• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Byki i niedźwiedzie

    Leszek Śliwa

    |

    GN 36/2015

    dodane 03.09.2015 00:15

    Czy gra na giełdzie to hazard porównywalny do ruletki w kasynie czy metoda na rozsądne powiększenie naszych oszczędności?

    Podobno mnóstwo ludzi przyjeżdża do Stanów Zjednoczonych tylko po to, by dotknąć Szarżującego Byka, który stoi na Wall Street przed Nowojorską Giełdą Papierów Wartościowych. Byk to symbol hossy na giełdzie, to znaczy okresu, w którym ceny papierów idą w górę. Symbolem odwrotnego trendu – bessy – jest niedźwiedź. Byka postawiono przed giełdą w latach 80. Ludzie chcą dotknąć byka, by „zapewnić” sobie szczęście w grze. Oczywiście mało kto wierzy w tę magię, ale marzących o wygranych milionach jest bardzo wielu. Świadczy o tym choćby popularność osoby Warrena Buffeta, zwanego „Wyrocznią z Omaha”, który dawno temu kupił spory pakiet akcji Coca-Coli, a teraz jest jednym z trzech najbogatszych ludzi na świecie.

    Wirtualne targowisko

    Giełda Papierów Wartościowych to dziwne miejsce, w którym handluje się czymś, co istnieje wirtualnie. Tzw. instrument finansowy to bowiem zapis elektroniczny w systemie komputerowym. Mogą to być akcje, certyfikaty inwestycyjne, obligacje... Prawo współwłasności firmy, jakie uzyskujemy, kupując akcje, polega głównie na tym, że jeśli firmie będzie się dobrze powodzić, to zarobimy, a w przeciwnym wypadku – stracimy. Na pewno nie będziemy tą firmą zarządzać. Specyfiką Giełdy Papierów Wartościowych jest nieustająca zmiana cen. Oczywiście gdy chodzimy po targowiskach czy sklepach, też spotykamy się z różnymi cenami. Na żadnym targowisku jednak cena nie zmienia się tak często i tak radykalnie.

    Skąd bierze się ten nieustanny ruch cen papierów wartościowych? Ano stąd, że gdy bardzo wiele osób masowo coś kupuje lub sprzedaje, to wtedy zmienia się cena. Rządzi tym prawo popytu i podaży. Jeśli na coś jest duży popyt, to to coś staje się znacznie droższe i odwrotnie. Naturalnie prawo to obowiązuje również na targowiskach i w sklepach. Ale handel, powiedzmy, samochodami czy chlebem nie jest aż tak ożywiony, jak handel akcjami. Krótko mówiąc, jeśli kupimy bochenek chleba, to już go nie sprzedajemy, a jeśli kupimy samochód, nie pozbywamy się go w tym samym dniu. Tymczasem papiery wartościowe mogą w ciągu jednego dnia wielokrotnie zmieniać właściciela. Ten ruch zleceń kupna i sprzedaży napędza nieustające wahania cen, tworząc trendy, czyli względnie trwałe tendencje. Ceny akcji nazywane są więc „kursem”. Słowo to podkreśla pewną zmienność i nietrwałość.

    Warren Buffet po polsku

    Czy każdy z nas może być polskim Warrenem Buffetem? Oczywiście każdy może też wygrać miliony w Lotto, ale prawdopodobieństwo jest podobne. Na pewno jednak na giełdzie można zyskać sporo pieniędzy. Czy to tylko kwestia szczęścia? W internecie można znaleźć bez trudu poradniki dla początkujących graczy giełdowych. Wszystko wydaje się proste: załóż konto w domu maklerskim, obserwuj trendy na giełdzie i stosuj się do generalnych zasad. Zasady wydają się oczywiste: kupuj, gdy jest tanio, sprzedawaj gdy jest drogo, ponieważ „trend is your friend” (trend jest twoim przyjacielem), a niektóre brzmią nawet chwytliwie i efektownie, np. „nie łap spadającego noża” – czyli nie kupuj akcji, które pikują w dół.

    Kiedy się jednak bliżej zastanowimy, to wszystko nie jest takie proste. No bo jak ocenić, czy akcje już osiągnęły dno i trzeba je kupić? A może będą dalej spadać i ten „spadający nóż” nas przebije? Czy jeżeli posiadane przez nas akcje idą w górę, mamy je sprzedać, bo wkrótce zaczną spadać, czy przeciwnie – dokupić więcej w nadziei na dalszy wzrost? Kiedy po transformacji ustrojowej otwierano Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie, rząd ogłosił, że pierwszych pięć firm tam umieszczonych będzie tak dobrych, że kupując ich akcje, na pewno się zarobi. Uwierzyłem i kupiłem akcje Krośnieńskich Hut Szkła Krosno SA. Kupiłem i ze zdumieniem obserwowałem przez ponad dwa lata, jak akcje regularnie i stale… spadają. W 1993 roku wreszcie nie wytrzymałem i je sprzedałem. Wtedy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zaczęły iść w górę. A więc nawet na „pewnej” inwestycji można stracić.

    Każdy, kto chce samodzielnie inwestować na giełdzie, musi wiedzieć, że jest sporo wytrawnych graczy, którzy codziennie zawierają transakcje, pilnie obserwując ruchy na giełdzie. Regularnie prowadzą tzw. analizę techniczną (czyli studiują na wykresach wahania trendów poszczególnych akcji) i tzw. analizę fundamentalną (czyli czytają raporty o tym, co dzieje się w giełdowych spółkach, czy mają one jakieś kłopoty, czy też wiedzie im się dobrze). – Żeby prawidłowo prowadzić takie analizy, trzeba mieć pewną wiedzę ekonomiczną. Gracz musi sporo wiedzieć o gospodarce, o funkcjonowaniu rynków finansowych, o branży, w jakiej działa spółka, w którą inwestuje – tłumaczy Małgorzata Góra-Dubiela, prezes Union Investment TFI. Poza tym „zawodowi” gracze reagują błyskawicznie. Na przykład jak „duży” gracz sprzedaje poważny pakiet akcji jakiejś spółki, to powoduje to gwałtowny wzrost podaży tych akcji i kurs zaczyna od tej chwili spadać.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół