• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Kłamstwem w reformę edukacji

    Wojciech Teister Wojciech Teister

    dodane 02.02.2017 10:00

    Kiedy szary Kowalski powtarza nieprawdziwy zarzut, że PiS wyrzucił Wałęsę z podstawy programowej historii, to trzeba mu wyjaśnić, jak jest naprawdę. Kiedy robi to nauczyciel i do tego udaje, że nie wie, czym różni się podstawa programowa od podręcznika, można jedynie podejrzewać złą wolę.

    Kiedy rząd ogłosił rewolucję w oświacie, nie byłem zachwycony. Edukacja jest na tyle wrażliwą dziedziną życia, że nagłe, nieprzemyślane zmiany mogą zaszkodzić na długie lata. Pisałem o tym w tekście "Gimbo(r)ewolucja". Dziś reforma likwidująca gimnazja stała się faktem.

    Wraz z wprowadzaniem zmian naturalnie pojawiła się również ich krytyka. I nie ma w tym nic dziwnego - w zdrowym państwie działania władzy powinny być gruntownie recenzowane. Rzecz w tym, że oprócz krytyki merytorycznej w przestrzeni medialnej zaczęły krążyć również kłamstwa i manipulacje. Jednym z przykładów jest obecne od jakiegoś czasu w sieci oburzenie, że z nowej podstawy programowej do nauczania historii w szkole podstawowej został... wyrzucony Lech Wałęsa. Ten przykład doskonale nadaje się na skróconą analizę czegoś, co można nazwać paniką wywołaną przez media.

    Informację tę szybko powieliły niektóre portale informacyjne (np. Natemat.pl - "PiS wymazuje Wałęsę z podręczników do historii"), a za nimi tysiące internautów. Miał to być dowód, że reforma PiS ma na celu manipulowanie młodym pokoleniem Polaków. Zresztą bardzo często temat przedstawiano w zestawieniu z historiografią w szkołach PRL-owskich, gdzie nauczanie historii było programowo przekłamywane, a poruszanie pewnych tematów po prostu zakazane.

    Rzecz w tym, że powielana masowo informacja o wyrzuceniu Wałęsy z programu jest... nieprawdziwa. Z rzeczywistością ma tylko tyle wspólnego, że istotnie Lech Wałęsa nie jest w podstawie programowej wymieniony z imienia i nazwiska - występuje natomiast bardziej ogólne zagadnienie "Solidarności" i jej bohaterów. O wyrzuceniu Wałęsy nie może być jednak mowy, bo w poprzedniej podstawie dla gimnazjum i liceum również lider "Solidarności" i były prezydent wymieniony nie był, co jako pierwsza chyba zauważyła "Gazeta Wyborcza". 

    To jednak dopiero czubek manipulacyjnej góry lodowej. Dlaczego? Aby zrozumieć problem, trzeba wiedzieć, czym jest podstawa programowa. To  ustalony przez MEN ramowy zakres celów, jakie ma zrealizować z uczniami nauczyciel w procesie kształcenia. I kluczowy w tej definicji jest termin "ramowy". Podstawa programowa określa ogólne tematy, które nauczyciel szczegółowo omawia w czasie lekcji. Na bazie podstawy tworzone są też podręczniki. Podręczniki jednak, co oczywiste, to nie żywcem przepisana podstawa. Autorzy materiałów dydaktycznych opracowują w nich treści określone w podstawie programowej - wymagana przez ministerialny dokument znajomość historii "Solidarności" i jej bohaterów jest w nich rozwijana w formie obszernego opracowania. Nie da się mówić o "Solidarności" i pominąć przy tym Wałęsę. Wydawca może zdecydować jedynie, czy przedstawi go jako postać kryształową, czy również wspomni o jego wcześniejszej współpracy z SB, ale przemilczeć Wałęsy, jako lidera strajku w stoczni, po prostu się nie da. A już z całą pewnością tytuł w portalu Tomasza Lisa, mówiący o wymazaniu Wałęsy z podręczników przez PiS, jest kłamstwem i wynika albo z ignorancji i niekompetencji autora tekstu, albo zwyczajnie z celowej manipulacji.

    Kolejnym problemem wartym zauważenia są reakcje na ten temat w dyskusjach w mediach społecznościowych. O ile przeciętny Kowalski ma święte prawo nie rozróżniać podstawy programowej od podręcznika, o tyle bzdury o wykreślaniu Wałęsy często powtarzają też niektórzy nauczyciele, pracujący z podręcznikami i podstawą na co dzień. Ciekawe jest to, że nikt nie oburzał się, gdy Wałęsa nie był wspomniany w poprzedniej podstawie (autorstwa rządu PO-PSL), a niewymienienie byłego prezydenta z nazwiska w nowej podstawie przedstawiają jako argument za ideologizacją szkolnictwa za rządów PiS. Zdumiewa przy tym fakt, że nie protestowali w podobny sposób, gdy poprzedni rząd rzeczywiście poczynił kroki w kierunku likwidacji pluralizmu w polskiej szkole, narzucając na pewnym etapie kształcenia rządowy podręcznik. Dzisiejsza sytuacja jest nieporównywalna z tamtą - gdyż żadnego "zakazu na Wałęsę" nie ma, a nauczyciel będzie mógł wybrać najbardziej odpowiadający mu podręcznik spośród dostępnych na rynku.

    W przeprowadzanej reformie edukacji jest wiele słabych punktów, które mogą być przedmiotem merytorycznej krytyki, jest wiele niewiadomych, pomimo że wygaszanie gimnazjów zaczyna się już za pół roku, tymczasem część mediów i niektórzy nauczyciele przyjęli strategię krytyki za pomocą manipulacji. Niestety, nie pomoże to uczniom, a z pewnością poważnie zaszkodzi wizerunkowi polskiego nauczyciela i dziennikarza.

     

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • E.
      02.02.2017 18:44
      To, co opisuje red. Teister, to prawda - część szerszego zjawiska, które określić można jako "memowanie" przestrzeni publicznej. Jako społeczeństwo czerpiemy wiedzę z przekazywanych bezrefleksyjnie memów, no bo skoro jakiś news został udostępniony tyle razy, to musi być prawdą... Dotyczy to nie tylko edukacji, ale wszystkich sfer życia społecznego i jest dowodem wielkiego kryzysu dziennikarstwa, nauki, rozumu itp. Ludzie wierzą obecnie nawet w najbardziej absurdalne teorie (np. dotyczące szczepionek), bo "pozasystemowa" wiedza wydaje się z natury dużo bardziej wiarygodna, a podsycają to politycy i dziennikarze, którzy diagnozy zastąpili śmieciowymi wpisami na Twitterze (im dosadniej, tym więcej cytowań). Na to wszystko nakłada się niebywała łatwość wydawania opinii - jak obserwuję profile znajomych na FB, okazuje się, że większość z nas zna się na wszystkich dziedzinach świata...

      Ale do rzeczy! Przy okazji tekstu chciałby zauważyć kilka spraw dotyczących edukacji. A mogę się wypowiedzieć, bo pracuję w resorcie:-)
      1. Kilka lat temu podobne frazesy ("wyrzucili Wałęsę") powtarzano w prasie konserwatywnej, gdzie pisano "PO wyrzuca Pana Tadeusza" (pisał o tym m.in. Tomasz Terlikowski), co było taką samą nieprawdą.
      2. Dyskusja o szczegółach programu to tak naprawdę temat drugorzędny, bo w najbliższych miesiącach zacznie się reforma struktury szkół i to jest najbardziej paląca kwestia.
      3. Kluczowe w tej reformie jest coś innego - MEN daje ogólne zarysy zmian, ale przeprowadzają je samorządy, które kierują się ZAWSZE (takie mam doświadczenie) tylko EKONOMICZNYM myśleniem o edukacji. Np. w moim mieście już wiadomo, że reforma oznaczać będzie łączenie szkół w molochy i zmniejszenie sieci małych podstawówek. Społeczeństwo wierzy, że likwidacja gimnazjów zlikwiduje problem przemocy w szkołach, a powstają ogromne, anonimowe zespoły szkół.
      4. W innych miastach z kolei likwidacja gimnazjów będzie pozorna, bo dalej uczniowie klas młodszych będą chodzić do jednego budynku, starszych klas szkół podstawowych - do innego. Czyli struktura zostanie zachowana.
      5. A jeśli chodzi o kwestie zatrudnieniowe nauczycieli - MEN przekonuje, że nikt nie zostanie zwolniony z powodu reformy, a my już wiemy, że w naszym dużym mieście będzie ograniczenie nadgodzin, bo trzeba zapewnić pracę nauczycielom z gimnazjów. Jeżeli mają być ograniczone nadgodziny, to matematyczny wniosek jest jasny - pracy dla nauczycieli będzie mniej!
    • Gość
      03.02.2017 07:17
      Podstawowym kłamstwem jest nazwanie demolki edukacji "reformą". Ale takie mamy czasy PRL-PiS, że i nowomowa, zmieniająca znaczenie słów stała się faktem (jeśli już ich Wojciech Teister szuka). Teraz dzieci będą po prostu kontrolowane, indoktrynowane i urabiane, a nie wychowywane i nauczane. Różnica podobna do tej, jak występuje pomiędzy niezależnością dziennikarską, a propagandą partyjną uprawianą w gosc.pl i "Gościu Niedzielnym".
      doceń 11
    • Fryderyk
      03.02.2017 09:42
      Pytanie: czy w Polsce jest demokracja?; odpowiedź: w Polsce nie ma demokracji. Gdyby była to Konstytucja RP zapewniałaby suwerenowi, czyli narodowi, rozwiązanie sejmu i senatu, a także odwołania Prezydenta RP w drodze referendum. Dlaczego zatem tak nie jest? Otóż dlatego, ponieważ znakomita większość z 561 naszych świętych krów nie jest zainteresowana podcięciem gałęzi, na której siedzą. A siedzi im się dobrze, a ci dyletanci, którzy najlepiej cyganią mogą tam dotrwać nawet do śmierci.
    • eniac
      05.02.2017 12:16
      Pis zamordował demokrację w Polsce
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół