• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Powitanie Królowej

    Szymon Babuchowski

    |

    GN 08/2015

    dodane 19.02.2015 00:15

    To naprawdę jest na żywo? – dziwą się pielgrzymi, słysząc muzykę towarzyszącą odsłonięciu lub zasłonięciu jasnogórskiego obrazu. – Tak, i to paulini grają – odpowiadają wtajemniczeni.

    Zbliża się południe, więc br. Pio odkłada papiery, zamyka furtę i przez Salę Rycerską zmierza w stronę balkonu kaplicy Matki Bożej. To tam po lewej stronie od ołtarza, w którym znajduje się cudowny wizerunek, gromadzą się wykonawcy intrad. Z przegródek stylowej szafy, ozdobionej trofeami zdobytymi w rozmaitych przeglądach, muzycy w białych habitach wyjmują trąbki i inne instrumenty dęte: tubę czy saxhorn. Punkt dwunasta potężny dźwięk dęciaków i kotła wypełnia kaplicę. Rozmodlonych pielgrzymów przechodzi dreszcz wzruszenia.

    Między furtą a partyturą

    Czym jest intrada? To krótki, marszowy utwór wykonywany na instrumentach dętych w czasie uroczystego wejścia, rozpoczęcia nabożeństwa czy przy innej szczególnej okazji, np. odsłonięcia pomnika. W częstochowskiej bazylice intrady związane są ściśle z odsłonięciem i zasłonięciem cudownego obrazu. Pojawiły się po obronie Jasnej Góry i ślubach lwowskich Jana Kazimierza, kiedy to przyznano Maryi tytuł Królowej Polski. Ikonograficzne ujęcie tego tytułu widziano właśnie w obrazie jasnogórskim. Potrzebny był zatem symbol, który oznaczałby uroczyste powitanie Królowej. Dlatego właśnie „królewską” albo „starokrólewską” nazywana jest intrada grana na odsłonięcie obrazu. Jedyna, która przetrwała do dziś od czasów, gdy Polską rządzili Wazowie. Z kolei 9 intrad towarzyszących zasłanianiu wizerunku to dzieła ks. Lorenza Perosiego, włoskiego kompozytora, przebywającego na Jasnej Górze w początkach XX wieku.

    – W jasnogórskich archiwach jest zapisanych około tysiąca intrad, napisanych przez różnych kompozytorów. Nie przyjęły się jednak, bo są zbyt trudne – wyjaśnia Marek Piątek, kapelmistrz zespołu intradzistów.

    – Trzeba pamiętać, że paulini nie są zawodowymi muzykami. Mają masę różnych zajęć: jedni siedzą na furcie, inni oprowadzają pielgrzymów, jeszcze inni zajmują się sprzątaniem. A pomiędzy tym wszystkim trzy razy dziennie znajdują czas, by grać na chwałę Matki Bożej.

    Na strunie wiary

    – Przychodząc do zakonu, nie miałem pojęcia, że będę w nim grać na jakimkolwiek instrumencie – wspomina br. Pio Sytniewski, furtian. – Nagle okazało się, że mamy obowiązkowe zajęcia z trąbki. Początkowo szło mi okropnie, męczyłem się strasznie. Ale kiedy po roku postulatu i dwóch latach nowicjatu mogłem pierwszy raz zagrać intradę, było to dla mnie niesamowite przeżycie. Towarzyszyła mi wielka trema. Kilka dni przed moimi ślubami zakonnymi dowiedziałem się, że nie pójdę do klasztoru, do którego mnie wcześniej skierowano, tylko na Jasną Górę, bo tam potrzebują intradzisty. Dzisiaj gram intrady z wielką satysfakcją i dumą. To takie podniosłe uderzenie w strunę wiary, przez które dokonuje się wiele nawróceń.

    Faktycznie, jasnogórska księga nadzwyczajnych łask i cudów potwierdza, że momenty odsłaniania i zasłaniania świętej ikony wyzwalają głębokie przeżycia religijne, a u wielu budzą wiarę i przyczyniają się do uzyskania nadzwyczajnych łask. Łaski u Matki Bożej wyprosił też Jan Doliński, członek Jasnogórskiej Orkiestry Dętej, codziennie w południe wspomagający paulinów w intradach. – To moje dziękczynienie, bo zostałem uzdrowiony – mówi. – Był czas, że nie mogłem już chodzić. Miałem nawet wyznaczony termin amputacji nogi. Ale zawierzyłem swoje zdrowie Matce Bożej i po 6 dniach od tego wydarzenia znowu chodziłem. Pamiętam dokładnie datę tego zdarzenia: to był 1 lutego, cztery lata temu.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół