• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Rasizm to wciąż problem

    PAP

    dodane 02.07.2014 09:21

    Pół wieku temu w USA przyjęto ustawę o prawach obywatelskich, będącą kamieniem milowym w walce o równouprawnienie czarnoskórych. Dopiero 100 lat po zniesieniu niewolnictwa zakazano segregacji rasowej w szkołach, barach i pracy, ale problem rasizmu nie zniknął.

    Gdy prezydent USA Lyndon Johnson podpisywał 2 lipca 1964 roku ustawę o prawach obywatelskich, apelował do narodu: "Powstrzymajmy strumień rasowej nienawiści, odłóżmy na bok nieistotne różnice, niech ten naród będzie jedną całością".

    W latach 60. XX wieku amerykańskie społeczeństwo było mocno podzielone. Czarnoskórzy Amerykanie traktowani byli jak obywatele drugiej kategorii: mieli ograniczony dostęp do szkół, mieszkań czy pracy. Zwłaszcza w stanach południowych istniały restauracje, gdzie nie obsługiwano czarnych Amerykanów, jeździły taksówki, do których nie wolno im było wsiadać, były baseny tylko dla białych. Na ulicach instalowano osobne krany z wodą pitną dla obu ras, a w autobusach czarni mogli przebywać tylko w tylnej, wyznaczonej części pojazdu. Zgodnie z prawem można było odmówić zatrudnienia kogoś ze względu na kolor jego skóry.

    "Dzięki tej ustawie prawa obywatelskie zostały spisane na papierze. Dla Afroamerykanów oznaczało to potwierdzenie: 'Jesteśmy obywatelami, ludźmi, żyjemy w tym kraju i nigdzie się nie wybieramy' - powiedziała PAP Ida Jones z centrum badań nad historią i kultury czarnoskórych Amerykanów na Uniwersytecie Howarda w Waszyngtonie. - To było ogromnie ważne. Ludziom dano szansę na pracę w firmach i umożliwiono skarżenie się w sądach, gdy ich prawa były łamane".

    Aż 102 lata minęły w USA od zniesienia niewolnictwa we wstępnej proklamacji emancypacji z września 1862 roku (oficjalnie zaczęła obowiązywać od stycznia 1863 roku) do zniesienia segregacji rasowej w miejscach publicznych oraz do zakazu dyskryminacji w miejscu pracy. Przyjęcie ustawy - po najdłuższej w dziejach Kongresu obstrukcji parlamentarnej - graniczyło niemal z cudem. Ówczesne partie polityczne bardzo różniły się od obecnych. Kongres był kontrolowany przez Demokratów, a ci - zwłaszcza z południa - byli bardzo konserwatywni i, tak jak ich wyborcy, przeciwni zakończeniu segregacji.

    Ustawę o prawach obywatelskich zainicjował prezydent John F. Kennedy. W wystąpieniu telewizyjnym w czerwcu 1963 roku apelował: "Niech każdy Amerykanin cieszy się z przywilejów bycia Amerykaninem, bez względu na rasę czy kolor skóry". Nie udało mu się tej sprawy doprowadzić do końca, gdyż zablokowana przez Demokratów ustawa nie wyszła nawet poza komisję parlamentarną, a prezydent został zamordowany w tym samym roku. Niespodziewanie udało się to jego następcy, Demokracie z Teksasu Johnsonowi, dzięki politycznym manewrom i świetnym kontaktom z kongresmenami.

    "Johnson zrobił to z politycznej konieczności, a nie z miłości do czarnych - mówi Jones. - Był prawdziwym Teksańczykiem. W prywatnych rozmowach odnosił się do czarnych rasistowskim słowem +Negro+. Rozumiał jednak, że USA nie są w stanie prowadzić dwóch wojen naraz, tej w Wietnamie i drugiej w kraju. Musiał coś zrobić, by temu zapobiec".

    Pokojowa walka z segregacją rasową, prowadzona zwłaszcza przez Martina Luthera Kinga, w latach 60. nabierała rozpędu. Marsze przeciw rasizmowi były brutalnie rozpędzane przez policję, a działacze ruchu praw obywatelskich skrytobójczo mordowani przez Ku-Klux-Klan. "Już prezydent (Abraham) Lincoln ostrzegał, że 'czarni nie będą spać wiecznie'. Przez wiele lat odmawiano im edukacji, godnego życia i sprawiedliwości, więc w końcu trzeba było im te prawa przyznać" - dodaje Jones.

    Ustawa z 1964 roku zakazywała dyskryminacji rasowej w miejscu pracy i przy zatrudnianiu, w procedurach wyborczych oraz w miejscach publicznych takich jak środki transportu czy baseny. Jej przyjęcie nie zakończyło jednak walki z dyskryminacją. W wielu częściach USA rasizm był tak głęboko zakorzeniony, że wdrażanie ustawy napotykało opór; jednocześnie w siłę rośli afroamerykańscy radykałowie. Po zabójstwie Kinga w 1968 roku w całym kraju wybuchły brutalne zamieszki. Jednak na kilka lat przed śmiercią King odniósł kolejny sukces - Kongres przyjął ustawę, która dawała czarnym Amerykanom pełne prawa wyborcze.

    Choć zinstytucjonalizowana segregacja w USA już nie istnieje, a krajem od sześciu lat rządzi pierwszy czarnoskóry prezydent Barack Obama, problem rasizmu nie zniknął. Aż 88 proc. Afroamerykanów uważa, że czarnoskórzy obywatele są w USA dyskryminowani. Te podziały stały się widoczne za sprawą protestów, jakie wybuchły w ubiegłym roku po wyroku uniewinniającym członka ochotniczej ochrony George'a Zimmermana (białego Amerykanina pochodzenia latynoskiego), który zastrzelił czarnoskórego nastolatka. Według protestujących uniewinniony zabójca kierował się uprzedzeniami do czarnoskórych i powinien był zostać oskarżony o działanie na tle nienawiści rasowej.

    Według rozmaitych danych czarnoskórzy wciąż pozostają w tyle za białymi pod względem zamożności, pozycji społecznej i wykształcenia. W 2011 roku średnie dochody gospodarstw domowych Afroamerykanów stanowiły tylko 59 proc. dochodów białych, a od lat 50. stopa bezrobocia wśród czarnoskórej ludności jest mniej więcej dwa razy wyższa niż ta wśród białych. Czarnoskórzy na ogół mieszkają też w gorszych dzielnicach, gdzie są gorsze szkoły.

    Według działaczy na rzecz praw obywatelskich zmian wymaga przede wszystkim amerykański wymiar sprawiedliwości. W więzieniach w USA przebywa ponad 2 mln mężczyzn, z czego większość to czarnoskórzy. Statystycznie jeden na 10 czarnych mężczyzn w wieku 30-34 lat trafia za kratki, w przypadku białych - jeden na 61. Skazani Afroamerykanie tracą prawa wyborcze, w niektórych stanach nawet na całe życie. Grupa kongresmenów zabiega, by to zmienić, ale szanse na poparcie projektu przez kontrolujących Izbę Reprezentantów Republikanów są znikome.

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    • Ernest
      02.07.2014 13:50
      oni są tak prześladowani jak cyganie u nas wyznają jedną zasadę praca to be , pracować nie bo się nie chce ale ..... to tak bo to łechce .
    • moja refleksja
      02.07.2014 15:30
      Czy wypłacanie osobom jednej narodowości przez osoby innej narodowości, 100 euro miesięcznie (około 420 zł) z powodu ich narodowości, to nie jest rasizm?
    • JAWA25
      18.07.2016 12:28
      niewolnictwo w USA zniosła nie Proklamacja Lincolna (obowiązywała tylko na terenie objętym secesją) a 13 Poprawka z 1865
      żadna z nich nie określała statusu wyzwolonych
      14 poprawka z 1868 zakazuje by władze poszczególnych stanów ograniczały prawa obywatelskie
      15 poprawka z 1870 gwarantuje zakaz dyskryminacji przy korzystaniu z praw politycznych z powodu koloru skóry lub uprzedniego stanu niewoli
      milczy ona o pozostałych prawach lecz one tak jakby wynikają z politycznych
      Już wtedy Kongres uchwalił ustawę o prawach obywatelskich lecz na Południu wymyślono "równi tylko oddzieleni" a Sąd Najwyższy to zaakceptował. Od czarnoskórych przy składaniu głosu wymagano np. udowodnienia że ich dziadek też miał prawa (w epoce niewolnictwa) czy przeprowadzano egzamin z piśmienności (co miało by uzasadnienie gdyby równocześnie dbano o ich oświatę).
      W 1948 Truman zakazał segregacji rasowej w wojsku. W 1954 za Eisenhowera Sąd Najwyższy zakazał takich praktyk przy przyjmowaniu na studia. Zaznaczam że było to przed ową ustawą z 1964.

      wśród bojowników o prawa wymieniono Martina Kinga przemilczając że opluwał USA za wojnę z komuną w Wietnamie
      pominięto tu też antypolonizm Obamy http://www.washingtontimes.com/blog/inside-politics/2012/may/29/white-house-obama-misspoke-polish-death-camp/
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół