• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Podatnicy zapłacą za drzewa sadzone na prywatnych działkach?

    Wojciech Teister Wojciech Teister

    dodane 23.02.2017 07:53

    To (oprócz konieczności uzyskania zgody na wycinkę) byłaby logiczna konsekwencja uznania prywatnych drzew za dobro wspólne.

    Lecą wióry w kolejnej wojnie narodowej - tym razem o drzewa. Oburzenie części społeczeństwa wzbudziło nowe prawo zdejmujące z prywatnych właścicieli obowiązek uzyskania pozwolenia na wycięcie drzewa czy krzewu rosnącego na jego posesji. Najczęściej używany argument jest taki, że nowe prawo doprowadzi do niekontrolowanej wycinki drzew i dewastacji drzewostanu w Polsce, a drzewa są przecież wartością wspólną.

    Lubię drzewa. Dają cień, poprawiają jakość powietrza, którym oddychamy i podnoszą estetykę otoczenia. Lubię drzewa, ale ich nie czczę. Sadzę przeróżne gatunki jeśli tylko mam okazję i miejsce. Ale mam świadomość, że są sytuacje, kiedy trzeba je przyciąć lub wyciąć. Jeśli państwo chce moje prywatne drzewa uznać za dobro wspólne i zabronić mi decydowania o ich losie to dobrze, niech tak będzie, ale niech też państwo konsekwentnie weźmie na siebie koszty tego wspólnego dobra - zwróci mi pieniądze za sadzonki (przede mną zakup 20 drzewek, chętnie przyjmę zwrot z miejskiej kasy), nawóz, narzędzia do pielęgnacji, osłonki na zimę i godziny pracy, które mógłbym przecież spędzić np. bawiąc się z synem lub czytając książkę na leżaku. Niech państwo weźmie na siebie finansową odpowiedzialność za ewentualne straty, do których dojdzie z powodu nie wydania lub zbyt późnego wydania zgody na wycinkę. Bo, kiedy drzewo runie na czyjeś auto lub - co gorsza kogoś - to wtedy już drzewo jest prywatne i odpowiada za nie wyłącznie właściciel.

    Jeśli drzewo na prywatnej posesji to dobro wspólne, to wszyscy powinniśmy składać się na nie w podatkach. Bo w sumie dlaczego nie? Zresztą tego typu absurdów jest więcej. Na przykład chodnik przylegający do prywatnej posesji. Jak celnie zauważył znajomy - gdy trzeba go odśnieżyć - to obowiązek właściciela, a gdy właściciel działki chciałby napić się na stojącej przy tym chodniku ławeczce piwa - oj, wtedy już łamie zakaz spożywania alkoholu w miejscu publicznym.

    Koncepcje relacji państwa do własności są różne. Można dyskutować o ich dobrych i słabych stronach. Ale jednym z najgłupszych rozwiązań jest niekonsekwencja - sytuacja, gdy państwo ingeruje w swobodę dysponowania własnością, ale to właściciel ponosi koszty.

    Pytanie: czy ci, którzy dziś protestują przeciwko prawu właściciela do wycinki drzewa na swojej posesji, ze względu na wspólne dobro, jakim jest drzewostan i szeroko rozumiana ekologia, równie chętnie zapłacą ze swoich podatków za poniesione przez właściciela koszty sadzenia, pielęgnacji i czasu spędzonego na pracach ogrodowych?

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • Gość
      23.02.2017 10:38
      Strzał w sam środek tarczy. Świetne spostrzeżenie!
    • Gość
      23.02.2017 11:54
      Moment, moment, problem jest wtedy gdy wycinke zleca np. PKP, a dokladniej jakiś pracownik PKP, ktory wlascicielem ani tych drzew ani gruntu nie jest, a robi to "bo rzekomo komuś mogły zagrażać".
    • Gość
      23.02.2017 15:21
      Ja musiałem wyciąć własną ogromną topolę bo zagrażała garażom sąsiada i tym co się w nich znajdowało, po pewnym silnym wietrze drzewo mocno się nachyliło i wystarczył następny podmuch, katastrofa i ogromne koszty garaży i maszyn rolniczych gotowe. Na zezwolenie musiałbym czekać jakiś czas, topolę udało się bezpiecznie ściąć bez zezwolenia i dobrze bo za parę dni była znacznie silniejsza wichura. W tym miejscu rośnie kilka kolejnych i za jakiś czas znowu będą do ścięcia a na ich miejscu wyrosną następne i następne... Ci co najbardziej bronią "biednych masakrowanych" drzew nie mają pojęcia o czym mówią i gdzie żyją.
    • czytelnik_wierny
      23.02.2017 17:33
      Taki Pan Redaktor wrażliwy na drzewostan i skrupulatny w pracy na działce! Ale gdy Panu Redaktorowi przypomnieć o Jego własnych oszustwach i niespełnionych obietnicach, to Pan Redaktor umie tylko usunąć komentarz. Fakt, można to zrobić bez zezwolenia. Czytelnik nie zobaczy, ale Pan Bóg widzi . . .
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół