Duch wieje po to, żeby ludzie nie wiali.
Kilka lat temu zawiozłem znajomych na Mszę z modlitwą o uzdrowienie. Pojechałem tam beznamiętnie jako kierowca. Jednak moja obojętność znikła już w progu wypełnionego ludźmi kościoła. Nie umiałem sobie tego wytłumaczyć, bo grzmotnąłem na kolana i nie miałem ochoty wstawać. Coś było w powietrzu. I w ludziach też to było. Niby zwykli, a jednak jakoś mi bliżsi. Słowa księży na ucho takie same, ale trafiające w samo serce, śpiewy mocniejsze niż zwykle, modlitwy znane na pamięć, a brzmiące nowo. I wszystko razem jakieś… prawdziwsze.
Gdy wychodziłem z kościoła, czułem, że we mnie się coś uzdrowiło, choć ani się tego spodziewałem, ani tego oczekiwałem. Z innymi było chyba podobnie. Niektórzy zostali uzdrowieni fizycznie, ale chyba nawet dla nich nie było to takie ważne. Istotne dla wszystkich było to, co stało się w środku.
Ludzie, których znam, a którzy przeżyli takie dotknięcie łaski, z reguły chcą się modlić we wspólnotach i tam widzą, czym naprawdę jest Kościół. I są nim zachwyceni. Jak zwykle też w takich razach znajdują się Bóg-macherzy, którzy twierdzą, że Bóg tak wyraźnie objawiać się nie może. – To gorszące, żeby ludzie, wskutek modlitwy o uzdrowienie, tak po prostu odzyskiwali zdrowie! – oburzają się. Jak to może być, żeby Duch Święty działał jak w Wieczerniku i jakim prawem dzieje się to samo, co w Dziejach Apostolskich?
A przepraszam – dlaczego miałoby się to nie dziać? Czy Jezus nie zapowiedział znaków mocy, towarzyszących tym, którzy uwierzą? Skoro Duch zaskoczył nawet apostołów w Wieczerniku, dlaczego miałby nas nie zaskakiwać?
Krzywią się nadobni kodyfikatorzy objawów wiary, że to tylko „akcje” i zalecają „pracę u podstaw”, nie wiedząc, że spotkać żywego Jezusa to jest właśnie podstawa.
A że tam ludzie dla zdrowia idą, a nie dla Jezusa? Ależ to świetnie! A za Jezusem dlaczego szli? Bo uzdrawiał! W piątek, świątek i w szabat, nieraz nawet hurtem. A gdy spotkał nieboszczyka, to go wskrzeszał. Co za raj dla grabarzy: jednego klienta mogli chować dwa razy. Rzecz w tym, że ludzie za Jezusem poszli. Bo rozmnażał chleb, uciszył burzę, uleczył z trądu, chodził po wodzie, wszystko jedno – ale poszli! A gdy poszli, usłyszeli i zobaczyli Go. Znaleźli się w strefie nieprawdopodobnej łaski. Gdy ślepi odzyskiwali wzrok, głusi słuch, a paralitycy sprawność, zyskiwali przede wszystkim Jezusa. Oni wiedzieli, kim On jest, bo zobaczyli, co robi. To DZIAŁAŁO.
I dziś jest czas działania. Nienawidzących Kościół ludzi, którzy są zgorszeni antyświadectwem katolików albo otumanieni kłamliwą propagandą, nie da się przekonać argumentem. Nawet go nie usłyszą, bo zanim dotrze do ich mózgów, już zdążą go szyderczo skomentować i kliknąć „wyślij”. Dziś nie mniej niż w czasach apostołów trzeba znaków mocy. Trzeba porwanych wichrem Ducha chrześcijan, trzeba żywej Ewangelii. Ludzie muszą usłyszeć Słowo Boże, które przetnie, a nie zmiażdży, rozsądzi, a nie potępi. Muszą spotkać żywego Jezusa, a nie Jego lukrowany obrazek. To jest ewangelizacja. Tak stara, że aż nowa.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Przeczytaj komentarze | 1 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
wszystkie komentarze >