• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Niemcy przestaną zabierać polskie dzieci?

    Stefan Sękowski

    dodane 13.07.2012 10:44

    Parlament Europejski napisał raport ws. Jugendamtów.

    - Parlament Europejski wielokrotnie zajmował się sprawa skarg  rodziców, którzy nie są obywatelami Niemiec na Jugendamt za utrudnianie kontaktów z dziećmi. Są to skargi, w których istnieje posądzenie o dyskryminację oraz niestosowanie zasad zawartych w Karcie Praw Podstawowych – mówi europosłanka Platformy Obywatelskiej, Lena Kolarska-Bobińska. Wraz z innymi członkami Komisji Petycji PE opracowała raport na temat działań Urzędów ds. Młodzieży (Jugendamtów) w Niemczech.

    Czemu służy Jugendamt?

    Te instytucje mają w teorii służyć pomocy dzieciom i młodzieży w trudnej sytuacji. W praktyce często nadużywają swojej władzy, wtrącając się w wypełnianie obowiązków rodzicielskich. Ich działalność jest szczególnie szkodliwa dla rodziców-obcokrajowców, którzy rozwiedli się z niemieckim małżonkiem. Wówczas często dochodzi do utrudniania kontaktów z potomstwem i skandalicznych zakazów mówienia z nim w ojczystym języku.

    – To problem, który dotyka nie tylko Polaków, ale także np. Francuzów czy Włochów. Jugendamty bronią się powołując na fakt, iż kwestie, jakimi się zajmują, należą do kompetencji krajowych. To oczywiste, ale to nie może być przykrywką dla łamania praw rodziców – mówi serwisowi Gosc.pl europoseł Prawa i Sprawiedliwości Konrad Szymański.

    Zabrać dzieci z Polski

    Niedawno Jugendamt z Hanoweru zgłosił się do polskiego sądu o… wydanie dwóch chłopców mieszkających w Polsce, dla których znalazł rodzinę zastępczą. Kilka lat temu ich rodzice przyjechali do Niemiec, by, jak twierdzą, „poprawić sobie byt”. Po pewnym czasie Jugendamt odebrał im dzieci ze względu na „złą sytuację rodzinną”. Podczas jednego z widzeń – które były umożliwiane coraz rzadziej – rodzice uciekli z dziećmi do Polski.

    – Niestety to nie jest sprawa precedensowa – mówi ze smutkiem Szymański. – Jugendamty uważają, że mogą obejmować swoją opieką wszystkie dzieci, które urodziły się lub przez dłuższy czas przebywały w Niemczech. To aroganckie zachowanie – dodaje polityk.

    Czas na zmiany

    W raporcie Komisji Petycji PE znajdują się liczne propozycje zmiany funkcjonowania Jugendamtów. – Staraliśmy się ustalić, dlaczego wciąż trafia do nas tak dużo skarg rodziców i dziadków na Jugendamt oraz co można by poprawić w funkcjonowaniu tej instytucji – mówi Kolarska-Bobińska. Europosłowie zalecają m.in. utworzenie odpowiedniego mechanizmu odwoławczego do rozpatrywania skarg, dopuszczenie wszystkich języków oraz tłumaczeń ustnych podczas wizyt rodziców i poprawę warunków, w jakich odbywają się spotkania i umożliwienie ich większej częstotliwości. Ponadto proponuje się stworzenie mechanizmów ułatwiających poruszanie się po niemieckim systemie prawnym, m.in. poprzez stworzenie list dwujęzycznych prawników, którą będą otrzymywali wszyscy rodzice.

    – Rekomendacje idą w dobrym kierunku – komentuje je Szymański. – Niestety, dopóki sami niemieccy politycy nie stwierdzą, że jest to problem, który należy rozwiązać, to nic się nie zmieni – dodaje. A na to się nie zanosi, ponieważ, jak tłumaczy europoseł, wśród niemieckich elit panuje głębokie zaufanie do własnych instytucji i lekceważenie dobrych rad z zewnątrz.

    Przeczytaj informację "Dawid i Daniel zagrożeni odebraniem rodzicom".

    «« | « | 1 | » | »»

    Wybrane dla Ciebie

    • WT
      13.07.2012 11:29
      Działalność jugendamtów budzi skojarzenia z germanizacją polskich dzieci w czasie rozbiorów i IIWŚ.

      Np. w czasie IIWŚ Niemcy uwięzili dziesiątki tysięcy dzieci z Zamojszczyzny i wywieźli do Niemiec. Poddano je germanizacji w ochronkach i niemieckich rodzinach. Ich rodzice zostali wypędzeni z domów, a niektórzy zamordowani. Po wojnie, tylko niewielki procent powrócił do Polski.

      A tak na marginesie. Gdyby polscy urzędnicy odebrali dzieci jednej czy drugiej niemieckiej parze, to po drugiej stronie od razu pojawiłoby się zainteresowanie rozwiązaniem problemu.
      doceń 18
    • Kael
      13.07.2012 12:08

      A na to się nie zanosi, ponieważ, jak tłumaczy europoseł, wśród niemieckich elit panuje głębokie zaufanie do własnych instytucji i lekceważenie dobrych rad z zewnątrz.

       

      A w ktorym kraju jest inaczej? W Polsce o tyle, ze obywatele nie maja zaufania do zadnych instytucji. Choc, oczywiscie, domagaja sie ich perfekcyjnego dzialania.

       

      Krytyka Jugendamt w Niemczech jest. Czesto za ... brak dzialania i niedopilnowanie kryminalnych badz niewydolnych rodzicow.

      Tak jak  polskie MOPSy nie potrafia byc wszedzie, tak i niemieckie ...amty nie potrafia byc idealne.

       

      Kiedy Polska bedzie miala tylu cudzoziemcow,  ktorzy beda chcieli "poprawic sobie byt", a nie beda chcieli opanowac naszego jezyka co Niemcy, to zobaczymy jak armie tlumaczy do kontaktow z naszymi urzedami zapewni nasze panstwo.

      Niekoniecznie z powodu zlej woli.

       

    • Adam2
      13.07.2012 20:17
      Relikt germanizmu i Rzeszy nazistowskiej.
    • Adam2
      14.07.2012 12:59
      Mój komentarz z dnia wczorajszego o treści-'Relikt germaństwa i Rzeszy nazistowskiej' nie został przez Redakcję zamieszczony.

      Myślę,że z powodów braku uzasadnienia i ,być może,aby nie urazić uczuć niemieckich.

      Niemniej uważam,że działalność Jugendamtów jest następstwem filozofi=Deutschland,Deutschland uber alles in der Welt,oraz pojęcia'podludzi'untermensch'.
      Szczególnie do Polaków.

      Stosowanie sankcji w stosunku do Rodziców -Polaków,za to że ich dzieci rozmawiają w domu, w Niemczech, po polsku, a nie po niemiecku
      ,jest uzasadniane,że dzieci będą miały zdecydowanie mniejsze szanse rozwojowe.

      Jest to nieprawdą.Znajomość,dobra,innych języków,jest podwyższeniem poczucia swojej wartości,swoich szans rozwojowych i ambicji młodziezy i rodziców.

      Natomiast ich szykanowanie jest poniżanim ludzkiej wartości i spychaniem na społeczny margines.

      Działanie urzędników Jugendamtów w stosunku do polskich dzieci i rodzicow przypomina praktyki dyskryminacyjne i wynaradawiające Polaków w czasie ostatniej wojny, a także czasy Bismarka,Kulturkampfu i Hakaty.

      Nie spotkałem się z takimi zakazami w odniesieniu do Francuzów,Duńczyków,Holendrów i innych ,mieszkających w Niemczech na terenach przygranicznych.

      Tam znajomość języka ojczystego jest oczywistym plusem i jest premiowana zawodowo i społecznie.

      W Polsce taka działalność dyskryminacyjna w odniesieniu do obcokrajowców jest niedopomyślenia.

      Myślę, że powyższe uzasadnienia umożliwią zamieszczenie komentarza,tym bardziej,że bez przeszkód zamieszcza się komentarze osób zamieszkujących w Niemczech,reprezentujące poglądy części społeczeństwa niemieckiego, o podobnym nastawieniu jak urzędnicze Jugendamty.

      Pojednanie pomiędzy Niemcami i Polakami winno polegać na zasypywaniu wzajemnych uprzedzeń, a nie na podsycaniu zadawnionych negatywnych poglądów i działań.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół