• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Zróbmy film o Pileckim

    Piotr Legutko

    |

    GN 34/2013

    dodane 22.08.2013 00:15

    Każdy z nas może przyczynić się do powstania dokumentu o jednym z największych polskich bohaterów.

    Koszt realizowanego właśnie pełnometrażowego, fabularyzowanego filmu dokumentalnego to 214 tys. złotych. Niewiele, jak na tego typu produkcje. W ramach zbiórki publicznej, prowadzonej głównie poprzez internet, udało się dotąd uskładać 85 tys. złotych. – I pewnie całej potrzebnej kwoty tą drogą nie zbierzemy, bo ministerialna zgoda na zbiórkę mija we wrześniu. Potem będziemy musieli kołatać do sponsorów. Ale film na pewno powstanie, jesteśmy w tej sprawie zdeterminowani – zapowiada Bogdan Wasztyl, reporter i producent odpowiedzialny za „Projekt Pilecki”.

    Znajdźcie bezpieczniejszy temat
    Idea filmu narodziła się w 2009 roku w Oświęcimiu, gdzie pamięć o rotmistrzu Pileckim ma wymiar szczególny. Stowarzyszenie Auschwitz Memento od początku było przygotowane na „długi marsz”. To nie są nowicjusze, od lat walczą o prawdę historyczną. Nie jest łatwo ich zniechęcić czy zaskoczyć. Projekt wspólnie tworzą historycy i doświadczeni dziennikarze, którzy w ciągu trzech lat zrealizowali pięć historycznych filmów dokumentalnych. Wszystkie były emitowane w TVP (dwa z nich w najbliższym czasie pokaże również Planete), ze wsparciem środków publicznych. Co ciekawe, na film o Witoldzie Pileckim nie udało się znaleźć pieniędzy ani w agendach Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, ani w Ministerstwie Obrony Narodowej, ani w urzędach marszałkowskich, ani w Urzędzie do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. – Widocznie nasze państwo poprzez swoich urzędników uznaje, że Witold Pilecki nie jest wzorcem osobowym godnym propagowania w Europie XXI wieku – mówi z goryczą Bogdan Wasztyl.


    Dlaczego tak się dzieje? Problemem może być… kontekst obozu. – Kilkakrotnie rozmawiałem z jednym z najwyższych urzędników w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej o tym projekcie. Pozbawił mnie złudzeń, że PISF może być instytucją, która go sfinansuje. – Proszę się trzymać z daleka od Auschwitz. Znajdźcie sobie jakiś bezpieczniejszy temat…– przekonywał.

    Poseł nie może
    Wtedy twórcy filmu postanowili zupełnie zmienić strategię. Odwoływać się do ludzi, a nie instytucji. Pilecki to taka postać, która winna być wzorem dla wszystkich, bez względu na przekonania. Dlatego postawiono na zbiórkę od osób fizycznych, promowaną głównie poprzez portale społecznościowe. Największa dotychczasowa wpłata to 10 tys. zł od pana Janusza, inżyniera z Łodzi. – Poznaliśmy się bliżej. Chciał wiedzieć, czy może nam zaufać. Mogę powiedzieć, że ostro nas przećwiczył i pomógł w uporządkowaniu projektu – wspomina B. Wasztyl. Było też sporo wpłat po kilka tysięcy, ale najwięcej po kilkaset złotych. Projekt jest bardzo popularny na Facebooku, ma 5 tys. fanów, ale wirtualne „lajki”, niestety, nie przekładają się na złotówki.

    Był też pomysł, by odwołać się do posłów i samorządowców. Bo gdyby każdy z nich dał po 100 zł… budżet filmu byłby domknięty. List z taką prośbą dotarł do wszystkich parlamentarzystów (z wyjątkiem tych z Ruchu Palikota). Pozytywnie zareagowało… sześciu posłów, żaden eurodeputowany. Wysłano także 3 tys. mejli do lokalnych liderów. Z podobnym rezultatem. Czasem odpowiadali, że „gmina nie może”, choć w liście podkreślono, że chodzi o pieniądze prywatne i osobiste wsparcie.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół