• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Powstanie, które łączy

    Piotr Legutko

    |

    GN 32/2017

    dodane 10.08.2017 00:00

    Solidarność pokoleń stała się ważniejsza od oceny decyzji podjętej 1 sierpnia 1944 roku.

    Przez wiele lat powstanie warszawskie dzieliło Polaków. Jedni uznawali je za zbiorowy obłęd, inni – za przemawiające z ogromną mocą świadectwo siły polskiego ducha. Spór o sensowność powstania będzie zapewne powracał, „póki my żyjemy”. Toczył się i w tych dniach. Coś się jednak zmieniło. Powstanie zaczyna łączyć Polaków, także tych, którzy pozostają bardzo krytyczni wobec samej decyzji dowództwa AK. Ważniejsza od jej oceny staje się bowiem solidarność pokoleń i zaakceptowanie powstania jako wielkiego mitu uosabiającego polskie pragnienie wolności.

    Wielką rolę w tej przemianie odegrało Muzeum Powstania Warszawskiego, które nie zostało zbudowane przeciw komukolwiek, nie jest argumentem na rzecz żadnej z historycznych teorii, a jeśli stara się pokazać czyjś punkt widzenia, to ludzi, którzy wtedy chwycili za broń. Bo taki los przypadł im w udziale. Powstanie warszawskie jest częścią polskiego dziedzictwa i tylko od nas, kolejnych pokoleń, zależy, co z nim zrobimy. Wygląda na to, że zdecydowana większość nie ma zamiaru się od tego dziedzictwa odcinać.

    Wszyscy jesteśmy warszawiakami

    1 sierpnia o 17.00 cała Warszawa na chwilę zamarła. Podobnie było w setkach miejsc w Polsce. Tak było też przed rokiem, dwa lata temu, trzy, pięć... Ale przecież doskonale pamiętamy czas, gdy nawet w stolicy podobne manifestacje nie były ani masowe, ani oczywiste. Mało tego, w 2000 roku prezydent Paweł Piskorski apelował, by nie zatrzymywać o 17.00 samochodów, bo to niebezpieczne dla innych użytkowników ruchu drogowego.

    W tym roku byliśmy już świadkami prawdziwego spektaklu z udziałem setek tysięcy ludzi. Nie chodzi nawet o to, że na placach i rondach stolicy zgromadziły się o Godzinie „W” prawdziwe tłumy, ale o powszechność tego hołdu, o pewien imperatyw dotyczący każdego warszawiaka (wszyscy w tym momencie czuliśmy się warszawiakami), by być razem, choćby duchem, z powstańcami. Pięknie oddają ten fenomen wzruszające filmy przygotowane przez Muzeum Powstania Warszawskiego w ramach kampanii „Wolność łączy”. W jednym z nich oglądamy powstańca, który z powodu awarii windy nie może opuścić swojego mieszkania. Widzi to listonosz i błyskawicznie organizuje sąsiadów. Przedstawiciele kilku pokoleń pukają do drzwi weterana i o godz. 17.00, gdy zakłada on powstańczą opaskę, wspólnie przeżywają tę chwilę. To nie jest jedynie artystyczna kreacja, ale celne ujęcie klimatu społecznego, jaki dziś panuje wokół powstania warszawskiego.

    Nasz mit założycielski

    Nie brak oczywiście wciąż apeli w rodzaju: „Ciszej nad tą trumną”, nie ucichły głosy krytyków tradycji insurekcyjnej, wzywających, by skończyć z fetowaniem 1 sierpnia, wznoszeniem kolejnych pomników, a datę tę traktować raczej jako najczarniejszą we współczesnej historii ze względu na gigantyczną ofiarę krwi i ogrom materialnych zniszczeń. Rzecz w tym, że jest to już tylko publicystyka. Można mnożyć argumenty, kreślić alternatywne wersje historii, pomstować na dowództwo Państwa Podziemnego, ale w żaden sposób nie wpłynie to na fakt, że Polacy w swej ogromnej większości zaakceptowali wybór dokonany przez warszawiaków latem 1944. Może bardziej emocjami niż racjonalnym rozumowaniem, ale kolejne pokolenia paradoksalnie coraz bardziej „wczuwają się” w sytuację powstańców.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół