• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
    • PTaraski
      06.02.2017 19:44
      Zaczynając od końca, czy raban papieża z Argentyny okaże się właściwą drogą dla Kościoła?

      Nie stanie się, bo nie może: herezje, bluźnierstwa, negowanie prawd wiary, wspieranie skrajnej lewicy i neo-marskistów, a do tego destrukcyjne działania, jak np. oba synody "o rodzinie", obsadzanie stanowisk heretykami, w tym homo-heretykami nie przyniosą dobrych owoców, bo nie mogą. Złe drzewo przynieść może tylko złe owoce, o czym przypominał sam Jezus Chrystus.

      Dziwię się, że ks. Jaklewicz w ogóle może zadać takie pytanie. Tylko tzw. duch soborowy, czy upiór soborowy, jak go słusznie nazywa B16, może pozwolić na takie pytanie. My przecież już widzimy te zatrute owoce:

      coraz większy chaos w Kościele,

      heretycy, którzy wzięli się za wykładnie nauczania Kościoła, jak choćby w przypadku AL,

      zwolennicy akceptacji rozwodów i ponownych "małżeństw",

      zwolennicy związków homo na najwyższych stanowiskach kościelnych,

      negacja przykazań, choćby przez samego Bergoglio (tutaj można posłuchać jego niewiarygodnych słów https://www.lifesitenews.com/news/watch-pope-accuses-his-critics-of-cowardliness-for-overfocus-on-following-1),

      prześladowanie chrześcijan już w samym "Kościele", czy dokładniej przez jego struktury.
    • PTaraski
      06.02.2017 20:14
      Ten artykuł to bardzo ugłaskana forma mówienia o SW2. Niestety pomija podstawowe fakty.

      Nie można mówić, że chrześcijaństwo traciło siłę przed SW2. To jest spojrzenie bardzo zaalpejskie, czyli niemiecko-francuskie, gdzie Kościół rzeczywiście był w stanie pewnego kryzysu, ale był to kryzys spowodowany zanikiem wiary i błędnymi, albo wręcz heretyckimi tendencjami. Niestety, w czasie sobory, to tym ludziom udało się przenieść swoje poglądy i podejście na cały Kościół powodując ogromny kryzys już w całym Kościele.

      Już J23 otwierając sobór, zgromił jak to nazwał "proroków katastrofy", czyli osoby, które były zatroskane o czystość nauki i wiary, zamykając im w ten sposób usta i wiążąc ręce. Do tego włączył do grona ojców soborowych duchownych, którzy podlegali karom kościelnym ze względu na głoszenie błędnych nauk, czy wręcz bliskich herezji, np. H. de Lubaca. Na dodatek, obserwatorami sobory byli schizmatycy i heretycy. To było wbrew rozsądkowi, wbrew odwiecznemu nauczaniu Kościoła, zaczynając od Ewangelii i przestróg samych Apostołów.

      Zgromadzeniu soborowemu tego było mało, i zaczęło od odrzucania kolejnych papieskich propozycji dokumentów. To był moment, kiedy J23 utracił kontrolę nad soborem, a do akcji weszli tzw. eksperci ze swoimi błędnymi naukami. To oni byli prawdziwymi autorami wielu dokumentów. Przewodniczenie SW2 przez P6 tylko ten kryzys pogłębiło.

      Jeśli chodzi o pontyfikat JP2, to rzeczywiście próbował wcielić w życie postulaty soboru. Robił to z niesłychaną charyzmą, energię i oddaniem. Więc jeśli w ogóle sobór mógł przynieść dobre owoce, to właśnie poprzez ten pontyfikat. Niestety nie przyniósł. Niestety, też największe błędy JP2 były w ramach "ducha soborowego": politeistyczne spotkania w Asyżu, zupełnie błędny stosunek do judaizmu i islamu, nominacje ludzi, którzy nie powinni nawet być kapłanami. Dzisiaj problemem Kościoła są biskupi i kardynałowie, których w "duchu soborowym" mianował JP2: Kasper, Meridiaga, Marx, Koch, Bergoglio, ... JP2 był niczym wspaniała fasada katedry w Nurssii, która została po zburzonym w trzęsieniu ziemi budynku. On swoją osobą i osobowością przykrywał problemy. Jednak po jego śmierci Kościół okazał się niesterowalny, co zaważyło na pontyfikacie B16 i jego tragiczny w skutkach ustąpieniu.

      Więc jeśli Duch Święty czegoś nas przez pontyfikat JP2 uczy, to chyba przede wszystkim tego, że SW2 nie może przynieść dobrych owoców i że trzeba zrewidować nie tylko "upiora soborowego", jak go nazywa B16, ale i same dokumenty soborowe. Na temat Franciszka i SW2 dobra dyskusja w 5ciu częściach jest tutaj: https://www.lifesitenews.com/news/francis-a-pope-for-our-times-part-5

      A na temat ciągłość verus zerwanie w nauczaniu SW2 bardzo trafnie wypowiadał się o. Benedykt Huculak. Warto go posłuchać: https://www.youtube.com/watch?v=XOCEmwQqgp4
    • Anna Panna
      06.02.2017 22:29
      "Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. " Czy więc DOBRY sobór wydaje teraz ZŁE owoce? Po co był sobór? Aż strach zadać sobie to pytanie...
    • eMGa
      06.02.2017 23:18
      Jaka jest rola papieża orzeczona w dogmacie o nieomylności na SW1? Stać na straży Objawienia i Tradycji. Robienie rabanu należy do rewolucjonistów a nie Strażnika Wiary; ma swoje owce utwierdzać w wierze a nie robić zamieszanie! Amoris Laetitia praktycznie daje przyzwolenie na cudzołóstwo; tutaj zastosowano tę samą metodę, która została przetestowana w dokumentach SW2, to znaczy wieloznaczność, każdy może sobie dowolnie interpretować - dzisiaj ponosimy tego konsekwencje. Nas uratował sł.Boży Prymas Wyszyński, gdyby nie On, wyglądalibyśmy tak jak np. Europa Zachodnia. Działania poznajemy po owocach. Praktyczna likwidacja Franciszkanów Niepokalanej, a teraz próba przejęcia majątku oraz wymuszenie na Założycielu deklaracji nie do przyjęcia. Zakon Maltański - awans von Beoeselagera pomimo udowodnienia przyzwolenia na rozprowadzanie środków antykoncepcyjnych i całkowicie bezprawna interwencja w wewnętrzne sprawy Zakonu (suwerennego! w nazwie). To są już dziesiątki takich decyzji. Dziękuję ks. Redaktorowi, że ten temat został ruszony. Głuche milczenie mediów katolickich niczego nie załatwi. Starsze pokolenie może żyć w nieświadomości, ponieważ rzadko korzysta z nowych mediów i gorzej zna języki obce, natomiast ludzi młodych już nie da się nakarmić byle czym. Poza tym na temat SW2 jest już po polsku wiele bardzo dobrych prac , poważnych historyków Kościoła (Roberto de Mattei, Romano Amerio).
    • Jack03
      09.02.2017 12:36
      To jest dobra okazja do aktywności kręgu " zdecydowanych" przeciwników Soboru Watykańskiego drugiego. No dobrze macie takie zdanie wasza osobista rzecz, zastanawiam się jedynie jak wyobrażacie sobie prowadzenie dialogu z młodym pokoleniem, które przejmuje odpowiedzialność za rzeczywistość a w tym za kraj, za przedsiębiorstwa i za Kościół? Takie utarte stereotypy zachód = zło, Kościół przedsoborowy = dobro do większości nie przemawiają...
      • PTaraski
        09.02.2017 16:05
        Argumentujesz jak typowy zwolennik upiora soborowego, jak go trafnie nazywa B16.

        Od początku zmiany na soborze i po nim były wprowadzanie w celu przypodobania się temu światu. Różnie miało to wydźwięk, np. mówiono: żeby przyciągnąć ludzi trzeba przestać mówić np. o sądzie i o możliwości potępienia. Albo: żeby ludzie nie odeszli nie będziemy mówić o złu, jakim jest antykoncepcja, jakim są rozwody; albo: żeby ludzie się nie zestresowali nie będziemy mówić o Bożej sprawiedliwości, tylko miłosierdziu; albo: zliberalizujemy zasady dotyczące udzielania komunii świętej.

        Skutek jednak był i jest zupełnie przeciwny - apostazja i to w straszliwym rozmiarze, a w dodatku wciąż się pogłębiająca.

        Po pierwsze my nie działamy mocą własną, ale Bożą. Głosimy nie poglądy własne będące wynikiem jakiegoś konsensusu, ale Słowo Boże, Jego przykazania, jego sakramenty. Kiedy Kościół się tego trzyma, rośnie, jak przed SW2. Kiedy idzie na kompromis z tym światem, obumiera, jak po SW2, co widzimy dzisiaj.

        A jeśli chodzi o młodych, to muszę Cię pocieszyć, oprócz licznej grupy goniących za protestantami i zamieniających wiarę na uczucia i emocje, jest grupa młodych ludzi szukających Prawdy, szukających Boga, interesujących się mszą trydencką nienaruszonym i nauczaniem Kościoła, jakie było przed SW2. To tacy ludzie mogą dać początek odnowie Kościoła. Zresztą zawsze tak było - odnowa czy życia wiary, czy wspólnotowego następowała przy powrocie do Boga, do źródeł, do pierwotnej reguły i odrzucał zgniłe kompromisy, półprawdy i liberalne rozwiązania.
    • tambaran
      10.02.2017 21:27
      tu było,co napisałem, ateraz tego nie ma.... wią TO WYPEŁNIAM
    • eMGa
      11.02.2017 14:56
      @Jack03, to nie jest kwestia "zdecydowanych" przeciwników czy zwolenników SW2, czy posiadania takiego zdania na ten temat, to są po prostu fakty! Benedykt XVI w swoim ostatnim przemówieniu do księży powiedział, że mamy dwa SW2, jeden mediów, drugi ojców. Zwyczajnie chodzi o to, aby dokonać rzetelnej interpretacji w świetle Tradycji, a nie całej Tradycji w świetle SW2. Zresztą taki sam postulat teraz funkcjonuje w odniesieniu do Amoris Laetitia, tzn. interpretujemy całą naukę o małżeństwie z punktu widzenia Amoris Laetitia - to jest niedopuszczalne! 50 lat w historii Kościoła to są dwa pokolenia, czyli bardzo niewiele. Nadszedł czas, aby stanąć w Prawdzie. To pójdzie ciężko, co jest widoczne gołym okiem, ale u Boga nie ma nic niemożliwego. Kryterium oceny jest stan Kościoła na Zachodzie, który praktycznie umiera, a przed SW2 rozkwitał; wystarczy zobaczyć statystyki. Kościół Holandii i Belgii (bardzo małe ludnościowo) dawały światu najwięcej misjonarzy (w liczbach bezwzględnych), 70%-90% ludzi w tych krajach chodziło do kościoła, a dzisiaj...2%. Kościół, gdzie centrum jest człowiek, a nie Bóg tak będzie wyglądał. Do ludzi młodych przemawia Prawda i wymagania, a nie bylejakość; popkultura jest wszędzie i przestrzeń Kościoła musi być od niej wolna, pod każdym względem. Musimy się uwolnić od "dyktatury relatywizmu" również w Kościele.
      • JACK03
        21.02.2017 16:21
        Z tymi faktami to bywa różnie. Wydaje mi się, ze to tylko część prawdy, niejednokrotnie zupełnie subiektywne interpretowanie danych sytuacji. Nie rozumiem wcale stwierdzenia, że przed SW2 było wszystko w porządku i ten porządek rozbito. Już Leon XIII został skonfrontowany ze zmieniającą się rzeczywistością, z rozwojem przemysłu, z czym bezpośrednio powiązane są powstawanie osiedli przy fabrykach, gdzie myśli ludzi i ich codzienność ulegała pewnym przemianom. Czas powstawania nowych filozofii nie pozostawał bez znaczenia dla Kościoła i jego pasterzy. Samo statystyczne wyliczanie, jakoby liczba powołań misjonarskich mówiła czy Kościół jest dobry czy nie, nie do końca jest wymowna. Wydaje mi się, że ważniejsze od szukania winnych jest przekonanie, że Bóg jest ze mną i mnie poprowadzi przez trudy codzienności jeśli się na Jego działanie otworzę. Tak jak śpiewano: " ...nie bój się nie lękaj się Bóg sam wystarczy..." tak też jest w codzienności, jeśli się jest obdarzony Łaską wiary.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Wybrane dla Ciebie

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół