• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Kiedyś było tak, jak nigdy nie było

    Franciszek Kucharczak Franciszek Kucharczak

    |

    GN 49/2017

    dodane 07.12.2017 00:00

    Każdy, kto trafia do nieba, musi najpierw chodzić po ziemi.

    Co roku w okolicach grudnia po internetach rozbrzmiewają utyskiwania na rzekomą infantylizację liturgii. Ma to jakoby wynikać z nastawienia księży na duszpasterstwo dzieci w ramach Mszy św. roratnich. „Jakoś nikt nie zauważa, że w większości parafii poprzez podobne eksperymenty praktycznie zatracono sens Mszy Roratniej i pozbyto się dorosłych” – napisał ktoś pod tekstem o nadzwyczajnej popularności materiałów roratnich „Małego Gościa”.

    Sprawa ta pokazuje, jak łatwo przychodzi ludziom idealizowanie przeszłości. Wystarczy, że w niej nie uczestniczyli albo pozostawili sobie w pamięci tylko wycinki pasujące do ich układanki. A co jest w tej układance? Ano są kościoły pełne dorosłych, nabożnie uczestniczących we Mszy, najlepiej trydenckiej. Rozbrzmiewa tam perfekcyjnie wykonany śpiew, najlepiej gregoriański. Tam potężne organy zalewają skupionych ludzi lawiną dźwięków, a od ołtarza aż ku sklepieniom, najlepiej gotyckim, wznosi się wonny dym kadzideł. A przed samym ołtarzem, wśród złoceń i marmurów, kapłan, najlepiej w barokowym ornacie i najlepiej z asystą w dalmatykach, w nienaganny sposób sprawuje liturgię. Kazania są treściwe i konkretne, najlepiej katechizmowe, trafiające do samego serca. Szczególnie na Roratach, najlepiej o szóstej rano, na których zawsze są tłumy dorosłych. Dzieci, owszem, też są, ale grzeczne i w odpowiednich proporcjach. I też liturgię przeżywają, też słuchają i wszystko rozumieją. Wszystko jest w tej układance po prostu i-de-al-ne. Nie ma tam niedbałych celebransów, nudzących kaznodziejów i znudzonych wiernych, nie ma kiepskich organistów i koszmarnych śpiewów. I oczywiście nie ma pustych ławek.

    Tak podobno kiedyś było. Pytanie tylko, kiedy i gdzie to było. Bo jak sięgam pamięcią, nigdy nie było tak, jak to chcą widzieć dzisiejsi projektanci przeszłości. Jeśli dziś ktoś łamie ręce nad rzekomym złym sprawowaniem liturgii albo nad „infantylizacją Rorat”, to ja nie wiem, kiedy było perfekcyjnie i „nieinfantylnie”. Gdy pół wieku temu rozpoczynałem karierę ministranta, to i wtedy na Roraty przychodziły głównie dzieci. Dorośli zjawiali się tam najczęściej w roli opiekunów. Roratom zawsze towarzyszył „dziecięcy klimat” – lampiony, obrazki itd. I jak pamiętam, kaznodzieje mówili na Roratach „dziecięce” kazania. I organizowali jakieś formy konkursów, zagadek, rywalizacji. Dzięki temu dzieci na Roraty chodziły chętnie i bez przymuszania, a Adwent pozostał w ich pamięci jako czas prawdziwego przygotowania do narodzin Pana Jezusa.

    Jak się to przekładało i przekłada na wiarę ludzi dorosłych? Trudno to zmierzyć, ale gdyby duszpasterze nie docierali do najmłodszych, ci rzadziej docieraliby do Kościoła jako dorośli. Bo tak to dziwnie jest, że dojrzałość w wierze osiąga się drogą dojrzewania. Dojrzewający zaś potrzebuje warunków odpowiednich dla siebie, a nie dla dojrzałego.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • Brodaty Sokrates
      08.12.2017 09:07
      Ale o czym wy mówicie? "Dzieci winny wzrastać ku dojrzałej wierze uczestnicząc w mszy „normalnej” katolickiej a nie sprowadzonej do eciu-peciu." Przecież msza jest zwykła, zgodna z kanonem rzymskim.To już katolikom teraz lampki roratnie w kościele przeszkadzają ? Bo ksiądz ma "infantylne kazanie"? A o czym ma mowić do dzieciaków? O postanowieniach posoborowych,paruzji,dogmatach oraz o "Amoris laetitia" ??? Ze ksiądz zniża się do poziomu dzieciaków ? A co zrobił Jezus ? Zniżył się do naszego poziomu intelektualnego.Mówił o ziarnach i chwastach,o lampie i oliwie,opowieści o królach,talentach oraz owieczkach i pasterzach ! Wszystko po to aby słuchacz miał pojęcie o co Jemu chodzi.Jakoś nie przypominam sobie aby Jezus prowadził jakieś filozoficzne nauczania o dogmatach,rodzajach obrządków kościelnych czy o tym gitarach,bębenkach i skrzypcach w liturgii.
      doceń 10
    • lll
      08.12.2017 12:33
      tak czy inaczej, oddzielne roraty dla dzieci i dorosłych to dobry pomysł. u mnie w parafii tak jest i wszyscy są zadowoleni
    • gut
      08.12.2017 20:23
      Bardzo, bardzo Pan Franciszek to - przekonywujący - sposób wyraził!! :-)))) Tak samo jak ten rysunek u góry! ;-dd
    • Gość Marek
      10.12.2017 14:26
      Dwie myśli:

      1. Wyobraźmy sobie taki tekst napisany w roku 1950 (Msza Trydencka... ale obciach) i reakcję Redaktora Naczelnego.

      2. Gdzie jest teraz (rok 2017) granica między tym, co dopuszczalne w liturgii, a tym, na co nie można pozwolić. Czy celebrans udający ruchy pajaca przy ołtarzu, ubrany w ornat, to przesada, czy jeszcze nie? Kto jest w stanie taką granice określić dzisiaj?
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół