• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Osieroceni siedem lat temu...

    Agata Puścikowska

    dodane 02.04.2012 11:03

    Dziś wieczorem, o 21.37, zapalmy świeczkę. I pomódlmy się za Jego wstawiennictwem - za nas...

    Było trochę jak w dziwnym i smutnym śnie. Wszyscy wiedzieli, że TO nieuniknione. A jednocześnie, mieliśmy nadzieję. Cień nadziei. To tak, jakby umierał ojciec: wiesz, że umrze. Ale do ostatniej chwili przytrzymujesz go myślami i własną wolą przy życiu...

    Siedzieliśmy w domach, przed telewizorem, w zupełnej ciszy, skupieniu. Wszyscy razem, a każdy osobno. To trochę tak, jakbyśmy byli tam, w Watykanie, przy Jego łóżku. Jedyny taki przypadek w historii chyba. Dziwna i jedyna w swoim rodzaju rola szklanego pudełka... 

    Była sobota. A im późniejsza godzina, tym ciszej. Gdy padły słowa, że "odszedł do domu Ojca", jakoś wszyscy wstali. Kamienna cisza. Ogromny ból w sercu, łzy. 21.37. Co będzie dalej?

    Najpierw było "Santo subito!". Miliony, miliony zniczy - al. Jana Pawła II, intuicyjnie wybierana przez mieszkańców Warszawy na miejsce modlitwy, miała dosłownie kilka stopni ciepła więcej niż pozostałe ulice. Plac. Piłsudskiego - skąd "zstąpił Duch i odnowił oblicze tej ziemi" - dosłownie płakał.

    Kwiaty, kwiaty, kwiaty. Wszędzie. I modlitwa. I przede wszystkim wszechogarniające poczucie osamotnienia, osierocenia wręcz. Kto zajmie Jego miejsce?

    Pogrzeb. Wielu z nas tam było. Szczęściarze. Inni przed telewizorem, również zatopieni w modlitwie i żałobie. I zamykająca się Księga. Jak czysta poezja, i piękno. Jakby wyreżyserowany scenariusz. Od początku, do końca. Tylko nie przez człowieka.
    I tyle wielkich słów wypowiedzianych głośno, publicznie. Przez polityków, ludzi znanych z pierwszych stron gazet. I tyle wielkich słów - pomyślanych przez nas wszystkich, maluczkich. Że przyrzekamy, ślubujemy. Że wszysko się zmieni. Jak dzieci, które obiecują poprawę. A większość z nas, chyba naprawdę w nią uwierzyła.

    Co nam zostało z tych lat? Czasem można odnieść wrażenie, że Ojciec Jan Paweł stał się lekko uśmiechniętym błogosławionym z obrazka. Wspomnieniem miłego tatusia. A obrazka, wspomnienia, nie traktuje się przecież poważnie, nie kieruje obrazkowym nauczaniem. I jakoś tak się porobiło przez tych siedem lat, że trudno nawet przypomnieć sobie atmosferę tamtych dni. Trudno też poznać ten Jego ukochany kraj nad Wisłą. Tak się zmienił. Trudno poznać nas wszystkich...

    Niektórzy mówią: to efekt zerwanej smyczy. I że "można się było domyślić". Ale to niedorzeczne: On nigdy nie był złym treserem... Inni twierdzą, że to efekt opuszczenia. Taka autodestruktywna choroba sieroca. Jeśli tak jest w istocie, to dziwne błądzenie sierotek najbardziej zaszkodzi im samym (nam!). I tylko można mieć nadzieję, że kiedyś ustąpi... I że chociaż jedną piątą tego, co sobie obiecywaliśmy, wcielimy w życie. Kiedyś...
    Czasami zbuntowani (sami nie do końca wiedząc, przeciwko komu i czemu), jak również nadal osieroceni i zagubieni, dziś wieczorem, o 21,37, chociaż zapalmy świeczkę. I pomódlmy się za Jego wstawiennictwem - za nas.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • refleksja
      02.04.2012 20:19
      Ja nie czułem ani osierocenia ani też nastroju świątecznego, ponieważ wiedziałem wcześniej, że JPII umrze, w wizji.
      Oglądając serwisy informacyjne, dopóki jeden z dziennikarzy nie stwierdził - proszę państwa, papież umiera, WIEDZIAŁEM, że już odszedł wcześniej (01.04). Przyjmijmy jednak datę oficjalną, że zmarł 2 kwietnia, to nie ma znaczenia.
      W tych dniach, kiedy sepsa zaatakowała wyczerpany organizm JPII pomyślałem - to początek szybkiego końca. Pomyślałem też, że kończy się opoka, gdy Karol Wojtyła rozpoczynał swój pontyfikat w czasam realnego komunizmu, w którym funkcjonował, a odszedł w zupełnie zmienionym świecie, jakże różnym od tamtych czasów, w świecie przemian gospodarczych, przemian kulturowo-społecznych, w świecie szybkiego przepływu informacji dzięki internetowi.
      Epoka JPII skończyła się definitywnie, odeszła w przeszłość, ci co sądzili, że śmierć papieża zmieni oblicze Polski mylili się. Polska jest zupełnie innych krajem niż 7 lat temu, wyrastają pokolenia, które nie są związane z minionym pontyfikatem, uczuciowo, emojonalnie i przez wiarę. Te nowe pokolenia same, indywidualnie, a nie masowo, dokonują wyborów życiowych jakie im odpowiadają.
      Obserwując w tamtych dniach zachowania biskupów, najbardziej utkwiła mi w pamięci postawa prymasa Glempa, który był w podróży na drugiej półkuli. Nie przerwał natychmiast pobytu tam, aby być z wiernymi, pojawił się gdy było po wszystkim, dopiero wtedy wziął udział w uroczystościach w Warszawie na placu Piłsudskiego.
    • jaski
      03.04.2012 00:30
      To osierocenie jest dzisiaj po siedmiu latach. Teraz nie masz takiej atmosfery jak wtedy.
    • Singer
      03.04.2012 00:43
      "...zapalmy swieczke i pomodlmy sie do niego"-(JPII). Jezus uczyl nas czegos innego,uczyl nas ,ze modlic powinnismy sie do naszego Stworcy,do naszego Ojca Swietego w niebie,a papiez jest tylko stworzeniem.
    • k.
      03.04.2012 07:54
      Pomódlmy się DO niego?! to sprzeczne z chrześcijaństwem. Jak będziemy szerzyć takie opinie, to nas, katolików już całkiem zaszufladkują. Niefajnie.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół