• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Wielki zderzacz kursantów

    Marta Sudnik-Paluch

    |

    Gość Katowicki 31/2012

    dodane 02.08.2012 00:00

    Ponad 80 proc. kierowców zapina pasy. Pasażerów, niestety, tylko połowa. Co dzieje się podczas zderzenia, uświadamia konstruktor pasjonat.

    Trzeba przetestować, żeby wiedzieć, o czym się pisze – Tadeusz Zdrojewski ruchem ręki zaprasza do symulatora zderzeń, który skonstruował wspólnie z bratem i kolegą. – Ale tylko w pasach – zarzekamy się, bo w końcu czego się nie robi dla dobra sprawy. Niby tylko 15 km/h, a siła uderzenia może zaskoczyć. Po zderzeniu aż dzwonią zęby. – Trzeba było tak szczęki nie zaciskać – uśmiecha się pan Tadeusz.

    Kosiarka z dzika

    Symulator zderzeń powstał w warsztacie samochodowym, na pozór zwykłym punkcie napraw w Wodzisławiu Śląskim.

    – Z propozycją skonstruowania takiego urządzenia zwrócili się do mnie właściciele Ośrodka Szkolenia Kierowców „Jazda Orlik”. Naprawiają u nas samochody, od tego się zaczęło – wyjaśnia Tadeusz Zdrojewski. – Symulator był naturalną kontynuacją naszych dotychczasowych działań. Zaczęło się od alkogogli, które prezentowaliśmy kierowcom podczas różnych festynów. Później był symulator dachowania – wyjaśnia Sabina Orlik, właścicielka OSK. – Myślę, że to najlepszy sposób, żeby uświadamiać, na jakie niebezpieczeństwa można się narazić przez swoje postępowanie za kierownicą. Niestety, symulatory okazały się bardzo drogie. I tu z pomocą przyszedł pan Tadeusz i jego talent konstruktorski. – Jako młody chłopak z tatą i bratem przerabiałem ciągnik, popularny dzik 21, na samojeżdżącą kosiarkę. Udało się i służyła nam przez wiele lat – wspomina swoje pierwsze dzieło. Mimo że z wykształcenia jest górnikiem, od zawsze pasjonował się motoryzacją. – Zacząłem od naprawiania własnego samochodu – fiata 126p. Tam psuło się wszystko i to był taki pierwszy test – zapewnia ze śmiechem. O słuszności zamierzeń właścicieli OSK nikt go nie musiał przekonywać. – Jeszcze gdy byłem w wojsku, miałem wypadek samochodowy. Jechaliśmy polonezem. Auto w trakcie wypadku wylądowało na boku, ale dzięki temu, że mieliśmy zapięte pasy, właściwie wyszedłem z tego z kilkoma siniakami – wspomina. Pas z cinquecento Pan Tadeusz skonstruowanie symulatora potraktował jako ciekawe wyzwanie. W opracowaniu szczegółów projektu pomagali mu brat i kolega, który jest ślusarzem. – Trochę oglądaliśmy w internecie, jak wyglądają takie urządzenia – zdradza pan Tadeusz. Do budowy symulatora wykorzystali stalową konstrukcję specjalnie zespawaną, siedzenie z rozbitej mazdy i pas ze starego cinquecento. – Musieliśmy zamówić specjalne koła, które zostały wytoczone z myślą o nas, żeby wszystko działało bez zarzutu – dodaje konstruktor. Najpierw symulator testowali pan Tadeusz i jego koledzy. – Nie sądziliśmy, że uderzenie będzie tak silne. Chociaż zakładaliśmy, że oddziaływanie sił będzie mocne, ponieważ nasza pochylnia jest nieco wyższa od tych, które dotychczas widzieliśmy – przyznaje. Wszystko po to, by uświadomić kierowcom i pasażerom, co dzieje się w momencie wypadku. – Kierowca ma jeszcze szansę się przygotować, bo kontroluje sytuację na drodze i jest zaparty o kierownicę. Ale pasażer, który jedzie bez zapiętych pasów, nie ma szans utrzymać się na miejscu. Zwłaszcza że często jest nieprzygotowany na zderzenie, bo albo bawi się telefonem, albo rozmawia. Coraz więcej dzieci ogląda bajki wyświetlane na monitorach przymocowanych do zagłówków foteli. To wszystko sprawia, że w momencie zderzenia są właściwie bezwładne – dowodzi pan Tadeusz. Już przy prędkości, jaką rozwija symulator, osoba nieprzygotowana na zderzenie może wypaść z fotela. Co stanie się dalej z urządzeniem? Jego właścicielem jest „Jazda Orlik”. – Chcemy je jak najczęściej udostępniać do testów, żeby kierowcy mieli świadomość zagrożeń. Niestety, nie możemy symulatora umieścić w harmonogramie kursu, ponieważ nie mamy stałego miejsca szkoleń – wyjaśnia Sabina Orlik. Obecne plany zakładają wystawienie symulatora na Zamknięciu Lata w Wodzisławiu Śląskim i Zlocie Motocyklowym w Pszowie pod koniec sierpnia. – Zawsze staramy się zamieścić wcześniej informacje, żeby zachęcić większą liczbę kierowców do testowania – mówi pani Sabina. – Podczas Dni Jastrzębia zainteresowanie było tak duże, że instruktor obsługujący symulator nie miał nawet chwili wytchnienia – dodaje pan Tadeusz z nieskrywaną radością. Film ilustrujący działanie symulatora można obejrzeć na stronie: www.katowice.gosc.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół