Tomasz Rożek
Kto zyska na dłuższej pracy? Czy na pewno emeryci?
Rząd przed wprowadzeniem zmian dotyczących wieku emerytalnego obiecał konsultacje społeczne. W naszych (polskich) warunkach słowo „konsultacje” nie jest trafne. Bliższe prawdzie byłoby raczej „powiadomienie”. PO – PSL „konsultują” się tylko wtedy, gdy słupki sondaży lecą w dół.
Rząd chce, by docelowo wszyscy pracowali do 67 roku życia. I przekonuje, że to da budżetowi państwa oszczędności w wysokości 570 mld zł (do 2040 roku). I znowu nieporozumienie słowne. Nie oszczędności, tylko dochody. Jeżeli rząd podnosi podatki, to nie ma w związku z tym oszczędności, tylko ma wyższe dochody. Oszczędności byłyby wtedy, gdyby rząd np. zmniejszył administrację. Albo gdyby przestał dotować młodych emerytów mundurowych. Już sam fakt, że rząd mówi o tym, że budżet państwa będzie zasobniejszy, budzi moje zastanowienie. Bo myślałem, że pieniądze z dłuższej pracy trafią do tych, którzy dłużej pracują, a nie do wspólnego worka. No przecież wyższa emerytura, a nie więcej pieniędzy do wydania w Warszawie, jest argumentem, który ma nas, obywateli, przekonać do dłuższej pracy.
Ekonomiści Instytutu Badań Strukturalnych policzyli, co można by zrobić za kwotę 570 mld złotych:
- zbudować ponad 1000 km autostrad
- utrzymać trzy Uniwersytety Harvarda, wraz z kadrą naukową, sprzętem i stypendiami dla studentów
- sfinansować najnowocześniejszą kurację białaczki dla wszystkich chorych w Polsce
- sfinansować 3 posiłki dziennie dzieciom w szkole
- zapewnić opiekę wszystkim podeszłym osobom w Polsce.
To tylko niektóre pomysły. Wydawać pieniądze jest łatwo. Tym bardziej, jak to pieniądze nie swoje (tylko emerytów). Oby nie skończyło się jednak na:
- ciągłym powiększaniu administracji
- zaciągnięciu jeszcze większych długów, za które trzeba płacić gigantyczne odsetki
- pożyczeniu pieniędzy bankrutującym krajom strefy Euro
- przepłacaniu za surowce energetyczne.
Ten scenariusz się już sprawdza. Administracja puchnie, za gaz przepłacamy, odsetki nas dobijają a mimo tego chcemy pożyczać, bo ktoś w Brukseli poprosił. Nie mam nadziei na refleksję ze strony polityków. Mam nadzieję na refleksję ze strony wyborców.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Przeczytaj komentarze | 12 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
ZUS już dawno jest zadłużony i to na grube miliardy (częściowo nawet w komercyjnych bankach!). W ramach "oszczędności" zwiększa zatrudnienie podpisuje nowe kontrakty z Asseco (za prawie miliard PLN), a Prezes Derdziuk i sam ZUS otrzymują kolejne nagrody - czyli jest wspaniale! Titanic rządzi! I wszystko to po to, żeby na pięć lat życia (jakie mężczyźnie statystycznie zostanie), otrzymał on 60% swojej ostatniej pensji (jak bardzo dobrze pójdzie!), a jakie są pensje w Polsce, to wszyscy wiemy. A więc tylko gratulować wszystkim przyszłym emerytom "luksusów" na emeryturze (jeżeli szczęśliwie jej doczekają)...
NIC!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
czyli tylko obiecanki cacanki.....
po ponad 43 latach pracy na 21 miesięcy przed emeryturą dowiaduje się że mam pracować jeszcze dłużej...ciekawe co będzie dalej...
a co będą mieli obecni dwudziestolatkowie jak w wieku 67 lat będą mieli przepracowane 20 lat...
bo byli 20 lat na bezrobociu...niech rząd pomyśli o nich, w nich jest przyszłość, a nie testować społeczeństwo ile wytrzyma...
to jest eutanazja NARODU POLSKIEGO w najczystszej postaci....
a straszenie że nie będę miał emerytury...
a gdzie są pieniądze wpłacane na fundusz emerytalny które wypracowałem???
na tym przykładzie mam pewność że należy pracować do śmierci i najlepiej wystrzelić się w kosmos żeby rodzina nie miała kosztów...
Nie czuję się odpowiedzialna za to, iż nasze społeczeństwo się starzeje.
Urodziłam 4 dzieci, ani dnia nie byłam na urlopie wychowawczym, zaraz po macierzyńskim do pracy, nie biorę zwolnień lekarskich na dzieci.
Wychowanie 4 dzieci to spory wysiłek zarówno pod względem finansowym (ja nie pojadę na wycieczkę zagraniczną, nie kupuję perfum, nie robię paznokci u kosmetyczki, nie jeżdżę do SPA, a te przyjemności i inne byłyby dla mnie dostępne, gdybym miała jedno dziecko) jak i organizacyjnym (wstawanie do dzieci w nocy, pranie codzienne albo i dwa razy dziennie, odbieranie ze szkoły, przedszkola, wywiadówki, zebrania, dziecięce choroby, kłótnie między rodzeństwem, wychodzenie z nimi na spacer, ubieranie zwłaszcza zimową porą itp, itd).
Państwo chce mnie ukarać dłuższą pracą za to:
1) iż ktoś wcześniej wypuścił 50latków na emeryturę (czytaj: emeryturę, nie rentę chorobową)
2) część małżeństw z premedytacją jest małodzietna, bezdzietna lub woli psa czy kota zamiast sprawić rodzeństwo dzieciom
3) jakieś kobiety chcą się realizować, chcą robić karierę, szkoda im figury itd; powodów wiele, aby nie mieć dzieci lub mieć ich mało, odpowiedzialni za stan naszej demografii są ci wszyscy ludzie, którzy mają mniej niż 3 dzieci - pomijam poważne względy medyczne, żadne inne nie są wytłumaczeniem, ani finanse ani nic (moja 6-osobowa rodzina mieszka w dwupokojowym mieszkaniu (niecałe 42 m) i tak zostanie, bo nie stać nas na kredyt, aby kupić większe; dziatkowie nie pomagają mi przy dzieciach, ani żadna ciocia, sami z mężem borykamy z problemami dnia codziennego
Prawdziwym argumentem za podniesieniem wieku emerytalnego jest "nie zadłużajmy się jeszcze bardziej na konto młodych" (inna sprawa, że dalsze zadłużanie uniemożliwia Konstytucja).
Zatem na podniesieniu wieku emerytalnego zyskają przede wszystkim:
- osoby najmłodsze, bo długi, które zostawią im rodzice/dziadkowe będą trochę mniejsze
- wszyscy obywatele, bo bez jakiś zmian nasz system emerytalny w dłuższej perspektywie się po prostu zawali (zabraknie pieniędzy na wypłatę emerytur)
wszystkie komentarze >