• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Modlitwa, zabobon, niewiara

    ks. Tomasz Horak

    |

    GN 48/2011

    dodane 01.12.2011 00:15

    Zaciśnięta na różańcu dłoń to też modlitwa. Położony obok siebie różaniec jest przecież tym samym.

    Widywałem ją nieraz z różańcem w ręce. Jako dziecko stawała w kolejce do mikrofonu, by swoją zdrowaśkę zmodlić. Później klęczała poważnie w ławce, prawie dorosła gimnazjalistka. Paciorki różańca przesuwała z namaszczeniem. Modliła się – bez wątpienia. Szczególnie gorliwie, gdy mama poważnie zachorowała. Wtedy różaniec był skrapiany łzami. Lekarze z pomocą modlitwy (a może odwrotnie? – modlitwa z pomocą lekarzy?) wyciągnęli mamę z choroby. Radość z modlitwy wysłuchanej, z mamy, która wróciła do domu, z wiary umocnionej. Różne SMS-y dostaję. Choćby ze szpitala. „Za 10 minut mam zabieg na wyrostek”. To ta sama dziewczyna. I w minionym tygodniu inny, też od niej: „Mam egzamin z jazdy, niech ksiądz trzyma kciuki i się modli”. Następnego dnia: „Oblałam”. Później wysłuchałem relacji: „Wsiadłam. Na półeczce koło kierownicy położyłam różaniec. Egzaminator popatrzył i zaczął się tak dziwnie śmiać”. A potem jakaś sytuacyjna pułapka, no i będzie drugi egzamin. Ale mnie co innego myśl zaprząta. Otóż „trzymać kciuki” zestawione z prośbą o modlitwę. Przesąd zestawiony z wiarą. W tej konkretnej konfiguracji nie widzę nic złego. Przesąd dodaje animuszu, wiara sięga po moc Bożej łaski. Idę dalej za tokiem tego zestawienia. Różaniec położony przy kierownicy... Czym jest?
    A, to zależy. Dla jednego będzie religijnym amuletem, zabobonem. Dla drugiego – modlitwą. Napisałem kiedyś: „zaciśnięta na różańcu dłoń to też modlitwa”. Położony obok siebie różaniec jest przecież tym samym. Kiedy jest amuletem, kiedy modlitwą? Tej różnicy zobaczyć nie można. Ale to jest rzeczywista różnica. Dlaczego egzaminator się zaśmiał? Nie widział wspomnianej różnicy? Nie wiedział, że taka różnica w ogóle istnieje? Być może. Ale być może jeszcze inny był powód – różaniec jest dla niego tylko amuletem, modlitwa zabobonem, a wiara niedorzecznością. Nie wiemy. Ale i takiej interpretacji wykluczyć nie można. Mamy więc ów ciąg zapisany w tytule: modlitwa, zabobon, niewiara. Ze wszystkimi odcieniami pośrednimi – z modlitwą, która miesza się z zabobonem. I z zabobonem, który wyrasta z niewiary. A pewnie więcej jest tych odcieni pośrednich. Bo żadna z tych postaw nie jest tak do końca klarowna w konkretnym człowieku. I każda może przechodzić ewolucję. Każda może też ulec nagłej i niespodziewanej przemianie (w każdą zresztą stronę). A póki człowiek żyje, żadna z tych przemian nie jest ostateczna. Na szczęście. Wszelako nie warto liczyć na jakiś łut szczęścia, a raczej świadomie zabiegać o głębię swojej wiary.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół