• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Marzenia o powolnym życiu

    Agata Puścikowska

    |

    GN 40/2015

    dodane 01.10.2015 00:15

    Konia z rzędem temu, kto nie chciałby się nie spieszyć.

    Podobno modne jest tzw. wolne życie (z ang. slow life). Wygląda to tak, że każdy żyje tak, jak lubi. We własnym rytmie, niepoganiany przez nikogo, krocząc, jak się komu chce, i gdzie się chce. W zgodzie z naturą, najspokojniej jak się da. Zwolennicy wolnego życia dążą do harmonii z otoczeniem, walczą z nerwowością. Idea jawi się przepięknie i konia z rzędem temu, kto nie chciałby się nie spieszyć.

    Pewnie każdy (przynajmniej od czasu do czasu) chciałby sielsko i anielsko żyć sobie długo i szczęśliwie. Aż do… No właśnie, do czego? Gdy jest się matką, a dodatkowo matką wielu dziatek, bywają takie dni, gdy nie ma czasu napić się przysłowiowej herbaty. Od rana do nocy życie pędzi tak, że trudno je dogonić. Jeden dzień, drugi, piąty, szósty, siódmy, ósmy. No, nie ma ósmego. Czasem szkoda. Kolejny tydzień niepostrzeżenie się zaczyna…

    Przeczytałam niedawno, że to źle tak pędzić, bo się nie docenia tego wszystkiego, co wokół. Podobno jeśli się nie ma czasu na nicnierobienie i kontemplację chmurek na niebie, to się zapewne nieszczęśliwym jest. Nie mówiąc o tym, że i zapewne dzieci są nieszczęśliwe. Bo leżących pod gruszą i kontemplujących życie rodziców nie widzą.

    Może to i prawda? Może traci się coś niepostrzeżenie? Tylko co zrobić, żeby żyć wolno, swobodnie, drzemiąc między jednym posiłkiem a drugim? Można na przykład wyjechać na wyspę, na której cywilizacji brak. Można również wygrać miliard dolarów i już niczym się nie kłopotać. Tak sobie radośnie patrzeć w niebo i bez bieganiny układać wiersze.

    Utopijne? Delikatnie mówiąc… Oto i dzień jak co dzień. Pobudka, kanapki, odwózka. Praca zawodowa. Telefony. Terminy, sprawy. Powroty. Przywózka. Awantura w samochodzie, kto komu i co zrobił, i dlaczego (nie ogarniesz…). Zupa („jak ja nie lubię ogórkowej”). Drugie w pośpiechu, bo zajęcia dodatkowe nie zając. Lekcje też nie zając, a czasem uciekną bez odrobienia. Praca zaległa (nie przeskoczysz terminów). Kolacja. Kolacja numer dwa, bo ktoś się nie najadł. Westchnienie: „Noc spokojną”… Kilkugodzinna nocna cisza. Na sprzątanie czasu brak. Dobrze, że współmałżonek chętny do kontemplacji życia i rzeczywistości podczas niezbyt romantycznego tanga z odkurzaczem.

    Życie! Nasze życie. I jest dobre, choć szalone, szybkie i bynajmniej niezbyt modne. Jeśli ktoś nie wierzy, to trudno. I tak się nie zamienię.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Maluczki
      01.10.2015 11:05
      " Tylko co zrobić, żeby żyć wolno, swobodnie, drzemiąc między jednym posiłkiem a drugim?"

      Tak mogą tylko złodzieje i bandyci, którzy mają zapewnioną bezkarność.
      Wydaje mi się, że w Polsce obecnie jest takich dosyć sporo, którzy nie muszą się obawiać, że o szóstej rano do ich drzwi zapuka kto inny niż mleczarz.
      Kiedyś prymas Wyszyński powiedział, że co łatwo przychodzi, nie jest wiele warte.
      Tak więc wszystkiemu wartości nadaje ludzki trud i wysiłek.
    • N.
      01.10.2015 12:58
      No cóż, mogę się podpisać pod tym tekstem, bo życie moje i mojej rodziny jest podobne. Szybkie, szalone, a żeby nam się nie nudziło, to jeszcze zamiast mieć wolny weekend, to jedziemy ewangelizować albo coś w tym stylu :P I jest fajnie, choć staram się jednak o chwilę spokoju i wypicie tej wspomnianej herbaty/kawy, tudzież wieczorem obłożenie męża dziećmi i udanie się samotnie na kąpiel z pianką (czasami z watą w uszach, żeby nie nasłuchiwać jak mężowi idzie :P).
      Ale chociaż chwilowo o slow life w wersji total mogę tylko pomarzyć, to jednak nie uważam, żeby trend był zły. W tym sensie, że dobrze mieć w sobie tą wolność dziecka bożego i umieć zwolnić. Czasem się postawić i zamiast w sobotę iść do pracy, to wbrew szefowi pojechać na rekolekcje. A w niedzielę po laudesach nie iść nas zakupy do galerii i nie szaleć po imprezach, tylko posiedzieć z dziećmi w domu i ciasto zrobić. To też jest jakaś forma slow life - chrześcijańska :)
    • Ola
      01.10.2015 14:34
      Popada Pani ze skrajności w skrajność. Może Pani jest taka supermanka (supermatka?) ale ja się wczoraj po 23 popłakałam, jak wszyscy już spali, a ja miałam jeszcze do powieszenia drugą pralkę prania, wyczyszczenie sokowirówki, zrobienie śniadania do szkoły i pozmywanie. Nieprzytomna poszłam spać i równie nieprzytomna po 6 godzinach wstałam i pojechałam do pracy, gdzie czeka mnie tysiąc drobnych, niecierpiących zwłoki zadań.

      Że nie wspomnę już o tym, że aby świadomie funkcjonować w dzisiejszym świecie trzeba z wszystkiego robić doktorat. Znać się na dodatkach do jedzenia, kosmetyków, lekarstwach, ziołach (żeby się lekarstwami ni truć), medycynie i fizjologii (żeby nie dać się ograbiać kosztem własnego zdrowia), na składzie szczepionek. Być na bieżąco z aktualnymi wydarzeniami w kraju, na świecie, w Kościele, mieć w stosunku do nich swoje zdanie i znać argumenty do jego obrony. Przy jednoczesnym nieoglądaniu TV, bo nie mam na to czasu.

      Dla mnie najbardziej męcząca jest ta ILOŚĆ zadań / informacji do przetworzenia, które w dodatku ciągle się zmieniają. Coraz bardziej marzę o pracy polegającej na prostym "kopaniu rowów". Mogę się narobić, ale przynajmniej się nie naszarpię i psychika trochę odpocznie. I w tym kontekście MARZĘ o slow life.
    • Sylwester_z_Sanoka
      05.10.2015 19:23
      Skoro felieton już skomentowany to ja zajmę się tytułem. Po jego przeczytaniu myślałem, że chodzi o zdegradowanego jeźdźca - "koń z rzędem" i "spieszyć". Jak ułan podpadnie to jest spieszony - czyli musi chodzić na piechotę. To wiadomo. Z kontekstu i z treści "Drugie w pośpiechu..." wnioskuję jednak, że nie chodzi o ułana ale o pęd życia. W takim razie proponuję ujednolicenie pisowni - albo śpieszyć i pośpiechu albo spieszyć i pospiechu.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół