• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Dramatyczna akcja pod Rysami

    Wojciech Teister /24tp.pl

    dodane 01.07.2014 13:25

    Ratownicy po nocnej akcji w ulewnym deszczu i mgle dotarli do wyziębionego 19-latka, który spadł z dużej wysokości. Akcja była prowadzona w trudnym terenie, w ulewnym deszczu i mgle przez całą noc z niedzieli na poniedziałek. To kolejny w ostatnich dniach groźny wypadek na Rysach.

    Turysta z Katowic wyruszył na najwyższy szczyt w Polsce samotnie, w niedzielę rano. Warunki tego dnia nie były z pewnością dobre, ale gdy dotarł w okolice szczytu, jeszcze bardziej pogorszyła się pogoda, a wyższe partie Tatr utonęły we mgle. W tych warunkach 19-latek zgubił drogę. Szukając szlaku w trudnym terenie, poślizgnął się i spadł ok. 100 metrów, poważnie raniąc nogę. Miał ogromne szczęście, bo zwykle upadek z tej wysokości kończy się tragicznie. Przytomnie zadzwonił po pomoc do ratowników TOPR. Nie mógł jednak precyzyjnie podać miejsca swej lokalizacji.

    Akcja ratowników rozpoczęła się natychmiast. TOPR-owcy poprosili również o pomoc słowackich ratowników z Horskiej Zachrannej Służby. Jeszcze w niedzielę wieczorem kontakt głosowy z poszkodowanym Ślązakiem nawiązał gospodarz słowackiej Chaty pod Rysami. Okazało się, że chłopak znajduje się po północno-wschodniej stronie szczytu, spadł w kierunku słowackiej Doliny Ciężkiej.

    Akcję ratowniczą prowadzono w skomplikowanym terenie, w strugach ulewnego deszczu i we mgle. Do wyziębionego turysty udało się dotrzeć dopiero rano. Miał ranną nogę i rękę. Zniesiono go na noszach na słowacką stronę i przetransportowano do szpitala.

    W trwającej 19 godzin akcji ratunkowej wzięło udział 24 ratowników z Polski i Słowacji.

    Historia 19-latka z Katowic to kolejny w ostatnich dniach wypadek na Rysach. W minioną sobotę wskutek poślizgnięcia ciężko poszkodowanych zostało dwoje turystów: mężczyzna złamał kręgosłup i ranił głowę, a kobieta złamała udo. W połowie czerwca inna turystka poślizgnęła się w rejonie Grzędy pod Rysami i poważnie uszkodziła nogę. Tydzień wcześniej zginął tam dobrze przygotowany i wyposażony w raki i czekan 34-letni turysta.

    Choć zaczęło się lato, na stokach Tatr wciąż zalega sporo śniegu. TOPR ostrzega, że w związku z tym wyprawy w wyższe partie gór mogą okazać się trudne. Szczególnie poruszanie się po północnych stokach może wymagać zimowego sprzętu, takiego jak raki i czekany, oraz umiejętności posługiwania się nim.

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    • Taternik
      01.07.2014 15:27
      Najprościej kogoś nazwać debilem A tak naprawdę nie wiedząc co to znaczy Pogoda była rzeczywiście zła do wyjścia ale są tacy którzy potrafią się bezpiecznie poruszać po górach mimo trudnych warunków pogodowych Temu młodemu chłopakowi zabrakło rzeczywiście rozsądku i podjęcia decyzji o wycofaniu się Chciałbym żeby to była nauka nie tylko dla niego ale dla wszystkich miłośników gór którzy nie zawsze zdają sobie sprawę z niebezpieczeństwa jakie pojawia się w momencie przebywania w górach wysokich I niech się to nie kojarzy z takim określeniem jakie użył poprzednik lecz zostanie odebranie jako poważny sygnał że w górach nie trudno o wypadek On na pewno będzie długo wspominał tą sytuację i ostrzegał innych o zagrożeniu jakie niesie chodzenie po górach nawet po ogólnodostępnych szlakach
    • Alpejski
      01.07.2014 20:07
      Czytam te komentarze z ogromnym zdziwieniem. Niektórzy mają chyba sporo frajdy z nieszczęścia innego człowieka.

      Uczestniczyłem w czterech ciężkich akcjach po turystów. W jednej z nich, uczestniczyło ponad 40 ratowników z GOPR-u, Horskiej służby, oraz wielu wspinaczy. Turyści spadli z na słowacką stronę. Popełnili wiele błędów, które można by nazwać głupotą. Ale drodzy internetowi komentatorzy! Nikomu z tych 40 ratowników nie przyszłoby do głowy, aby zrobić choć głupią minę wobec tych których ratowaliśmy i nikt nie pisnął złego słowa.

      Myślę, że i dziś, żaden z ratowników nie poprze Waszych głupawych komentarzy pisanych z pozycji zapierdziałego fotela!

      W języku niemieckim jest takie określenie „Schadenfreude”, czyli radość z nieszczęścia innego człowieka. Dotyczy w szczególności różnych frustratów, którzy własne niepowodzenia kompensują sobie agresją wobec innych, których dosięgło nieszczęście. To obrzydliwe typki.

      Pomoc w górach nie musi być darmowa. Już Słowacy od dawna wzorując się na alpejskich rozwiązaniach wprowadzili, zasadę: idziesz w góry miej ubezpieczenie. Nie masz? Ratujemy cię, ale potem ty sam płacisz. Wszędzie to funkcjonuje - w Polsce jak zwykle tylko jałowe dyskusje i okazja, aby obsobaczyć bliźniego. Brrrr...
    • beta
      02.07.2014 12:29
      Od ponad 20 lat chodzę po górach. I czytając komentarze o tym jaki to był debil, zastanawiam się czy Ci którzy piszą takie rzeczy kiedykolwiek sami byli w górach. W prawdziwych górach nie na Krupówkach i w hotelu.
      Pamiętam swoje podejście na Rysy: przepiękna słoneczna pogoda ale kiedy już byłam na szczycie zaczęło kropić i zobaczyłam zbliżającą się burzę. Nie ma się gdzie schować, zejście po łańcuchach cztery litery ściskałam ze strachu. Nie było to moje jedyne podejście podczas którego zmieniała się pogoda. Tego nie przewidzisz.
      Co prawda o zalegającym śniegu w wysokich Tatrach mówi się ostatnio. Wiem jednak z własnego doświadczenia że wypadek nie musi być efektem głupoty. Właśnie w taką pogodę podchodziłam kiedyś pod Małołączniak. Wystarczyła chwila nieuwagi i wisiałam nad przepaścią. Dzięki Bogu nie skończyło się lądowaniem na dnie czeluści i udało mi się wydostać z powrotem na szlak. Pamiętam to do dziś, ale nie uważam za głupotę. Czasem to po prostu chwila nieuwagi.
      Z drugiej strony widziałam w górach ludzi którzy szli w sandałach, bo "szlaki w górach powinny być przygotowane dla turystów" i to już jest głupota i debilizm.
      Z jeszcze innej strony kiedy wchodziłam na Kościelec marzył mi się choćby o kawałek łańcucha czy klamerki:)
    • Alpejski
      02.07.2014 12:55
      Wartości jakie stały za ludźmi, którzy w 1909 roku zakładali TOPR są, jak widać po wpisach, wielu wyżywającym się tu dyskutantom obce.

      Nie dziwi mnie to szczególnie. Wszak Mariusz Zaruski, dr Kazimierz Dłuski, Stanisław Barabasz należeli do moralnej i intelektualnej elity. Wizją Zaruskiego był rodzaj humanitarnego zakonu z wojskową dyscypliną. Wizja świata tego wybitnego humanisty, malarza i poety, choć z wykształcenia matematyka, przesączona była głębokim idealizmem i romantyczną tęsknotą za czystymi intencjami i motywacjami w działaniach, zarówno tych banalnych codziennych, ale też tych rozgrywających się w scenerii surowej górskiej przyrody. „Walka z surową przyrodą jest jednym z najtęższych czynników, tworzących dzielne charaktery” pisał w swojej książce „Na bezdrożach tatrzańskich”.

      Gdy zakładano TOPR po górach chodzili, prawie wyłącznie, ludzie bardzo bogaci mimo to ratownicy działali na zasadach dobrowolności i bezinteresownie. Jedynym przymusem było złożenie przysięgi i przymus moralny wynikający z jej złożenia. Przypominam jej treść, przypominając, że słowo honor w ówczesnych realiach coś jeszcze oznaczało, najczęściej życie. Dla ludzi, którzy go utracili nie było miejsca na salonach i w stowarzyszeniach. A słowa przysięgi były i są takie:
      „dobrowolnie przyrzekam pod słowem honoru, że póki jestem zdrów, na każde wezwanie naczelnika lub jego zastępcy – bez względu na porę roku dnia i stan pogody – stawię się w wyznaczonym miejscu i godzinie odpowiednio na wyprawę wyposażony i udam się w góry według marszruty i wskazań naczelnika lub jego zastępcy w celu poszukiwań zaginionego i niesienia mu pomocy”.

      TAK WIEC PANOWIE na służbie, HATERZY I TROLLE INTERNETOWI /Tutek, Odpowiedz, opinia, cytat/ WIECEJ POKORY WOBEC RZECZYWISTOSCI KTOREJ BEZ ZMIANY SWOICH ETYCZNYCH PREFERENCJI NIGDY NIE ZROZUMIECIE I NIGDY DO NICH NIE DOROSNIECIE!
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół