GN 20/2018 Archiwum

Jestem matką w żałobie

– Do dziś mi żal, że w szpitalu nikt nie zapytał, czy chciałabym zobaczyć moją ledwie urodzoną zmarłą córeczkę – mówi Aleksandra Kłos-Skrzypczak, mama 4-letniego Karolka i trojga dzieci w niebie. – Nikt nie nazwał jej dzieckiem. Nie powiedział, że to był poród, a ja jestem matką.

Po ostatnim poronieniu z minuty na minutę stawałam się niewidzialna dla mijających mnie ludzi, którzy wcześniej zwracali uwagę na mój brzuch – opowiada Aleksandra Kłos-Skrzypczak. – Byłam w ciąży bliźniaczej, więc rzucałam się w oczy. Ustępowano mi miejsca, przepuszczano w drzwiach. Tak samo nagle lekarze uznali, że już nie jestem matką. Byłam nią, kiedy zaczęło się we mnie życie, ale w ich opinii przestałam nią być, kiedy dziecko zmarło w moim łonie. A przecież to nie zmieni tego, że nadal mam jeszcze oprócz Karolka troje dzieci. Karolek mówi, że jego siostry i brat prosto z brzuszka mamy poszli do nieba. Dla niego bezdyskusyjnie są obecni. Pokazuje im swoje zabawki i opowiada, co mu się przydarzyło. Zdjęcia córeczek wykonane na aparacie USG będę oglądać do końca życia. Mimo że minęło kilka dobrych miesięcy od ich śmierci, codziennie chodzę na cmentarz. Zależy mi na pamięci o nich i pragnę szacunku dla tych moich małych zmarłych. Kiedy musiałam gdzieś wyjechać, zamiast mnie na ich grób poszła moja mama, żeby ani przez moment nikt o nich nie zapomniał. Nie jestem w tym doświadczeniu sama – według krajowych statystyk około 40 tys. kobiet rocznie przez poronienie traci swoje dzieci.

O płaczu

– Czekam, aż z tej tragedii, jaką jest dla matki strata dziecka, wyniknie jakieś dobro – mówi. Czuję, że jedyne, co byłoby w tej chwili stosowne, to płakać razem z młodą matką w żałobie. Więc płaczemy tak, żeby nie przerwać tej historii o miłości.

Jej pierwsze dziecko to szczęśliwie urodzony Karolek. Drugi syn zmarł w ósmym tygodniu życia, w kwietniu 2016 roku. Jeszcze było za wcześnie, żeby stwierdzić płeć, ale z mężem czuli, że to chłopak, i nadali mu imię Szymon. W styczniu 2017 r. zmarła Julia, jej pierwsza córka z ciąży bliźniaczej. Miała 8, może 10 tygodni. Druga, Marta, urodziła się w 18. tygodniu życia. – Urodziła się i zmarła 22 marca tego roku – podkreśla Aleksandra. Obok tragedii, jaką była śmierć maleńkich dzieci, zdarzyła jej się też druga. Była nią obojętność lekarzy, którzy powinni wspierać w cierpieniu, a pozostali obojętni. A kiedy zaczęli podejrzewać, że Marta, córeczka z ciąży bliźniaczej, jest chora, zaproponowali aborcję.

– Opowiadała pani już o tym komuś? – pytam. – Jest pani pierwszą osoba, której się zwierzam – odpowiada. – Nawet w rodzinie trudno o tym mówić. Zazwyczaj wspomina się zmarłych, ale te dzieci jeszcze się nie narodziły, a już umarły, i tak naprawdę najbliższe były mnie i mojemu mężowi. Kiedy mają przyjść na świat bliźniaki, to wszyscy się na to cieszą, snują plany. Po poronieniu rozmowy cichną, a oczekiwanego dziecka nie ma. – Czego pani oczekuje? – dopytuję. – Tego, co inne kobiety, które straciły dzieci – mówi. – Nie potrafię nagle, ot tak sobie, wrócić do dawnego porządku. Chciałabym, żeby w tym momencie uznano mnie za matkę w żałobie. Zaakceptowano, że miewam trudne momenty, a czasem po prostu chcę sobie popłakać.

O życiu

– Nie zamierzam się mścić na lekarzach i pielęgniarkach, nie podaję ich nazwisk, adresu szpitala, w którym rodziłam – opowiada. – Dzieląc się swoją historią, chciałabym przypomnieć o wartości każdego ludzkiego życia, zwłaszcza dziecka w łonie matki – zdrowego, chorego, ale też tego, które umiera na jakimś etapie ciąży. Chciałabym też przypomnieć, że w tym beznamiętnym, nastawionym na konsumpcję świecie żyją matki, które borykają się z tragedią, jaką jest strata maleństwa.

« 1 2 »
oceń artykuł
  • Ania_
    09.01.2018 10:47
    Bardzo Pani współczuję. To przecież oczywiste, że jest i była Pani mamą od momentu pojawienia się w brzuszku nowego życia. Wielu lekarzy i pielęgniarek w Polsce to rozumie, niestety nie wszyscy - Pani nie miała szczęścia trafić na tych pierwszych. Życzę Pani, aby mimo żałoby udało się Pani przejść do życia i żyć dla tych, którzy są z Panią tu na ziemi. A o dzieciątkach w Niebie pamiętać, ale nie rozpamiętywać, bo wierzę, że są już z Panem Bogiem i jest im dobrze, a Pani musi teraz dbać o męża o syna, a oni o Panią.
    doceń 3
  • rENATA
    19.02.2018 22:58
    Bardzo mi przykro :( dokładnie Panią rozumiem , jakbym czytała o sobie , dokładnie wszystko tak samo było u mnie, to samo podejście w szpitalu . 12.08.2017 straciłam córeczkę Hanię w 18 tyg ciąży :(
    doceń 1
  • Jola
    25.02.2018 23:49
    Moja córeczka Różyczka urodziła się i zmarła 18.06.2017r. Miałam szczęście trafić na dobrych lekarzy i położne i pielęgniarki w szpitalu... Niestety, w rodzinie szybko wszyscy oprócz mnie i męża zapomnieli, że Różyczka była w naszym życiu i nikt i nic tego nie zmieni. Na zawsze w myślach, sercach i życiu.
    doceń 1
  • Aniolkowa
    18.05.2018 17:26
    Moje dziecko zmarło w 38tc, 11 dni przed terminem a od mojego teścia usłyszałam że to był płód i że mam nie rozpaczać bo nie ma po czym... Z rodzina to się dobrze wychodzi ale na zdjeciu
    doceń 0