• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Równowaga w kanonie

    Szymon Babuchowski

    |

    GN 20/2017

    dodane 18.05.2017 00:00

    Nowy spis lektur szkolnych przygotowany przez MEN zrywa z programowym minimalizmem, ale w sposób zdroworozsądkowy.

    Dyskusje o kanonie lektur szkolnych bywają gorące. Wystarczy przypomnieć awanturę sprzed dziesięciu lat, kiedy to minister Roman Giertych chciał usunąć z licealnej listy fragmenty prozy Witolda Gombrowicza. Ministra odsądzano wówczas od czci i wiary, przy okazji przypisując mu też inne zmiany, które były dziełem jego poprzedników. Z kolei na celowniku następców Giertycha pojawił się Henryk Sienkiewicz, którego ekipa PO-PSL próbowała wykreślić z licealnych programów. Co na szczęście też jej się nie udało, bo protesty okazały się zbyt silne. Skutecznie natomiast wymazała z gimnazjalnego spisu lektur fragmenty „Pana Tadeusza”, co dopiero teraz zostanie naprawione.

    Wszystkie te decyzje budziły emocje. I dobrze, bo spór o wizję szkoły jest tak naprawdę sporem o przyszłość państwa polskiego. „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie” – napisał ponad 400 lat temu kanclerz Jan Zamoyski. Dobrze by było, żeby te słowa wzięli sobie do serca także współcześni Polacy.

    O jeden rok więcej

    Oczywiście alternatywa: albo Sienkiewicz, albo Gombrowicz – choć atrakcyjna pod względem symbolicznym (dla jednych: patriotyzm kontra nihilizm, dla drugich: zaściankowość kontra nowoczesność), pozostaje z gruntu fałszywa. Potrzebujemy przecież zarówno lektur, które budzą naszą dumę narodową, jak i takich, które uczą nas dystansu do samych siebie. Na polskość składa się jedno i drugie.

    Dlatego dobrze się stało, że w zaprezentowanym niedawno przez Ministerstwo Edukacji Narodowej projekcie podstawy programowej dla szkół średnich znalazło się miejsce dla jednego i drugiego autora. Ciekawe jednak, że projekt tym razem nie wzbudził gorących dyskusji w mediach. Nawet eksperci „Gazety Wyborczej”, która zwykle celuje w torpedowaniu rządowych pomysłów, tym razem ograniczyli się do komentarza, że nowy kanon „unika trudnych tematów”. W tym przypadku należy to chyba potraktować jako komplement.

    Zasadnicza zmiana w stosunku do poprzedniego spisu lektur polega na tym, że w podstawie, która trafiła właśnie do prekonsultacji, jest ich znacznie więcej. Wynika to przede wszystkim z powrotu do czteroletnich liceów. Dla nauczania języka polskiego ten powrót wydaje się akurat zbawienny, ponieważ pozwoli na spokojniejszą realizację kursu z historii literatury. W trzyletnim liceum brakowało na to czasu, natomiast w gimnazjum rządził raczej klucz tematyczny, a nie historyczny. Efekt był taki, że wielu uczniów miało problem z przyporządkowaniem lektur do konkretnych epok. W takim przypadku trudno widzieć historię literatury jako proces; dostrzec, jak ewoluowały gatunki i jak zmieniała się polszczyzna.

    Powrót do wymagań

    Zaproponowany przez ministerstwo spis lektur dla liceum jest jednak szerszy zapewne także z innego powodu. Wpisuje się on bowiem w koncepcję zmian wyznaczoną wcześniej przez nową podstawę programową dla szkół podstawowych. Przypomnijmy, że przed reformą pojęcie „lektura obowiązkowa” w klasach IV–VI nie istniało w ogóle (nauczyciel musiał jedynie wybrać z listy lektur nie mniej niż cztery pozycje na rok), a w gimnazjum obowiązek lekturowy dotyczył zaledwie kilku pozycji: wybranych fraszek i trenów Kochanowskiego, bajek Krasickiego, „Zemsty” Fredry, „Dziadów cz. II” Mickiewicza i wybranej powieści historycznej Sienkiewicza. Teraz to się zmieni. Lista lektur obowiązkowych pojawia się już w IV klasie podstawówki, a w klasach VII–VIII znacznie się rozszerza w stosunku do tego, co obowiązywało w gimnazjum. To krok w dobrą stronę, bo daje możliwość odwoływania się do wspólnego doświadczenia lekturowego na dalszych etapach edukacji. A przede wszystkim jest odejściem od programowego minimalizmu – podejścia w rodzaju: młodzież i tak nie czyta, więc nie wymagajmy od niej zbyt wiele; jeśli przeczyta porządnie kilka książek w całym cyklu edukacji, to będzie dobrze. Oczywiście przeładowanie programów, które pamiętamy jeszcze z lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, z pewnością nie jest wskazane, jednak zbytnie zaniżenie wymagań wywołuje zwykle skutek odwrotny do zamierzonego – powoduje bowiem, że młodzi ludzie lekceważą sprawę i po lektury nie sięgają w ogóle.

    Bez większych zaskoczeń

    Licealny spis lektur zaczyna się od fragmentów Biblii, która wcześniej, w mocno szczątkowej formie, przewidziana była w gimnazjum. Również mitologii i literaturze antycznej nauczyciele z pewnością poświęcą więcej uwagi niż wówczas, gdy przewidziane były one na wcześniejszym etapie kształcenia. Lektury z tego okresu są w większości dość oczywiste: fragmenty „Iliady” i „Odysei” Homera, „Antygona” Sofoklesa. Nowością w tym zestawie są jedynie „Chmury” Arystofanesa, bo dotąd uczniowie raczej nie omawiali na lekcjach polskiego antycznych komedii.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Reklama

    • slezan84
      22.06.2017 21:54
      Sienkiewicz patriotą? To był skrajny nacjonalista. Jego książki taką ideologię promują, która jest ukrytym nihilizmem.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół