• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Już wiadomo, po co nam był sojusz z San Escobar

    Wojciech Teister Wojciech Teister

    dodane 10.03.2017 13:46

    Do wygrania było obsadzenie stanowisko o decyzyjności na poziomie słomianej kukły. Do przegrania wizerunek Polski. Rząd przegrał. 1:27. Tylko o co ta wojna?

    Przed 2,5 roku, gdy po raz pierwszy Donalda Tuska wybrano na przewodniczącego Rady Europejskiej, jego przeciwnicy polityczni podkreślali, że to żadna funkcja i sprawujący ją kolejny van Rompuy - niezależnie kim by nie był - i tak żadnej realnej siły decyzyjnej mieć nie będzie. I w gruncie rzeczy mieli rację. W związku z tym rodzi się pytanie - co zmieniło się w tej funkcji, że obecnie PiS był gotów zaryzykować międzynarodową kompromitację polskiej dyplomacji, byle tylko nie dopuścić do reelekcji Tuska na to stanowisko. Otóż w samym urzędzie nic. I dziś, tak samo jak przed 2,5 laty, można by wybrać na stanowisko szefa RE słomianą kukłę z jednego z dawnych skeczów KMN i po prawdzie nikt nie zauważyłby różnicy.

    Skoro nic nie zmieniło się w sile urzędu, a rząd rozpętał dyplomatyczną wojnę, którą z kretesem przegrał, to warto zadać sobie pytanie - co zmieniło się w ogóle? Ano, PiS doszedł do władzy.

    Niektórzy zarzucają, że słaby spektakl z Jackiem Saryusz-Wolskim był jedynie wynikiem mściwego charakteru prezesa Kaczyńskiego. To jednak patrzenie płytkie, krótkowzroczne i niedoceniające kierownictwa PiS. Wydaje się, że problem leży gdzie indziej. Otóż Donald Tusk jest obecnie jedynym politykiem z obozu anty-PiS, który mógłby podjąć próbę zjednoczenia opozycji totalnej (w odróżnieniu od merytorycznej). Nie Ryszard-Madera Petru, nie Mateusz-Alimento Kijowski, nie Grzegorz-Zniszczę Cię Schetyna, ale Donald Tusk jest tym, który w jakikolwiek sposób jest w stanie zmobilizować elektorat, który w kolejnych latach mógłby zagrozić partii Jarosława Kaczyńskiego. W tym kontekście właśnie PiSowi opłaca się nawet srogo przegrać głosowanie na szczycie, bo pozwoli to przedstawiać w przyszłości Tuska jako kandydata niemieckiego, który chodzi na pasku rządu w Berlinie.

    Tyle, jeśli chodzi o interes partyjny. Jest jednak jeszcze druga strona medalu - interes państwa. Czy można było wskazać kandydata lepszego? Szukającego drogi głębokiej reformy dla rozkładającej się w obecnej formie UE? Pewnie, że tak. Rzecz w tym, że trzeba to było robić pół roku wcześniej, a nie 5 dni przed szczytem. Lobbować za nim w poszczególnych stolicach, szukać poparcia, budować sojusze. A w razie niepowodzenia i niemożności zbudowania takiego sojuszu - odpuścić. Dlaczego? Bo kiedy jest już pewne, że sprawa jest przegrana, to do zachowania lub stracenia jest jeszcze jedno - twarz. Rząd postanowił, że jest gotów na to poświęcenie.

    Tylko czy było warto? Nie, nie chodzi o poparcie Francji czy Niemiec. Na to wsparcie nie możemy liczyć od dawna. Znacznie większym ciosem jest to, że stanowiska Polski nie poparł nikt z Europy Środkowo-Wschodniej. Bo to pod znakiem zapytania stawia całą koncepcję polityki zagranicznej rządu opartej na Grupie Wyszehradzkiej i budowaniu wizerunku Polski jako lidera w regionie. Wczoraj okazało się, że to fikcja, Polski nie poparły nawet Węgry Orbana i bardzo trudno będzie teraz zmienić to wrażenie.

    W tym kontekście znacznie bardziej zrozumiałe wydaje się nawiązywanie przez ministra spraw zagranicznych stosunków dyplomatycznych z nieistniejącym San Escobar. Oni przynajmniej nie zagłosują przeciwko światłym pomysłom rządu.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • grzegorzku
      12.03.2017 14:24
      Do chwili wybory Tuska na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej był on winien za wszelkie nieszczęscia: kryzys emigracyjny, Brexit, itp. Po wyborach te same media zaczęły twierdzić, że to stanowisko administracyjne, funkcja prestiżowa, której główną zaletą jest wysokie wynagordzenie. PT Autor przelicytował wszystkich: "stanowisko o decyzyjności na poziomie słomianej kukły". Czekam, żeby PT Autor opisał po swojemu stanowiska polskiego prezydenta i premier polskiego rządu.
    • Polka
      12.03.2017 23:18
      Brawo Panie redaktorze , zaskoczyl mnie Pan wielce tym artykulem . Spojrzenie nie PiSowskie , nie POwskie , spojrzenie OBIEKTYWNE na ten caly cyrk . Musze przyznac , ze nabieram coraz wiecej szacunku do Pana Teistera . Ktos tu pisze w komentarzu , ze "zagranie polskiego rzadu bylo genialne i niby cos o tym w prasie zagranicznej pisze , co rzad polski tym ugral " . No ja nie wiem w jakiej prasie , chyba w ruskiej , bo w innych nic takiego nie widze , wszyscy sie z Polski smieja .
    • gut
      12.03.2017 23:26
      Bardzo rozlegle napisane! :) A może, też sprawdzi się to co Pan Mariusz Max Kolonko w swoim materiale wcześniej powiedział, 『*że Polska może być pierwszym krajem, który uwolnił się, tak jak obalił komunizm...』 :)
    • Gość
      15.03.2017 10:07
      BRAWO PANIE REDAKTORZE ZA OBIEKTYWIZM. Konstruktywna krytyka jest budująca. Dlatego bardzo cenię sobie Gościa Niedzielnego bo obiektywnie opisuje rzeczywistość bez "przechyłów" pro-politycznych. Niestety, mało jest w Polsce takich mediów (również katalickich) które potrafią się wznieść ponad podziały polityczne i obiektywnie, uczciwie opisać rzeczywistość. Jeszcze raz brawo!
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół