• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Bernole otwierają serca

    Agata Puścikowska

    |

    GN 36/2017

    dodane 07.09.2017 00:00

    Wojtek prawie fruwa, gdy przychodzi do niego Bonita. A malutki Mateusz piszczy, przytulając się do ciepłego, dobrego pyska.

    Jest taki dom, w którym 110 chłopaków w bardzo różnym wieku mieszka pod wspólnym dachem z siostrami zakonnymi, trzema berneńskimi psami pasterskimi, kotem, papugami, rybkami oraz końmi – hucułami. Jest taki dom, w którym chłopcy z dumą uczą się podstawowych czynności: trzymania widelca, układania klocków i przytulania psa. Jest taki Tęczowy Dom – Dom Pomocy Społecznej dla Dzieci pod wezwaniem Niepokalanego Serca Maryi w Ełku, prowadzony od 1946 r. przez Zgromadzenie Sióstr Benedyktynek Misjonarek. Niedawno również kilkanaście kilometrów od Ełku powstała Farma – miejsce, w którym dorośli wychowankowie sióstr pracują i mają swój dom. Aż do końca.

    Krok po kroku, łapa za łapą

    Ruchliwa ełcka ulica. A za murem azyl. Zieleń i piękny, stary dom, który w ciągu ostatnich 20 lat przeszedł prawdziwą rewolucję. – Musiałyśmy wiele rzeczy przebudować, dostosować do współczesnych wymogów i sprawić, by nasi chłopcy czuli się tu jak w prawdziwym domu – mówi s. Maria Dębowska, dyrektorka Tęczowego Domu. – A potem rozpoczęłyśmy budowę Farmy, by nasi dorośli wychowankowie, jeśli nie mogą wrócić do rodzin, mieli swoje miejsce na świecie.

    Za siostrą dyrektor – noga za nogą, łapa za łapą, przez kolorowe korytarze wymalowane w bajkowe światy – kroczą Xara, Abi i Bonita. Berneńskie psy pasterskie, futrzaste dumy domu i przyjaciele nie tylko sióstr, ale i chłopaków. – 8 lat temu, w wakacje, pojechaliśmy z chłopakami na Podhale. Poznałyśmy tam cudownego ojca cystersa. Był hodowcą berneńczyków, a jego suczka miała szczeniaki. Na odchodne ojciec wręczył nam prezent: kilkukilogramową, misiowatą kluskę. Małe berneńczyki wyglądają przecież jak niedźwiadki. Wracaliśmy przez całą Polskę, autobusem, z puchatą kulką. I tak to się zaczęło…

    Po powrocie odbył się plebiscyt na imię. Jednak Sylwek, jeden z podopiecznych, głosem nieznoszącym sprzeciwu powiedział: „To jest Bella”. To pies wyjątkowy: spokojny, zrównoważony, pogodny. – Bella rosła, a ja wraz z s. Barbarą, dyrektorką szkoły przy naszym ośrodku, wciągałyśmy się w hodowlę. Uczyłyśmy się wszystkiego o psach i ich możliwościach pracy z dziećmi. I szkoliłyśmy Bellę. Bo do dogoterapii nie wystarczy zakup psa odpowiedniej rasy. Potrzeba cierpliwości i pracy.

    Do Belli dołączyła Xara, pies z rodowodem, po doskonałych rodzicach czempionach. A siostry postanowiły założyć… hodowlę. Mazurska Zagroda FCI jest obecnie jedną z lepszych polskich hodowli berneńskich psów pasterskich. A Xara oraz jej córki – Abi i Bonita – zdobywają laury na psich zawodach piękności w kraju i za granicą.

    Harmonia

    Dziś była spartakiada. Chłopcy mieli konkursy i zawody w rzucie piłką, skokach, biegach (kto potrafi). Każdy, dumny jak paw, prezentuje swój medal. Pozłacany czy posrebrzany plastik ma tu wartość olimpijskiego złota. Krzysiek, blisko 40-letni, najstarszy mieszkaniec domu, również chwali się swoim trofeum. Choć bardziej chyba ukochanym własnym zwierzakiem. Kota, gdy był jeszcze malutki, ktoś podrzucił w pudełku. Siostry stworzeniem się zajęły. A Krzysiek został jego panem. Kot wysypia się u niego w pokoju, na kanapie. A Krzysiek, który z trudem prostuje powykrzywiane palce, dla swojego kota robi duży wysiłek i prostuje dłoń, głaszcząc delikatnie aksamitne futro. Taka to felinoterapia.

    Kilka kolorowych pokoi dalej mieszka Krystian. Ma głęboki autyzm, kocha rap oraz kolorowe papugi za szybą. Bo papugarnia, okazała i profesjonalna, mieści się między kilkoma pokojami chłopaków, stykając się z każdym z tych pomieszczeń szybą. Więc w czterech pokojach chłopcy mają towarzystwo papug. – Chłopcom widok kolorowych ptaków dobrze robi. Szczególnie dzieci z autyzmem wyciszają się podczas bezpośredniego kontaktu z przyrodą – mówi s. Maria.

    W stajni mieszkają Jaguar i Oksford. Dwa konie huculskie zakupione specjalnie dla dzieci do hipoterapii. – Zaczęło się od tego, że trafił do nas jeden koń po przejściach – starszy, schorowany. Zajęłyśmy się nim. Potem trafiały do nas inne konie, również „z przeszłością”. Teraz kupiłyśmy hucuły, które są doskonałymi terapeutami – opowiadają siostry. A Jaguar, jak to Jaguar, skubie siostrę dyrektor za rękaw habitu.

    Bernol na witrażu

    Chłopcy najbardziej lubią rok szkolny. Wtedy jest najwięcej zajęć. Dzień więc mija szybko podczas spotkań z terapeutami, wszechstronnej rehabilitacji na najwyższym poziomie. Pracują z nimi psycholodzy, logopedzi, lekarze różnych specjalności. Chłopcy do dyspozycji mają też basen. W centralnym punkcie domu znajduje się kaplica pw. Niepokalanego Serca Maryi. Jasna, z kolorowymi witrażami. Na jednym witrażu – dzieci biegnące do Jezusa i Matki. Jak które potrafi: na nogach lub na wózku. Na drugim witrażu: berneńczyk, zwany przez miłośników rasy bernolem. Obok bernola – kot. Stworzenie też kłania się swemu Panu. – Równie ważna jak troska o zdrowie ciała jest dla nas opieka duchowa. Dlatego chłopcy mają zapewnioną możliwość rozmowy z duszpasterzami, są przygotowywani do sakramentów świętych, korzystają z katechezy – opowiada s. Barbara. Do kaplicy wchodzi kilkunastoletni blondyn. Żegna się jak umie, przyklęka, podpierając się na rękach. Macha w stronę tabernakulum, bo mówić nie potrafi. Spotkał się, z Kim trzeba. Wraca do zabawy.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół