• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Ilu Somalijczyków warte jest życie jednego Europejczyka?

    Wojciech Teister Wojciech Teister

    dodane 18.10.2017 18:45

    Czy fakt, że zamach w Mogadiszu, gdzie zginęło 300 osób, mniej nas interesuje niż atak w Europie, w którym ginie kilkunastu ludzi, możemy tłumaczyć tylko względami geograficznymi?

    14 października w Mogadiszu - stolicy Somalii - doszło do zamachów, w których zginęło ponad 300 osób. Informacja o tym ataku przeszła przez największe media bez większego echa. Zupełnie inaczej niż informacje o jakimkolwiek zamachu, który miał miejsce w Europie czy Ameryce Północnej. Jeśli jakiś zamachowiec zabija choćby kilka osób w Londynie, Paryżu czy Nowym Jorku, wtedy mamy całodzienne wydania specjalne serwisów informacyjnych, paski na dole ekranu, nakładki na zdjęcia profilowe na Facebooku. Kiedy w biednej Afryce zamachowiec zabija 300 osób, informacja nie przebija się nawet na "jedynki", przepływa gdzieś pomiędzy depeszami o tym, że jakaś aktorka pokazała biust, a jakiś polityk obraził innego. I - nie oszukujmy się - to ma też odbicie w statystykach oglądalności czy kliknięć. Gdyby tak nie było - informacja nie byłaby tak pozycjonowana.

    Dlaczego tak się dzieje? Czy możemy to wyjaśnić wyłącznie względami geograficznymi? Obawiam się, że nie. Z Warszawy do Mogadiszu jest bliżej niż do Nowego Jorku. Prawie o 1000 km. Czy wystarczy, że usprawiedliwimy się względami kulturowymi? Że bliżej nam do tzw. cywilizacji zachodniej i stąd nasze większe poruszenie atakiem w Londynie niż w Somalii czy Iraku? Pewnie jest w tym część prawdy, ale czy to wszystko?

    A może jest tak, że tkwi w nas głęboko zakorzenione i być może nawet nieuświadomione przeświadczenie, że życie jednego Europejczyka jest więcej warte niż życie 10 Afrykanów lub mieszkańców Bliskiego Wschodu? Ilu z nas płakało lub było silnie poruszonych atakami na WTC, a kolejne doniesienia o zabitych w Bagdadzie traktuje na równi z prognozą pogody? "Przecież oni sami sobie tak swój świat urządzili" - usłyszałem pewnego razu od znajomego. Naprawdę? Na serio nie widzimy niedorzeczności w stawianiu w jednym zbiorze napastników i ich ofiar?

    Nie, nie krytykuję wielkiego poruszenia, jakie nam towarzyszy, gdy słyszymy o kolejnych atakach w Europie czy Ameryce. To naturalne, tym bardziej że bliskość geograficzna wpływa na to, że sami niekiedy odczuwamy zagrożenie. Cały czas jednak zadaję (przede wszystkim sobie) pytanie, czy pamiętam, że w Mogadiszu, Bagdadzie, Kabulu czy Aleppo giną tacy sami, niewinni ludzie jak w Manchesterze, Nicei i Nowym Jorku. Nie tylko w Europie podczas zamachów terrorystycznych dzieci tracą rodziców, rodzice dzieci, żony mężów, a mężowie żony. Tym, którzy giną poza naszym kręgiem kulturowym, również należą się pamięć i modlitwa. Wieczny odpoczynek racz im wszystkim dać, Panie!

    «« | « | 1 | » | »»

    Wybrane dla Ciebie

    • Obed
      18.10.2017 23:53
      Wszyscy wiedzą gdzie jest Londyn i Nowy Jork, niewielu wie gdzie jest Mogadisz. Nie doszukujmy się znieczulicy, tam gdzie jej nie ma...
      doceń 11
    • Batrahe
      19.10.2017 11:43
      Jak sam autor zauważył, w mediach było o zamachu w Mogadiszu po prostu ciszej - gdyby częściej poruszano ten temat, ludzie bardziej wzięliby go sobie do serca. I jeszcze jedna uwaga - w krajach biednych i niestablilnych mniej bezpiecznie się żyje i nie powinno nas dziwić, że część ludzi tego nie wytrzymuje i opuszcza swoje kraje.
    • Sad But True
      19.10.2017 20:13
      Zycie mojego dziecka, rodzica, brata, siostry jest dla mnie cenniejsze niz kuzyna czy wuja. Zycie kuzyna albo wuja cenniejsze od zycia wiekszosci znajomych. Zycie znajomego cenniejsze od zycia nieznajomego. Tragedia ktora wydarzy sie w moim kraju dotknie mnie bardziej niz taka sama ktora wydarzy sie w innym kraju (a tym bardziej na innym kontynencie) mimo ze dotyczy ludzi mi nieznanych. Tragedia ktora dotyka ludzi mi podobnych (pod wzgledem kulturowym, rasowym, cywilizacyjnym) obchodzi mnie bardziej niz tragedia dotykajaca ludzi do mnie mniej podobnych, a jeszcze mniej bedzie mnie obchodzic tragedia zwierzat. Ale tragedie dotykajace ssaki obchodza mnie bardziej niz tragenie dotykajace owady albo ryby. Im wieksza bliskosc genetyczna i kulturowa tym bardziej mnie obchodza cudze tragedie. W zasadzie moznaby to pewnie sprowadzic do czystej genetyki. Blizsza genetyka oznacza tyle ze mamy wiecej wspolnych genow. Mozna powiedziec ze moje geny interesuje to co dzieje sie z nimi w innych cialach. Poniewaz wiecej wspolnych genow mam z Polakiem albo Francuzem niz z Somalijczykiem bardziej jestem zainteresowany losem Polaka i Francuza niz Somalijczyka. Zeby odpowiedziec na pytanie postawione przez autora w tytule nalezaloby sprawdzic o ile blizszy genetycznie jest mi Europejczyk od Somalijczyka. (Np. brat jest mi genetycznie blizszy od kuzyna czterokrotnie, wiec zycie czterech kuzynow jest warte zycia jednego brata). I to nie jest zart: tak to wlasnie funkcjonuje. Jesli spojrzy sie na sprawy z naukowego punktu widzenia, obiektywnie i bez moralizowania to wszystko staje sie krysztalowo klarowne. Jesli chcecie zeby wam cos jeszcze wytlumaczyc to walcie smialo. Jestem do uslug. Na kazdy temat. ;-)
    • JAWA25
      14.11.2017 18:54
      "A może jest tak, że tkwi w nas głęboko zakorzenione i być może nawet nieuświadomione przeświadczenie, że życie jednego Europejczyka" w jakich "nas"? A może autor artykułu uprawia odpowiedzialność zbiorową.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół