• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Wiedziała, po co jest poezja

    Barbara Gruszka-Zych

    |

    GN 32/2017

    dodane 10.08.2017 00:00

    – Nie wiemy, co się w nas kryje, do jakich rzeczy jesteśmy zdolni – powiedziała mi kiedyś Julia Hartwig. – Może dlatego, że większość nie podejmuje wysiłku przemyślenia swojego życia. A każdy ma w środku jakąś prawdę do wypowiedzenia. Poeta to wie i odkrywanie tego jest jego zajęciem.m.

    Kiedy podarowałam Miłoszowi mój tom „Błyski”, podziękował mi, a potem napisał: „zadziwiające, ile tam jest teologii” – opowiadała mi Julia Hartwig podczas ważnego dla mnie spotkania w jej mieszkaniu przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie, jesienią 2013. Odwiedziłam ją, bo miała napisać kilka słów o moich wierszach z tomiku „Koszula przed kolana”. Ale przede wszystkim chciałam się od niej dowiedzieć, jak żyć, bo jej świeżo wydany tom „Zapisane” przypominał współczesną Księgę Mądrości. – Miłosz uznał, że to nie filozofia, ale teologia. A mnie teologia bardzo zajmuje. Stale zaglądam do Pisma Świętego, które leży przy moim łóżku. Wracam do św. Tomasza à Kempis, św. Augustyna – ukochanego myśliciela szukających. On jest braterski, nie gani nas, ale pokazując własne wątpliwości, jakby nas rozgrzesza – powiedziała.

    W wierszu „Nawroty” napisała o miłości jako największym darze wierzących: „(…) Rozglądając się po kościele/ myślę czasem ilu jest wśród nas/ którym dany jest dar miłości/ prawo do zamieszkania na zawsze w Ewangelii”. Wiarę nazwała „niespodziewanym świętem czystego istnienia jakby całe wnętrze wypełniało się dziękczynieniem”. Umiała cenić życie: – Chwalę życie za to, że jest – przyznała podczas tamtego spotkania. – Że możemy żyć, że oglądamy słońce i tyle rzeczy świata. Że cieszymy się miejscem, gdzie żyjemy, i naszą pracą. Nie byłabym człowiekiem szczęśliwym, gdybym nie mogła robić tego, co kocham. Biblijna przypowieść o talentach jest wiecznie żywa, bo na końcu przyjdzie rozliczenie. Dobrze by było, kiedy padnie pytanie: „Co zrobiłeś ze swoimi talentami?”, nie odpowiedzieć, że się je zakopało.

    Cicho, ale dobitnie

    W jej wierszu „Nie idźmy” powtarza się prośba: „Nie idźmy jeszcze spać/ póki tak pięknie gra muzyka/ nie idźmy jeszcze spać/ póki nie świta”. A jednak poszła spać, zmarła we śnie, 14 lipca br. w Gouldsboro w Pensylwanii, gdzie przez ostatni rok mieszkała u swojej córki Danieli Hartwig. Na Facebooku opublikowano list córki: „Mama odeszła wczoraj. We śnie i z uśmiechem na twarzy. Odeszła spokojnie i godnie, tak jak żyła”.

    Wybitna polska poetka, eseistka i tłumaczka literatury pięknej w swoich wierszach, zwłaszcza pisanych w ostatnim okresie, doskonale odkrywała tajemnice duszy i zastanawiała się nad sensem istnienia. Nieraz dziękowałam Bogu, że dał jej tak długie życie, bo doczekaliśmy wielkich strof pisanych przez mistrzynię mądrego i uważnego patrzenia na świat. – Jestem daleka od myślenia, żeby zadaniem literatury miało być umoralnianie – zastrzegała. – Ona sama z siebie powinna mieć taką wymowę, żeby czytając ją, rozumiało się, jak żyć. Pierwszym naszym zadaniem jest, żeby to, co wychodzi spod naszego pióra, było dobre.

    Podobnie jak jej ulubiony, starszy kolega po piórze – Czesław Miłosz, uznawała, że powinnością piszącego jest niezabieranie ludziom nadziei: – Pesymistyczne kawałki same podsuwają się pod pióro. Człowiek jest zmęczony głupstwem, jakie go otacza, zwłaszcza w sprawach publicznych. Ale takie żalenie się nie daje ulgi. Trzeba się przenieść w inną atmosferę. Pisać o tym, co jest piękne nie w sensie estetycznym, ale dlatego, że daje satysfakcję wewnętrzną.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół