• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • A co, jeśli Kaczyński ma rację?

    Bartosz Bartczak Bartosz Bartczak

    dodane 10.03.2017 13:48

    Na grobie Jarosława Kaczyńskiego tańczono już kilkakrotnie. Mimo tego to właśnie jego trzeba uznać za zwycięzcę III RP. Dzisiaj kolejny taniec nad jego grobem wydają się odprawiać elity europejskie.

    Z pozoru PiS przegrał sromotnie walkę przeciwko przedłużeniu kadencji Donalda Tuska na drugą kadencję w fotelu Przewodniczącego Rady Europejskiej. Przeciwna tej kandydaturze była tylko Polska. Skądinąd lepsza kandydatura Jacka Saryusza-Wolskiego nie uzyskała poparcia nawet Węgier. Polskiej delegacji pozostał tylko samotny sprzeciw i brak podpisu pod konkluzjami brukselskiego szczytu.

    Wygląda na to, że Jarosław Kaczyński chciał tylko efektu politycznego. I go dostał. Jacek Saryusz-Wolski nie został nawet zaproszony do Brukseli. Głosowanie przeprowadzono tak, jakby przedłużenie kadencji Tuska miało być tylko formalnością. Polskę potraktowano jak natrętną muchę, która przeszkadza światłym elitom europejskim w ich drodze ku przeznaczeniu. I do tego jeszcze pełne buty słowa francuskiego prezydenta ("Wy macie zasady, my mamy fundusze strukturalne"), który nawet nie odważył się ubiegać o reelekcję w swoim kraju. Czego Kaczyński mógł chcieć więcej w jego narracji o Tusku jako przedstawicielu oderwanych od ludzi elit europejskich?

    Ale co będzie, jeśli w przyszłym roku Donald Tusk stanie nie przed Kaczyńskim czy Tsiprasem, ale przed huśtającymi Unią Europejską Marine Le Pen i Beppe Grillo? I nie będzie miał już za plecami Angeli Merkel, ale nieskorego do kompromisu Martina Schulza? Jak sobie poradzi człowiek, który w czasie kryzysu imigracyjnego zmieniał zdanie jak rękawiczki? I który nie zrobił nic, aby uniknąć Brexitu? Wtedy wielu europejskich ekspertów może zatęsknić za dużo bardziej kompetentnym Jackiem Saryuszem-Wolskim, zaproponowanym właśnie przez PiS.

    Człowiek, który, jak Jarosław Kaczyński, przeżył upadek bloku sowieckiego, nie będzie wierzył w nieskończone trwanie zastanej rzeczywistości. A ludzie, którzy dzisiaj stoją za Donaldem Tuskiem, przypominać mogą prezesowi PiS Leonida Breżniewa, albo przynajmniej Adama Michnika. Co prawda ten pierwszy nie przeżył upadku ZSRR, ale ten drugi może być świadkiem upadku swojej gazety. Tak więc Kaczyński może doczekać upadku nie tylko Tuska, ale i całej machiny politycznej za nim stojącej. I to on po raz kolejny może śmiać się ostatni.

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • Gośćobatel
      12.03.2017 22:57
      Przypomnę tylko, że Saryusz-Wolski to taki stricte wirtualny kandydat, który zamiast mówić, potrafi , jak gimbus, twittorzyć. Więc jaki z niego poważny kandydat? On nie jest już nawet poważnym politykiem! Stał si nadaktywnym użytkownikiem swojego smartfona.
      doceń 10
    • gut
      12.03.2017 23:07
      Wygląda na to, że Jarosław Kaczyński chciał tylko efektu politycznego. I go dostał. Właśnie, właśnie! Superrr! :-)) 「Roman Gorzelski 」▷ ▷ ▷「Kto nie zna historii Polski – ten tęskni do `Europy`.」


      18
    • Gość
      15.03.2017 08:40
      Tak jak się śmiał w 2007 roku, kiedy doprowadził do przedterminowych wyborów.
    • Piotr_Adamczyk
      15.03.2017 17:55
      Gdyby Kaczyński nie zmienił zdania, nie było by smrodu na całą Europę.
      http://gosc.pl/doc/3144692.Czarnecki-PiS-poprze-Tuska

      Polscy komuniści po wyborze Kardynała Wojtyły na papieża też byli przeciw, ale przynajmniej siedzieli cicho.
      PiS jest dziś przeciw i zapłaci za to utratą władzy.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół