• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Alfabet o polskiej ligi

    Piotr Legutko

    |

    GN 24/2017

    dodane 15.06.2017 00:00

    Zakończył się najbardziej emocjonujący w III RP sezon piłkarski. Do ostatniej kolejki szanse na tytuł miały aż cztery kluby. Przedstawiamy podsumowanie minionych 12 miesięcy w telegraficznym i alfabetycznym skrócie.

    A – Arka

    Sensacyjny zdobywca Pucharu Polski omal nie spadł z ekstraklasy. Na Stadionie Narodowym piłkarze z Gdyni pokonali faworyzowanego Lecha, u siebie nie mogli dać rady Ruchowi. Trzeba było pomocy sędziego, który nie dostrzegł, że wyrównujący gol (jak się potem okazało, na wagę utrzymania się w ekstraklasie) został zdobyty ręką. „Jest mi trochę wstyd, ale szczęściu trzeba pomóc” – mówił w przerwie meczu właściciel ręki Rafał Siemaszko. Skądinąd jeden z kandydatów do miana „objawienia roku”. Jego specjalnością były bramki strzelane seryjnie po wejściu z ławki rezerwowych. Nogą lub głową. Ma talent, ale powinien brać korepetycje z reguł fair play.

    B – Bartoszek

    Trener Korony Kielce uznany został za najlepszego szkoleniowca sezonu w plebiscycie piłkarzy. Choć miał na swym koncie więcej porażek (10) niż zwycięstw (9), zrobił na wszystkich wrażenie, windując przeciętną na początku sezonu drużynę aż na 5. miejsce w tabeli. Zachwyceni byli wszyscy: kibice, piłkarze, dziennikarze, oprócz niemieckiego właściciela klubu. Dieter Burdenski, niegdyś świetny bramkarz, po objęciu większościowych udziałów w Koronie oświadczył, że z trenerem Bartoszkiem nie chce pracować.

    F – Frekwencja

    Coraz więcej kibiców jest na polskich stadionach. Frekwencja wzrosła w ciągu dwóch ostatnich sezonów o ponad 1200 widzów na mecz. Średnia kolejki ligowej to 9652. Za rok pewnie pęknie bariera 10 tysięcy. Najwięcej kibiców przychodzi na mecze Legii – średnia 20 520, niewiele mniej fanów ma Lech Poznań – 19 623. Słabiutko wyglądała frekwencja na meczach Górnika Łęczna (3648), może dlatego, że ten klub podejmował gości nie w Łęcznej, ale w Lublinie. Za to Termalica Bruk-Bet z maleńkiej Niecieczy (750 dusz) grała na własnym obiekcie. Rekord frekwencji to blisko 5 tys. widzów, kibicował więc cały powiat. Średnia ligi powinna mocno się podnieść po powrocie do ekstraklasy Górnika Zabrze. Tam nawet na mecze niższej klasy rozgrywkowej potrafiło przyjść 20 tys. widzów.

    J – Jagiellonia

    Klub, na który nikt nie stawiał, omal nie został mistrzem. To z powodu nieobliczalnych graczy trenera Michała Probierza kibice Legii przez 10 minut (doliczony czas gry w Białymstoku) znajdowali się w stanie przedzawałowym. Gdyby „Jaga” strzeliła Lechowi trzecią bramkę, nie byłoby fety w Warszawie. Gwiazdami „Jagi” byli Estończyk Konstantin Wasiliew i irlandzki piłkarz Cillian Sheridan o wyglądzie drwala. Wspólnie zdobyli 20 goli. Sheridan, grając przed laty w Omonii Nikozja, wyrzucił Jagiellonię z pucharów, teraz może jej dać Ligę Europy. Michał Probierz jest w polskiej lidze trenerem nietypowym. Zazwyczaj szkoleniowców się zwalnia, on żegna się z klubem z własnej woli, w momencie największego w karierze sukcesu, a w dodatku zapowiedział to wszem wobec… pół roku wcześniej.

    K – Królowie strzelców

    W ekstraklasie jest ich dwóch. Marcin Robak (Lech) i Marco Paixão (Lechia) zdobyli po 18 bramek. Większe uznanie w oczach piłkarzy zdobył Robak i to jemu przyznano miano najlepszego napastnika Lotto Ekstraklasy 2016/17. Co ciekawe, Robak ma 35 lat i zdobył koronę na koniec swojej niezbyt dotąd udanej kariery. W Lechu zazwyczaj przegrywał rywalizację o miejsce w podstawowym składzie z nadzieją polskiej reprezentacji 20-letnim Dawidem Kownackim, co stało się powodem ostrego konfliktu z trenerem Nenadem Bjelicą. Zwłaszcza gdy ten nie dał mu dograć do końca najważniejszego meczu sezonu w Białymstoku. „Albo ja, albo trener” – takie ultimatum miał na koniec sezonu postawić król strzelców właścicielowi Lecha. Zostaną obaj, bo Robak ma ważny kontrakt, a Lech przed sobą walkę o Ligę Europy.

    L – Legia

    Pierwszy po 20 latach polski klub w grający w fazie grupowej Ligi Mistrzów miał ogromne problemy z wygraniem ekstraklasy. Jacek Magiera (po nieudanym eksperymencie z Albańczykiem Hasnim) obejmował Legię, gdy była zaledwie na 14. miejscu w tabeli, mając 12 punktów straty do lidera, Lechii Gdańsk. W dodatku z klubu odeszło dwóch najlepszych strzelców. Legia goniła czołówkę, wygrywając głównie na wyjazdach. U siebie nie zwyciężyła nawet w tym najważniejszym meczu, decydującym o tytule. Ale i tak wszystkim w pamięci pozostanie jej fantastyczny mecz z Realem Madryt, późniejszym triumfatorem LM, rozgrywany… przy pustych trybunach. Za karę. Kibice są największym skarbem i zarazem najpoważniejszym problemem mistrza Polski.

    M – Mioduski Dariusz

    Człowiek, który posiadł Legię Warszawa na własność, wykupując po wielomiesięcznych negocjacjach wspólników: Bogusława Leśnodorskiego i Macieja Wandzela. Okazuje się, że i na polskiej lidze można zrobić dobry interes, bo każdy ze wspólników wziął za swoje udziały po 19 mln zł, dużo, dużo więcej, niż kiedyś w klub zainwestowali. Mioduski miał za to przywilej założenia na szyję króla Zygmunta (tego z kolumny ze stołecznej Starówki) szalika Legii. Za to pozostali – już byli – właściciele zorganizowali po zwycięskim meczu konkurencyjną dla Mioduskiego wielką fetę, na której bawili się piłkarze mistrza Polski. Leśnodorski, jedna z barwniejszych postaci polskiej ligi, zamienił teraz szalik piłkarski na narciarski. Wybiera się w Himalaje, by szusować z… K2.

    N – Nagrody

    Za dobrą grę na pewno się należą. A im większy sukces, tym wyższe bonusy. W Białymstoku radość (z wicemistrzostwa) była tak duża, że miejscowi politycy zaczęli licytować, kto piłkarzom da więcej. Prezydent Tadeusz Truskolaski, popierany przez PO, zawistował 750 tys. zł do podziału dla drużyny. Radni PiS postanowili go przebić i uchwalili premię w wysokości 950 tys. zł. Licytować łatwo, bo pieniądze publiczne. W budżecie przewidziano ponoć jedynie 500 tys. zł na nagrody… ale przecież budżet w każdej chwili można znowelizować. „Super Express” zdradził, że piłkarze Legii dostaną po 200 tys. zł premii, i przypomniał, ile dostawali piłkarze stołeczni w przeszłości. W 1955 r. każdy z zawodników otrzymał… po skórzanym płaszczu z wojskowych magazynów.

    O – Odkrycie sezonu

    Podczas posezonowej gali miano to odebrał 21-letni Jarosław Niezgoda, piłkarz Legii… strzelający gole dla Ruchu Chorzów (trafił także do bramki Legii, i to na Łazienkowskiej). Teraz wraca z wypożyczenia do Warszawy. Ciekawe, czy mistrz będzie chciał skorzystać z młodego talentu. Rynek transferowy ma jednak inne zdanie – dla niego odkryciem sezonu w Polsce jest równie młody obrońca Lecha Poznań Jan Bednarek. Podobno angielski Southampton chce za niego zapłacić 8 mln euro. Byłby to rekordowy transfer z polskiej ligi na Zachód.

    P – Przebierańcy

    Ostatni mecz sezonu Ruchu Chorzów w ekstraklasie musiał zostać przerwany ze względu na chuligańskie ekscesy. Ale nazajutrz komentowano nie tyle skandaliczne zachowanie pseudokibiców rzucających petardy czy próbujących wyładowywać frustrację spowodowaną degradacją na działaczach i piłkarzach, ile nowatorskie metody służb porządkowych. Tym razem część policjantów interweniowała przebrana za… fotoreporterów, co wywołało zrozumiałe oburzenie środowiska dziennikarskiego. Rzeczniczka policji ów mało wyszukany fortel tłumaczyła tym, że przepisy Ekstraklasy SA zabraniają przebywania na płycie boiska innym osobom niż zawodnicy, trenerzy czy fotoreporterzy. Skoro tak, może bardziej pasowałaby interwencja pod przykrywką barw klubowych. W końcu Ruch to „Niebiescy”.

    R – Reforma rozgrywek

    Kiedyś w polskiej lidze grało się najmniej. Dziś Europa była dawno po sezonie, a u nas wciąż biegano za piłką. Od czterech lat obowiązuje system 37 kolejek, po 30 następuje podział na dwie grupy po 8 zespołów i podział punktów po połowie. W pierwszej grupie walczy się o mistrza, w drugiej o życie. Ponoć holenderscy analitycy z UEFA zachwycają się takim systemem, bo daje on „podwójną kumulację”, dwa szczyty rozgrywek. Mniej zachwycony jest PZPN. Prezes Boniek namawia Ekstraklasę SA, by grała tak jak na całym świecie i zwiększyła liczebność do 18 drużyn. Spór trwa, w przyszłym sezonie na pewno pozostanie podział na grupy, ale już (prawdopodobnie) bez odbierania połowy punktów z sezonu zasadniczego.

    V – Vadis Odjidja- -Ofoe

    Belg, którego ojciec pochodzi z Ghany, piłkarz Legii ponoć „za dobry” na polską ligę. Przynajmniej tak uważali eksperci i kibice. Zachwycał techniką i pięknymi golami, ale… nie od razu. Przyjechał do Warszawy z opinią „przereklamowanego”, bo nie zrobił kariery w Hamburger SV, Brugge ani Norwich. W Legii miał się odbudować i nabrać sił do kolejnego podboju. Nikt nie przewidywał, że pójdzie mu aż tak dobrze. Teraz Peter Smeets, manager Vadisa, mówi, że piłkarz ma dylemat: „zmienić klub, gdy pojawi się atrakcyjna oferta, czy zostać w Polsce legendą”. Ciekawe, co wybierze 28-letni Belg? W przypadku piłkarzy to pytanie raczej retoryczne. 

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół