• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Prof. Hilgers w Polsce

    Tomasz Gołąb

    dodane 13.09.2012 08:35

    Ponad 100 specjalistów, w tym lekarze i pielęgniarki uczestniczą w Instytucie Studiów nad Rodziną UKSW w podwarszawskich Łomiankach w szkoleniu z naprotechnologii, alternatywnej wobec in vitro metody poczęć.

    Kurs prowadzi profesor Thomas W. Hilgers, Amerykanin, który opracował metodę, polegającą na identyfikowaniu przyczyn niepłodności przez obserwację cyklu miesiączkowego kobiety. Dzięki ustandaryzowanej metodzie zapisu wyników takich obserwacji, zwanej metodą Creightona, na świecie poczęły się już tysiące dzieci.

    - Podstawową zaletą tej metody jest jej bezpieczeństwo i zgodność z etyką. W przeciwieństwie do metody in vitro, życie nie jest sztucznie tworzone w szalce Petriego przez technika laboratyjnego. Nie ma mowy o mrożeniu braci i sióstr dziecka. W przypadku naprotechnologii szukamy przyczyn niepłodności, a nie próbujemy jej „obejść” z pomocą sztucznego zapłodnienia, skazując przy okazji 5-15 innych żywych embrionów na śmierć – mówi prof. Thomas W. Hilgers, dodając że naprotechnologia daje znacznie większe szanse na poczęcie dziecka, niż in vitro.

    Według naukowca, naprotechnologia daje 60 proc. szans w ciągu dwóch lat na poczęcie dziecka w przypadku stwierdzonej endometriozy (choroby macicy) i nawet 70-80 proc. w przypadku stwierdzenia policystycznych jajników. W tym samym czasie, potomstwa mogłoby doczekać jedynie 25-30 proc. par decydujących się na uciążliwą i kosztowną metodę In vitro. W Stanach Zjednoczonych leczenie metodą naprotechnologii kosztuje ok. 300 dolarów. Zapłodnienie pozaustrojowe tymczasem – ok. 10-15 tys. dolarów. Metoda in vitro w jednej trzeciej przypadków kończy się ciążą mnogą, a urodzono dzięki niej dzieci znacznie częściej wymagają specjalistycznej opieki lekarskiej. Według prof. Hilgersa, znacznie in vitro powoduje też 2-3 razy większe ryzyko wad genetycznych potomstwa.

    NaProTechnology® to nowa gałąź medycyny odnosząca się do zdrowia kobiety, rozwijana od 30 lat w Narodowym Centrum Zdrowia Kobiet w Instytucie Papieża Pawła VI w stanie Omaha, Nebraska (USA).

    - W USA mamy ok. 9,5 milionów kobiet z problemami układu rozrodczego, które nie mogą zajść w ciążę. 80 tys. z nich skorzysta zapewne z In vitro, ale to nie spowoduje, że będą zdrowe. Tymczasem moja metoda pozwala im nie tylko wyzdrowieć, ale także cieszyć się tyloma dziećmi, iloma będą chciały – mówi prof. Hilgers.

    NaProTechnology® identyfikuje i leczy także wiele innych schorzeń z zakresu układu rozrodczego, m.in. nawracające poronienia, zespół napięcia przedmiesiączkowego, torbiele jajników, czy depresję poporodową.

    Prof. Thomas Hilgers przeszkoli w Łomiankach pod Warszawą (Wydział Studiów nad Rodziną UKSW) około 100 nowych instruktorów i edukatorów metody w zastosowaniu NaProTechnology® w praktyce klinicznej. Pełny kurs trwa 13 miesięcy.

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    • izzy
      13.09.2012 12:04
      Ludzie, to nie jest żadna alternatywa dla in vitro. Jak jest co leczyć, to się leczy, ale są schorzenia, których leczyć i wyleczyć się nie da. In vitro i to potrafi obejść. To zupełnie inne działanie.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół