• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Unia według Macrona

    Maciej Legutko

    |

    GN 41/2017

    dodane 12.10.2017 00:00

    Prezydent Francji aspiruje do roli lidera reform w Unii Europejskiej. Czy jego projekty rzeczywiście mogą uzdrowić Europę, czy jedynie pogłębią podziały i zamieszanie?

    Europa, jaką znamy, jest zbyt słaba, zbyt wolna i nieefektywna – ogłosił Emmanuel Macron podczas przemówienia na paryskiej Sorbonie. Przedstawił plan „głębokiej reformy” Unii Europejskiej i długą listę proponowanych zmian w niemal wszystkich obszarach funkcjonowania Wspólnoty – od obronności, przez politykę monetarną, fiskalną, azylową, po edukację i ochronę środowiska. Wiele spostrzeżeń prezydenta Francji na temat kłopotów Starego Kontynentu jest trafnych. Ale proponowane przez niego recepty na przezwyciężenie kryzysu wydają się chybione i spotkały się z krytyką w różnych krajach UE. Czy plan francuskiego prezydenta jest realny i stanowi wyraz szczerej troski o los Europy? A może mamy do czynienia z inicjatywą obliczoną przede wszystkim na doraźne korzyści polityczne? W tym wypadku próbą zrównania się znaczeniem w UE z kanclerz Angelą Merkel, a w polityce wewnętrznej z „ucieczką do przodu” po szybkim spadku poparcia w sondażach, porażce „En Marche” w wyborach do senatu i masowych protestach przeciwko reformie prawa pracy.

    Głębsza integracja

    Prezydent Francji szczególnie skoncentrował się na obronności, pogłębieniu integracji wśród krajów strefy euro oraz reformach politycznych mających „przywrócić UE obywatelom”. Macron proponuje powołanie europejskich sił szybkiego reagowania finansowanych ze wspólnego budżetu, harmonizację polityki obronnej krajów Wspólnoty, stworzenie europejskiej akademii wojskowej, a także wspólnego korpusu obrony cywilnej, mającego usuwać skutki katastrof naturalnych. Dużo miejsca w wykładzie na Sorbonie poświęcił problemowi uchodźców i imigrantów. Prezydent Francji opowiada się za wypracowaniem w ramach UE wspólnej polityki azylowej, centralnego systemu ewidencji przybyszów, jednolitych procedur przyznawania zezwoleń na pobyt oraz sprawnego systemu relokowania uchodźców między krajami Wspólnoty. Przedstawiając te pomysły, Macron jednoznacznie opowiedział się za kontynuowaniem przez UE polityki udzielania schronienia tysiącom chętnych z Afryki i Bliskiego Wschodu.

    Zgodnie z przewidywaniami prezydent przedstawił wizję pogłębienia integracji europejskiej, ale w ramach mniejszego kręgu państw – tylko tych należących do strefy euro. Miałyby one skoordynować swoją politykę budżetową, wyłonić własnego ministra finansów oraz zharmonizować prawo finansowe. Macron postuluje, by budżet Eurolandu jedynie w niewielkim procencie opierał się na składkach krajów, a głównie na nowych podatkach – od transakcji finansowych i cyfrowych. Ten drugi bierze na cel przede wszystkim internetowych gigantów zza oceanu: Google, Facebook czy Microsoft. Już od lat boje z nimi toczy Komisja Europejska.

    Francuski przywódca zaprezentował także szereg rozwiązań, które w jego rozumieniu zmienią Unię w sprawniejszą i bliższą ludziom instytucję. Sztandarowym pomysłem jest organizacja we wszystkich krajach Wspólnoty tzw. konwencji demokratycznych, służących bezpośredniemu zgłaszaniu przez obywateli propozycji reform UE. Macron chce zmniejszyć liczbę komisarzy europejskich do 15, odchodząc od zasady „jeden kraj – jeden komisarz”, oraz doprowadzić do wystawienia już w najbliższych wyborach do Parlamentu Europejskiego (w 2019 r.) ponadnarodowej listy kandydatów na europosłów.

    Odgrzewane propozycje

    Przemówienie Macrona odbiło się sporym echem na całym Starym Kontynencie. Parę pomysłów spotkało się z ciepłym przyjęciem, m.in. stworzenie centralnego rejestru imigrantów, współpraca w zwalczaniu klęsk żywiołowych, odbiurokratyzowanie Unii, a przede wszystkim reforma polityki rolnej. Ostatnia z propozycji jest szczególnie odważna, ponieważ ten kosztowny obszar działalności UE pozostawał nietknięty głównie z powodu silnego lobbingu francuskich polityków i rolników. Kilka pochwał nie zmienia jednak faktu, że najważniejsze projekty francuskiego prezydenta spotkały się z krytyczną bądź wstrzemięźliwą reakcją. Główny zarzut to pogłębianie podziałów w UE oraz wtórność wielu propozycji. Postulat harmonizacji polityki obronnej i powołania europejskich sił zbrojnych nie jest nowy (często do tej idei powraca np. ­Jean-Claude Juncker) i nieustannie wzbudza nieufność krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Opierają one swą strategię obronną na Pakcie Północnoatlantyckim i stoją na stanowisku, że dodatkowe formacje zbrojne dublujące kompetencje NATO mogą jedynie skomplikować sytuację oraz osłabić europejski potencjał obronny. I to w szczególnie trudnym momencie największego zagrożenia za strony Rosji od upadku komunizmu. Trudno o zaufanie do odgrzewanej idei wspólnej armii UE, skoro od lat fiaskiem kończy się rozbudowa tzw. Eurokorpusu, utworzonego w 1992 r. przez Francję i Niemcy.

    Z chłodnym przyjęciem spotkał się również postulat pogłębienia integracji w strefie euro. Macron to dziś największy na naszym kontynencie zwolennik Europy dwóch prędkości. Przeciwni temu są członkowie „nowej” Unii, z Polską na czele. Zresztą w przemówieniu na Sorbonie tradycyjnie nie zabrakło połajanek francuskiego prezydenta pod adresem naszego kraju (który zdaniem Macrona zmierza do „opuszczenia Europy”). Na szczęście dla polskich władz w Unii jest dużo więcej przeciwników bliższej współpracy „twardego jądra UE”. Obecnie wydaje się, że francuski projekt pogrzebią Niemcy, głównie za sprawą liberałów z FDP – najbardziej prawdopodobnego koalicjanta CDU w nowym rządzie (wraz z Zielonymi). Ich zdaniem wspólny budżet skończyłby się na dokładaniu ogromnych sum przez Niemcy. Lider FDP Christian Lindner powiedział nawet, że jego partia z góry odrzuca wszelkie negocjacje na ten temat. Oczywiście decydujący nie będzie głos Lindnera, tylko Merkel, lecz kanclerz też ostudziła reformatorskie zapędy Macrona, mówiąc: „Jeszcze za wcześnie, by ocenić realność tych propozycji”.

    Za wtórną i oderwaną od rzeczywistości należy również uznać ideę wspólnej ponadnarodowej listy do europarlamentu. Podobne pomysły były już w przeszłości zgłaszane (przez posłów z opuszczającej UE Wielkiej Brytanii) i spełnienie ich przed wyborami w 2019 r. nie wchodzi w grę. Wbrew przekonaniom Macrona w Europie dominuje pogląd, że taka lista do Parlamentu Europejskiego jedynie pogłębi odizolowanie unijnych instytucji od obywateli.

    Równać do Angeli Merkel

    Prezydent Francji ryzykuje dotkliwą porażkę wizerunkową. Plan reform jest bardzo ambitny, ale wobec wielu głosów krytyki najprawdopodobniej zakończy się fiaskiem. Możliwe, że Macron po spektakularnych zwycięstwach w wyborach prezydenckich i parlamentarnych poczuł się zbyt pewnie. Ale z drugiej strony wielu dziennikarzy podejrzewa sprytną zagrywkę lidera „En Marche”, obliczoną na doraźne korzyści w Europie i we własnym kraju. Wygłaszając przemówienie na Sorbonie, Macron od razu ustawił się w roli inicjatora reform, zapraszającego kanclerz Niemiec do współpracy na jego zasadach. Magazyn „Politico” stawia tezę, jakoby prezydentowi Francji marzyło się stworzenie własnej, ponadnarodowej frakcji w Parlamencie Europejskim, stąd walka o skupienie na sobie uwagi całej Europy.

    Skoncentrowanie na tematach europejskich można także odczytać jako próbę ucieczki do przodu przed mnożącymi się trudnościami w polityce wewnętrznej. 24 września prezydencka partia La République en Marche z kretesem przegrała wybory uzupełniające do senatu. Zdobyła zaledwie 23 mandaty na 171. Definitywnie zakończyła się seria spektakularnych zwycięstw Macrona i jego formacji. Notowania prezydenta zaczęły gwałtownie spadać – z 57 proc. poparcia w lipcu do 40 proc. we wrześniu. Szybka obniżka zaufania to głównie rezultat wprowadzania reformy prawa pracy. Pracodawcy uzyskają ułatwienia w rozwiązywaniu umów, zwalnianiu pracowników, renegocjowaniu wynagrodzeń, zmaleje natomiast rola związków zawodowych. Macron liczy na uelastycznienie rynku pracy i zmniejszenie bezrobocia (wynosi ono obecnie aż 9,1 proc. wg Eurostatu). Francuzi zaś boją się zwolnień i łamania praw pracowniczych. We wrześniu odbyły się trzy wielkie demonstracje, 12 września na ulice Paryża wyszło 60 tys. ludzi, a w całym kraju 220 tysięcy.

    Wszystko wskazuje na to, że śmiała wizja reform Europy na modłę pomysłów Macrona nie zostanie zrealizowana. Jednocześnie nie można lekceważyć rosnącego poparcia w Unii dla pomysłów w duchu Europy dwóch prędkości, których głównym propagatorem jest właśnie prezydent Francji.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół