• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Teren podatny

    Jacek Dziedzina Jacek Dziedzina

    dodane 15.11.2017 11:00

    Czy Jezus mówiąc do faryzeuszy "celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do Królestwa niebieskiego” pochwalał machlojki finansowe i nierząd?

    Pytanie absurdalne, ale odpowiedź wcale nie najłatwiejsza… w odbiorze. „Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wyście mu nie uwierzyli. Celnicy zaś i nierządnice uwierzyli mu. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć". Właśnie ten fragment z Ewangelii wg św. Mateusza cytował Benedykt XVI podczas Mszy św. we Fryburgu Bryzgowijskim w Badenii-Wirtembergii w 2011 roku. I mówił dalej: „Przetłumaczone na język naszych czasów stwierdzenie to mogłoby brzmieć mniej więcej tak: agnostycy, którzy z powodu kwestii Boga nie znajdują pokoju; osoby, które cierpią przez nasze grzechy i pragną czystego serca są bliżej Królestwa Bożego niż wierni "rutynowi", którzy w Kościele widzą już tylko aparat, a ich serce nie jest dotknięte przez wiarę” - wyjaśniał Benedykt XVI.

    Tak mi się zuchwale przypomniały te słowa po reakcji paru osób na moje skromne wyznanie, że łatwej dogadać się z „lewakami” niż ze skrajną prawicą, która Boga samego potrafi dokleić do jednoznacznie nienawistnych haseł. Sprecyzowałem nawet, o jakie dogadanie się chodzi: o większą – wbrew pozorom – gotowość przyjęcia Ewangelii. Oczywiście w przypadku spotkania i rozmowy, a nie publicznych połajanek. Dość zabawne było stwierdzenie, że tymi słowami rzekomo uznałem, że „lewacy” to jakieś pokojowo nastawione do religii środowisko, że jestem ślepy na ideologię, którą się kierują itd., itp. Ba, ktoś nawet dopowiedział sobie, że „pochwałą” tych środowisk uznałem ich postulaty za słuszne…. Co zrobić, taki teren. Akurat gęstego i częstego pisania o absurdach i szkodliwości działania przeróżnych środowisk lewicowych wykazywać nie muszę, bo jest tego w CV nawet więcej niż wątpliwa skuteczność podobnych tekstów by nakazywała. Jeśli jednak podtrzymuję swoje zdanie o „większej otwartości” na prawdę i Ewangelię, to tylko i wyłącznie z powodu realnego doświadczenia takich sytuacji – w indywidualnych rozmowach. ­­­­Nie wiem, jak z tą otwartością w przypadku prawdziwych, cynicznych architektów kreujących i lobujących szkodliwe ustawodawstwo. Za to ci, którzy masowo idą za najczarniejszymi postulatami lewicowych rewolucji, gdyby ich rzeczywiście posłuchać – a nie tylko nakrzyczeć w artykułach – odsłaniają najczęściej głębokie zranienia, a czasem wprost krzykliwe pytania do Boga. Taki „teren” z natury swojej jest bardziej podatny na uwalniającą prawdę Ewangelii. Doświadczył tego pewnie każdy, kto choć raz rozmawiał, kolegował się lub przyjaźnił z ateistą, agnostykiem, obrażonym na Kościół czy jak tam jeszcze nazwać osoby, które nierzadko swoją niewiarę „zawdzięczają” brakowi świadectwa ze strony ludzi Kościoła. Z takimi osobami często łatwiej znaleźć wspólny język – dwóch czy dwoje grzeszników, z których jeden już wie, gdzie jest lekarstwo, a drugi jeszcze o nim nie słyszał, prędzej czy później znajdzie płaszczyznę porozumienia. Może o nich też myślał Benedykt XVI, gdy mówił, że „są bliżej Królestwa Bożego niż wierni „rutynowi", którzy w Kościele widzą już tylko aparat, a ich serce nie jest dotknięte przez wiarę”? Jeśli nawet „rutynowy” katolicyzm grozi traktowaniem wiary instrumentalnie i może przesłonić prawdę Ewangelii ludziom zagubionym (choćby w „lewackich” środowiskach), to o ile groźniejszy (i bardziej zamykający na łaskę samych zainteresowanych) jest neopogański „katolicyzm” nacjonalistyczny, wykorzystujący imię Boga do głoszenia haseł nijak pasujących do „naiwnych” nauk Żyda z Nazaretu.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • sp
      15.11.2017 13:42
      Myślę, że po obu stronach są też "elity" i "szaraczki", po obu stronach serca pozamykane oraz te pobłądzone. Nie ma jednej, prostej odpowiedzi na pytania o głębiny ludzkich dusz. Z artykułu prześwituje mi jednak sens dyskusji bardziej o próbach zagarnięcia Kościoła dla realizacji własnych celów. Próby takie są rzeczywiście bardzo niebezpieczne, pod różnymi względami. Ale czy w tym nie "przoduje" we współczesnych nam czasach właśnie liberalna lewica? Nie ma mowy dziś w Kościele w zasadzie o jakimś lobby nacjonalistycznym (są - oczywiście - pojedyncze przypadki). Za to nie da się już chyba ukryć, że istnieje silne lobby homoseksualne, że są poważne naciski i z wnętrza Kościoła na rozwody, antykoncepcję, że przenikali do Kościoła nawet pedofile. Różne prądy filozoficzne przesiąknięte materializmem (czyli pogańskie co najmniej tak, jak nacjonalizm) o pochodzeniu liberalno-lewicowym, znajdują dla siebie podatny grunt w umysłach wielu duchownych, a poprzez nich w całych społecznościach katolickich... Czy to nie jest odbywająca się na naszych oczach próba zagarnięcia Winnicy Pańskiej na skalę globalną? I odnoszę czasami wrażenie, że dla niektórych "narodowców" ich nacjonalizm jest (w sensie wiary katolickiej) nieudolną, co prawda, ale jednak próbą dania odporu takim zjawiskom. Ich "zamknięcie" też czasami może wynikać z przyjętej postawy silnego oporu wobec zła, które akurat w pewnych tematach/aspektach często rozpoznają prawidłowo.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół