• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Pobożności w niedzielę nie sprzedajemy

    Jacek Dziedzina Jacek Dziedzina

    dodane 29.09.2017 08:35

    O zakazie handlu w niedzielę głośno głównie w kościelnych kanałach. Co w takim razie z niedzielnym handlem "pobożnościami" w sklepikach przy parafiach i sanktuariach?

    Związki zawodowe wywalczyły, że PiS zajęło się w końcu kwestią wolnych niedziel. Nowa propozycja zakłada wprowadzenie tylko co drugiej niedzieli wolnej – ot, taki kompromis i próba stopniowego „oswajania” z tym, co na Zachodzie jest (w większości krajów) normą. Trafnie skomentował to Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców: „Pomysł, żeby dotyczyło to co drugiej niedzieli, jest w 100 proc. polityczny. Nie ma charakteru religijnego. Ja tam chodzę do kościoła co tydzień, chyba że może dotyczy to jakiejś innej religii. Biznesowo powoduje to chaos. A społecznie również powoduje dezorientację i zamieszanie”.

    A mnie przy tej okazji przypomniał się list, jaki otrzymałem parę miesięcy temu od księdza z jednego z polskich sanktuariów w reakcji na mój tekst o wolnych niedzielach (pisałem m.in., że Polska pod tym względem znajduje się w ogonie Europy, gdzie wolna niedziela to standard). Autor listu zwrócił uwagę, że jeśli już promujemy ograniczenie handlu w niedzielę, to warto być konsekwentnym do końca i posprzątać również na naszym kościelnym podwórku. Zaproponował, by w projekcie ustawy „jednym z ważnych elementów było dopracowanie wyjątku dotyczącego handlu dewocjonaliami. Dobrze, abyśmy sami byli czytelnym przykładem głębokiego rozumienia potrzeby świętowania niedzieli, bez zbędnych wyjątków” – napisał ksiądz. Pierwotny projekt ustawy bowiem liberalnie traktował m.in. kościelne placówki, które handlują w niedzielę. Może i dobrze, że ustawodawca nie chce tutaj niczego Kościołowi narzucać. Tym większa jednak odpowiedzialność ciążąca na katolikach, by zechcieli sami zaproponować wyłączenie takich miejsc z listy tzw. wyjątków. Pozwolę sobie przytoczyć kilka argumentów, którymi ksiądz z mocno obleganego pielgrzymami sanktuarium (gdzie handel „pobożnościami” ma się znakomicie) uzasadniał konieczność wprowadzenia odpowiednich zapisów.

    Po pierwsze, „sprzedaż pamiątek, upominków i dewocjonaliów dotyczy przecież także osób mających rodziny oraz wielu z nich, jako wierzący mają takie samo prawo do świętowania niedzieli. Szczególnie całodzienna sprzedaż tych produktów nie jest tak konieczna, tak jak innych produktów koniecznych dla społeczeństwa. Ileż jest przypadków, że osoby wierzące przez istniejącą konkurencję handlu w niedzielę pamiątkami, upominkami i dewocjonaliami właśnie w ten dzień pracują najdłużej, ponosząc szkody osobowe, rodzinne i religijne. Gdy nie ograniczy się tego handlu w niedzielę, to nadal w wielu miejscach niewielu ze względów ludzkich, rodzinnych oraz religijnych jest w stanie sama ograniczyć ten handel”.

    Po drugie, „szczególnie wielkim dysonansem była i będzie rozbudowana nadal sprzedaż dewocjonaliów w kontekście walki z duchem konsumpcyjnym oraz z obowiązkami świętowania w gronie rodziny, a także z obowiązkami religijnymi. Sprzedaż dewocjonaliów może mieć cechy regularnego, komercyjnego handlu, jak w innych supermarketach. Utrwalanie zwyczaju chodzenia po sklepach w miejscach religijnych w niedziele jest szczególnie szkodliwa. Pamiątki, upominki i dewocjonalia nie są już niedostępne jak kiedyś. Dla młodego pokolenia zakup dewocjonaliów, jak i innych produktów jest możliwy coraz bardziej także internetowo. A dostępność sklepów w miastach jest obecnie duża, jak i innych produktów. Rozbudowany handel tymi towarami nie jest tak bardzo konieczny”.

    Po trzecie, „dla wierzących nawet ograniczenie godzin sprzedaży dewocjonaliów i tak grozi, że nie będą mieli żadnej wolnej niedzieli w miesiącu. Nawet sama możliwość ewentualnej obecności na mszy św. po długiej i wyczerpującej pracy nie spełnia prawa do świętowania niedzieli. O tym pisał już papież Leon XIII jako wielkim złu, o wielkim zmęczeniu pracą nie pozwalającym na świętowanie w niedziele i normalnego funkcjonowania w rodzinie”.

    Po czwarte, „jeżeli chodzi o handel dewocjonaliami, to nieograniczenie go w niedzielę jest w dużej mierze podważeniem motywacji religijnej, także św. Jana Pawła II zacytowanego w Uzasadnieniu do ustawy. To właśnie ograniczenie niekoniecznego handlu w niedzielę ma szansę, aby motywacje religijne pomogły do pogłębienia pełniejszego zrozumienia świętowania niedzieli. O wiele bardziej szkodliwe jest utrwalanie złych nawyków osób, które nie umieją świętować, przez rozbudowany handel przy kościołach”.

    Do przemyślenia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • gość
      01.10.2017 14:33
      subtelna różnica, na Zachodzie nie ma ludzi pracujących w obozach pracy jak w Polsce po 3 zmiany albo w akordach, ewentualnie robią to emigranci, którzy się nie liczą, Zachód korzysta z pieniędzy wypracowanych przez zakłady produkcyjne w koloniach czyli u nas, żyją trochę normalniej
    • Polake
      02.10.2017 09:40
      Kościół już sam nie wie co zrobić aby nie opustoszaly Kościoły do końca ale to kler sam robi ze wierni odchodzą poprzez tolerowanie zła przez Kościół pedofilia gwałty jazda autem po suto zakrapianych imprezach alkoholowych pazerność pogoń za pieniędzmi nawet odmowa pochówku bo ktoś jest biedny widać gołym okiem ze Kościół błądzi powiedział sam Franciszek
    • opolanin
      02.10.2017 22:38
      Niewiarygodne - i to pisze felietonista GN. Zaraz pewnie wyleci na bruk na wniosek naczelnika państwa z Nowogrodzkiej
    • Savonarola
      19.10.2017 19:09
      Ta dyskusja nie ma sensu,bowim BOG ustanowil 7 dzien tygodnia dniem odpoczynku i tym dniem jest sobota. Wolna od pracy niedziele-czyli PIERWSZY dzien tygodnia zawdzieczamy cesarzowi rzymskiemu Konstantynowi,ktory w ten sposob swietowal poganski dzien slonca-do dzisiaj po angielsku -SUNDAY. Swietowanie niedzieli to wiernosc poganskiej tradycji,a nie Slowu Bozemu zapisanemu w Pismie Swietym.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół