Piłsudskiego oskarżali tych polityków o zaakceptowanie niekorzystnych dla Polski warunków. Wówczas czasem używano słowa „targowica”, chociaż nie do końca było ono adekwatne do sytuacji. Krytyka traktatu pokojowego była w pewnym sensie uzasadniona, ale posądzanie rządzących o zdradę narodową uważam za przesadę. Wspomnianego epitetu używano także w czasach PRL-u. Posługiwali się nim komuniści, nazywając targowiczanami polityków przebywających na emigracji.

Dzisiaj rząd twierdzi, że działalność opozycji na forum PE to targowica, z kolei PO określa w ten sposób próby naruszenia przez PiS konstytucji. Które porównanie jest bardziej trafne?

Obydwa są przesadzone, choć w różnym stopniu. Niestety, w sporze politycznym górę biorą emocje. Użycie tego sformułowania w tych przypadkach nie pociąga za sobą żadnych konsekwencji. Jeśli rzeczywiście chodziłoby o zdradę narodową, to przecież należałoby ukarać osoby, które są za nią odpowiedzialne. Jeśli jednak pyta pan, które porównanie jest bardziej adekwatne, to wskazałbym występowanie opozycji wspólnie z zewnętrznymi siłami przeciwko własnemu państwu. Nawet jeśli naruszanie konstytucji przez PiS rzeczywiście miałoby miejsce, to taka sytuacja w żadnym sensie nie przypominałaby historii konfederacji targowickiej. Magnaci sprzeciwili się Konstytucji 3 maja razem z wojskami rosyjskimi, a rządząca obecnie partia nie angażuje w swoje działania żadnych sił zewnętrznych. Porównywanie polityki PiS-u z targowicą uważam za duże nadużycie. Natomiast głosowanie nad rezolucją, której celem jest nałożenie sankcji na Polskę, niewątpliwie jest działaniem w sposób jawny sprzecznym z naszym interesem.

Kiedy rządziła koalicja PO-PSL, PiS także poruszał pewne sprawy na forum europarlamentu.

Rzeczywiście, rządząca obecnie partia organizowała wtedy konferencje m.in. na temat tragedii smoleńskiej i fałszerstw w wyborach samorządowych w 2014 r. To jednak były przesłuchania publiczne, które miały na celu jedynie poinformowanie Parlamentu Europejskiego i zainteresowanych dziennikarzy o opinii opozycji na temat wydarzeń mających miejsce w naszym kraju. PiS nie domagał się wprowadzenia uchwały, która mogłaby wyrządzić państwu jakąkolwiek krzywdę. To duża różnica. Mam nadzieję, że poparta przez sześciu posłów Platformy rezolucja Parlamentu Europejskiego nie zaszkodzi Polsce, jednak, niestety, nie można tego wykluczyć.

Przejdźmy do historii samej konfederacji. Czy magnaci mieli podstawy ku temu, żeby krytykować pierwszą w Europie konstytucję?

W sensie politycznym mieli, bo odbierała im realną władzę. Dzięki prawom i przywilejom, jakimi dysponowała szlachta, magnateria mogła kupować jej głosy. Konstytucja 3 maja zlikwidowała tzw. złotą wolność, a to godziło w interesy dużej części magnaterii. Ustawa zrzucała także protektorat rosyjski nad Polską, co nie podobało się tym, którzy utrzymywali bliskie relacje z caratem. Warto jednak zauważyć, że autorom konstytucji można zarzucić, że dokonali swoistego zamachu stanu. Uchwalając ustawę, przyspieszyli bowiem sesję Sejmu Wielkiego. Wykorzystali w tym celu przerwę wielkanocną i fakt, że duża część konserwatywnych posłów nie zdążyła dojechać do stolicy. W tym momencie przeforsowano rządową ustawę. Nazwałbym to nadużyciem proceduralnym, ale nie przesadzałbym z negatywną oceną tych działań. Konstytucja była instrumentem naprawy Rzeczypospolitej.

Jakie argumenty przedstawiali targowiczanie, namawiając innych do poparcia konfederacji?

Twierdzili, że konfederacja zapobiegnie interwencji rosyjskiej, ale to nie miało nic wspólnego z rzeczywistością. W historii mamy do czynienia z tłumaczeniami, które są tylko pozornie prawdziwe. W tym przypadku jest nim stwierdzenie, że postępowanie zgodne z wolą Katarzyny II mogło zapobiec inwazji. Tymczasem akt targowiczan w gruncie rzeczy był jej bezpośrednią przyczyną. Gdyby Stanisław Szczęsny Potocki i Seweryn Rzewuski, a w ślad za nimi inni magnaci, nie podpisali konfederacji, armia rosyjska nie miałaby tak łatwego wstępu na teren Rzeczpospolitej. Targowiczanie de facto wprowadzili obce wojska do Polski, a w dodatku opowiedzieli się za osłabieniem własnych. Konstytucja 3 maja nie tylko naprawiała bowiem praktykę ustrojową I Rzeczypospolitej, ale także zwiększała liczebność polskiej armii. Na mocy ustaleń Sejmu Niemego z 1717 r. w imieniu państwa mogły walczyć zaledwie 24 tys. żołnierzy. Po uchwaleniu Konstytucji 3 maja limit został zwiększony do 100 tysięcy. To była poważna różnica.

Skoro konfederacja godziła w naszą suwerenność, dlaczego poparli ją papież Pius VI, część polskich duchownych, a później także sam król Stanisław August?

Papież był w tej kwestii źle poinformowany. Państwo Kościelne było wówczas ważnym aktorem sceny europejskiej. Do papieża nie docierał przekaz obrońców konstytucji, otrzymywał informacje z innych źródeł. Ambasadorowie Rosji, Austrii i Prus zadbali o to, aby przekazać mu „właściwą” interpretację wydarzeń. Jeśli chodzi o polski Kościół, to był on bardzo podzielony. Wielu biskupów w ogóle nie zabrało głosu w tej sprawie, a część poparła targowicę ze względu na decyzję króla. Stanisław August Poniatowski przystąpił do konfederacji, kiedy w czasie wojny polsko-rosyjskiej dowiedział się, że wrogie wojska dotarły już do Wisły. To dało niektórym hierarchom i ważniejszym politykom pretekst, aby przyłączyć się do targowicy wspólnie z władcą, myśląc, że tak uratują Rzeczpospolitą. Jedną z takich osób był Hugo Kołłątaj. W rzeczywistości nie mogło być jednak mowy o ocaleniu państwa w ten sposób. Wszyscy, którzy w czasie konfliktu z Rosją dołączali do konfederacji, próbowali jedynie ratować własną skórę, zachować swoje stanowiska.

Czy historia I Rzeczypospolitej potoczyłaby się inaczej, gdyby nie kilka osób, które jako pierwsze zdradziły i pociągnęły za sobą innych?

Myślę, że gdyby nie targowica, to wojska rosyjskie miałyby znacznie trudniejsze zadanie. Pamiętajmy, że w obronie Konstytucji 3 maja stanęła całkiem spora armia. Książę Józef Poniatowski i Tadeusz Kościuszko zaczęli odnosić zwycięstwa w konflikcie polsko-rosyjskim. Trudno powiedzieć, jakby potoczyła się ta wojna bez życzliwych Rosjanom targowiczan. Być może i tak byśmy przegrali, ale na pewno opór byłby zdecydowanie większy. Gdyby nie osoby, które zawiązały konfederację, uniknęlibyśmy efektu kuli śniegowej, czyli wspomnianego już przechodzenia na rosyjską stronę kolejnych Polaków. Niestety, stało się inaczej: król i część szlachty, która zdradziła ojczyznę, przyczynili się do drugiego rozbioru państwa.

Jakie wnioski polscy politycy powinni wyciągnąć z historii konfederacji targowickiej?

Wniosek jest jeden: wszelkie formy współdziałania z siłami zewnętrznymi przeciwko własnemu państwu są niedopuszczalne. Będąc wyborcą PO, mocno zastanowiłbym się, czy europosłowie, którzy poparli niekorzystną dla Polski rezolucję, zasługują na reprezentowanie naszego państwa na arenie międzynarodowej. Jednocześnie przestrzegałbym jednak przed nadużywaniem pojęcia „targowica” w debacie publicznej. To prowadzi bowiem do dewaluacji tego określenia. Dotyczy to zresztą nie tylko skróconej nazwy konfederacji. Generalnie politycy, zwłaszcza ci należący do opozycji, zużyli już chyba wszystkie najmocniejsze epitety, zupełnie nieadekwatne do opisywanych sytuacji. Ten rząd bezpodstawnie został przecież nazwany faszystowskim i rasistowskim... To niedobrze, kiedy tak ostre, nieprzystające do rzeczywistości oskarżenia są ciągle obecne w dyskursie.•

Przywódcy Targowicy

Seweryn Rzewuski

1743–1811

Hetman polny koronny, generał wojsk koronnych, pisarz polityczny, poeta, dramatopisarz. W 1767 r. sprzeciwił się, jako poseł na sejm, żądaniom wszechwładnego ambasadora Rosji Nikołaja Repnina. Został wówczas porwany przez Rosjan i przez 6 lat przetrzymywany na zesłaniu w Kałudze. Od tego czasu posłuszny wobec Rosji, wróg reform. Był dowódcą wojskowym konfederacji targowickiej. Nie spodziewał się jednak, że następstwem targowicy będzie II rozbiór Polski. Gdy się o tym dowiedział, wycofał się z życia politycznego i wyjechał z Polski.

Stanisław Szczęsny Potocki

1751–1805

Wojewoda ruski, generał wojsk koronnych, poeta, wielki mistrz loży masońskiej. W młodości przeżył tragedię, gdy jego poślubiona wbrew woli rodziny żona została z rozkazu jego ojca zamordowana. Historię tę opisywali potem Juliusz Słowacki i Antoni Malczewski. Wierny stronnik Rosji nawet po rozbiorach, choć podobno prosił Katarzynę II, by wstrzymała się od likwidacji państwa polskiego. Ks. Józef Poniatowski wyzwał go w 1792 r. na pojedynek, ale Potocki uchylił się, wyznaczając jego miejsce w Petersburgu, gdzie książę zostałby aresztowany.

Franciszek Ksawery Branicki

1730–1819

Hetman wielki koronny, generał wojsk koronnych. W młodości awanturnik, pojedynkował się ze słynnym Giacomo Casanovą. Wróg reform, wierny sojusznik Rosji. Jako dowódca wojsk koronnych tłumił konfederację barską. Jako poseł nie podpisał jednak żadnego z traktatów rozbiorowych. Po rozbiorach wycofał się z życia politycznego. Jako symbol zdrajcy pojawia się w „Weselu” Stanisława Wyspiańskiego.

W czasie insurekcji kościuszkowskiej wszystkich tych trzech magnatów skazano na karę śmierci. Ponieważ ich nie pochwycono, zamiast nich powieszono ich portrety.

« 1 »
oceń artykuł
  • pstro
    12.01.2018 12:47
    Wiadoma rezolucja nie szkodzi Polsce (co najwyżej PiSowi, który samozwańczo utożsamia się z Polską, jak niegdyś komuniści). Wprost przeciwnie - rezolucja ma na celu ochronę Polaków, także profesora Roszkowskieco, przed łamiącą prawo władzą. Unia nie jest obcą siłą, bo Polska jest częścią Unii
  • watpliwosci
    14.01.2018 09:13
    Czy ktokolwiek z tych zdrajców począwszy od szwedzkiego potopu został oskarżony o zdradę i poniósł karę?
    doceń 8
  • Kopyrda
    14.01.2018 19:33
    Targowica byla kulminacla dugiego procesu niszczenia panstwa przez magnatow, dla ktorych wlasny interes byl wazniejszy od dobra wspolnego. Warto sie zastanowci nad tym teraz, kiedy u podstaw erozji praworzadnosci w Polsce leza osobiste obsesje wplywowych politykow i ich umiejetne wykorzystywanie syndromu frustracji-agresji.
    doceń 9
  • Andrzej z Goliny
    14.01.2018 20:33
    Do "pstro". Jak można takie głupoty wypisywać: "Wiadoma rezolucja nie szkodzi Polsce (co najwyżej PiSowi, który samozwańczo utożsamia się z Polską, jak niegdyś komuniści)." Trzeba faktycznie mieć "pstro" w głowie pisząc o "samozwańczości" PiS-u. A może to tylko zwykła demencja, bo o wyborach można otrzymać tak sobie zapomnieć.
    doceń 7