• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Jak dodawać do ognia?

    dodane 01.05.2014 00:00

    Plan jest taki: rano Msza św., potem słowo proboszcza o małżeństwie i wykład o wychowaniu. Najmłodsi brykają w sali obok, starsze dzieci mają swój klubik. Wszystko dla rodziny.

    Przedpołudnie, druga niedziela miesiąca. Spory kościół MB Królowej Aniołów na Bemowie pęka w szwach. Dzieci wbiegają na schody prezbiterium, uśmiechając się z daleka do rodziców. Po Eucharystii kilkadziesiąt par z pociechami trafia do domu parafialnego. Młodsze dzieci pod bacznym okiem kilku opiekunów będą kolorować, śpiewać i brykać po kolorowych materacach, pięciolatki i starsze pójdą do oratorium na klubik biblijny z siostrą Patrycją.

    Klamka zapadła

    W sali konferencyjnej ks. proboszcz Rafał Kamiński rozpoczyna katechezę. Mówi, że małżeństwo to jedyny sakrament, którego kobieta i mężczyzna udzielają sobie sami. Przypomina, że należy szanować pasje i inność współmałżonka, ale stanowczo reagować, gdy ten spędza cały weekend przed telewizorem. – Kiedy jest ostatni moment, by uciec sprzed ołtarza? – zaskakuje pytaniem. Poprawna odpowiedź nie pada, wiec proboszcz wyjaśnia. – Przed pytaniem: „Czy chcecie dobrowolnie i bez żadnego przymusu zawrzeć związek małżeński?”. Po odpowiedzi klamka zapada – mówi. Dodaje jeszcze, że w związku dwojga ludzi trzeba szukać dobra całej pary. – Nic nie jest dane raz na zawsze. Jak się nie dodaje do ognia, to on zgaśnie, prędzej czy później – kwituje. Rodzinne Świętowanie Niedzieli to inicjatywa świeckich. – Przyszły do mnie młode małżeństwa, które uczestniczyły w takich spotkaniach w Starych Babicach i w Ursusie. Ucieszyłem się bardzo, bo o rodzinę, która jest teraz zagrożona, trzeba szczególnie się troszczyć. Gdy jest atakowana dziwnymi pomysłami, musimy ją dowartościować – mówi proboszcz.

    Kara czy dyscyplina?

    Wśród zaproszonych gości był już Janusz Wardak, w planach jest ks. Piotr Pawlukiewicz i przedstawiciele Obywatelskiej Inicjatywy Rodzin. Dziś reportażysta Henryk Dedo mówi o różnicach między karaniem a dyscyplinowaniem dzieci. I padają cenne myśli: „Dyscyplina wypływa z miłości, kara zakorzeniona jest w gniewie”, „Dyscyplina kształtuje wolę dziecka, kara łamie ducha dziecka”. Co kilka minut do sali przychodzi jakiś maluch. Chce tylko sprawdzić, co się dzieje z rodzicami, popatrzeć w oczy, przytulić się lub posiedzieć chwilę na kolanach. Henryk Dedo tłumaczy, że dzieci do prawidłowego rozwoju potrzebują kontaktu wzrokowego, dotyku i skoncentrowanej tylko na nich, choć przez chwilę, uwagi. Na koniec wymienia cechy mądrej dyscypliny: konsekwencja, nieużywanie rąk, opanowanie w reakcji, odpowiedzialność za słowo, bycie dobrym przykładem. I nieprzerzucanie odpowiedzialności na współmałżonka. – Dziś wiele osób gubi się w swojej małżeńskiej roli, bo powszechne dziś „wzorce” kobiety i mężczyzny wprowadzają zamęt w głowach młodych ludzi – mówi Remigiusz Knych, jeden z organizatorów spotkań. – Postanowiliśmy więc działać edukacyjnie. Ale nie tworzymy zamkniętej wspólnoty. Tuż przed godz. 13 przychodzi czas na rozmowy kuluarowe, degustacje domowych ciast i bieżące ogłoszenia. Część osób się już zna. Ci, którzy przyszli pierwszy raz, bacznie obserwują. Ale wygląda na to, że staną się stałymi bywalcami Rodzinnego Świętowania Niedzieli.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół