• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Walka o życie Charliego

    Beata Zajączkowska

    |

    GN 28/2017

    dodane 13.07.2017 00:00

    Charlie Gard już by nie żył, gdyby nie mobilizacja ludzi na całym świecie. By ratować życie bezbronnego dziecka, Franciszek zadeklarował gotowość nadania mu watykańskiego obywatelstwa i leczenie w papieskim szpitalu. Tylko czy brytyjskie sądy się na to zgodzą?

    Historia 11-miesięcznego Charliego Garda poruszyła nie tylko mieszkańców Wielkiej Brytanii, skąd pochodzi, ale całego świata. Media społecznościowe obiegło nagranie, na którym mama chłopczyka, 31-letnia Connie Yates, przez łzy błaga lekarzy: „Wiemy, że nasz synek umrze, ale pozwólcie nam go chociaż zabrać do domu. Pragniemy, aby spędził ostatnie godziny życia w otoczeniu rodziny i najbliższych mu osób. Chcielibyśmy go po prostu wykąpać, ułożyć w łóżeczku, w którym nigdy nie spał, i nacieszyć się nim tyle, ile jeszcze możemy. Czy pragniemy dla naszego synka naprawdę zbyt wiele?”. Była to reakcja na wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który odrzucił apelację rodziców. Nie zgadzają się oni z decyzją brytyjskich sądów nakazujących odłączenie maluszka od respiratora.

    Szesnasty przypadek

    Charlie cierpi na rzadką, nieuleczalną chorobę genetyczną – syndrom wyczerpania mitochondrialnego DNA (mtDNA). Choroba atakuje mięśnie i uszkadza mózg. Dziecko nie widzi, nie słyszy, nie może też się ruszać, przełykać ani płakać. W historii medycyny zdiagnozowano dotąd zaledwie szesnaście takich przypadków. Chłopczyk przebywa na intensywnej terapii londyńskiego szpitala Great Ormond Street Hospital od października zeszłego roku. Lekarze nie dają dziecku żadnych szans na wyleczenie, dlatego też zwrócili się do sądu o wydanie pozwolenia na odłączenie go od aparatury podtrzymującej życie. Mimo zdecydowanego sprzeciwu rodziców otrzymali zgodę. – Nie jestem gotów na to, by serce mego synka przestało bić. Jego życie jest dla nas największym darem i skarbem. Chcemy walczyć o to, by było szanowane, a nie uważane za coś gorszego – mówi tata Charliego, 32-letni Chric Gard. Rodzice spędzają przy synku każdą chwilę, bo każda, jak podkreślają, jest dla nich bezcenna. Wspierają ich przyjaciele i krewni. Oni też pomagają finansowo rodzicom, którzy zrezygnowali z pracy, by być przy synu. – Lekarze stwierdzili, że trzeba Charliego odłączyć od aparatury, by „nie narażać go na dalszy znaczny ból”, ale ja jestem przy jego łóżku non stop i widzę, że on nie cierpi. Jest bezbronny i uzależniony od aparatury, ale to nie znaczy, że nie ma prawa żyć. Jako matka nigdy nie skazałabym go na dodatkowe cierpienie – szepcze przez łzy Connie. I dodaje: – Trudno mi uwierzyć, że w świecie, gdzie tyle mówi się o wolności, tolerancji, prawach człowieka, a nawet zwierząt, nam nie pozwolono zdecydować, czy nasz synek będzie żył, i nawet nie pozwolono nam wybrać, kiedy i gdzie Charlie umrze.

    Chłopiec miał być poddany eutanazji w drugi weekend lipca. Lekarze jednak odmówili odłączenia aparatury, kiedy pojawiły się informacje o możliwości leczenia dziecka przez eksperymentalną terapię w watykańskim Szpitalu Pediatrycznym Dzieciątka Jezus. Czy leczenie zostanie zastosowane, zdecydują jednak nie medycy, ale brytyjski sąd. Już wcześniej nie pozwolił on na poddanie dziecka podobnej terapii w Stanach Zjednoczonych. Terapii, która choć wciąż eksperymentalna, przynosi widoczne efekty.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół