• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Listy polecone

    Marcin Jakimowicz

    |

    GN 38/2011

    dodane 22.09.2011 00:15

    Ania z Tomkiem znaleźli dom, Dorota i Inese pracę, a Wspólnota Błogosławieństw swą pierwszą siedzibę. Załatwili to sobie „korespondencyjnie”, pisząc list do św. Józefa. Czyste szaleństwo.

    Ceglany dom w Mikołowie-Borowej Wsi. Na trawie przed budynkiem wariują Szymonek z młodszym bratem Dawidem. Wdrapują się właśnie na trampolinę i skaczą na niej jak małe kolorowe piłeczki. Rodzina Marców mieszka tu już od trzech lat. Szalejące przed domkiem maluchy nie znają jeszcze pewnej fascynującej historii. Zaczęła się niewinnie. Od prostego rysunku.

    Zgadzał się i garaż, i okna

    – Szukaliśmy domu. Wynajmowaliśmy małe mieszkanko, a ponieważ pojawiło się dziecko, a ja ponownie zaszłam w ciążę, chcieliśmy znaleźć większy dom – opowiada Ania. – Zależało nam na tym, by był on w niedalekiej Borowej Wsi. Szukaliśmy, szukaliśmy i nic. Pewnego dnia dostałam mejla od przyjaciółki. Pisała o „modlitwie pierwszej potrzeby”. „Coś mi się widzi – wspomniała na końcu – że nie doceniamy św. Józefa”. W poprzednim mejlu opowiedziała ciekawą historię o tym, jak w bośniackim sierocińcu, prowadzonym przez siostry ze wspólnoty Cenacolo, zabrakło mleka. Rozpoczęto szturm do nieba: prośby spisywano na karteczkach i wkładano za obraz św. Józefa. Następnego dnia do drzwi wspólnoty zapukał mężczyzna.

    – Przyniosłem wam kota – powiedział zaskoczonym kobietom. – Nie potrzebujecie jeszcze czegoś? Mleka??? Zaraz wracam! Zostawił mniszkom miauczące stworzenie i odjechał. Wrócił z ogromną ilością mleka. We wspólnocie zaczęło się dziękczynienie. Za mleko i… kota. – Ależ ten Pan Bóg ma pomysły. Dlaczego przysłał nam tego zwierzaka? – zastanawiała się jedna z sióstr. Zajrzała dyskretnie za obraz Józefa. Okazało się, że przy liście z prośbą o mleko jej koleżanka ze wspólnoty dorysowała kota. Tak, by Józef nie miał wątpliwości. Dom zatrząsł od śmiechu.

    – Postanowiliśmy z Tomkiem spróbować – wspomina Ania. – Na kartce narysowałam domek. A ponieważ nie mieliśmy w domu figury św. Józefa, położyłam nasz rysunek pod jego obrazek. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Znaleźliśmy na allegro ogłoszenie. Dom na sprzedaż. W Borowej Wsi. Pojechaliśmy na rekonesans. Zdziwiliśmy się, że był bardzo podobny do naszego nieudolnego rysunku (śmiech). Dwa okna w dachu i nawet garaż po prawej stronie. Trochę żałowałam, że nie narysowałam większej willi (śmiech). Biorę to na siebie, bo to ja szkicowałam… Właściciele powiedzieli: mamy już nabywcę, przepraszamy. Po rozmowie z nami okazało się jednak, że zmienili zdanie. – Sprzedamy go wam – orzekli ku naszemu zaskoczeniu. Czekaliśmy na kredyt. Gdy go uzyskaliśmy, dostaliśmy do ręki klucz. Do domku weszliśmy 1 maja, w uroczystość św. Józefa. Zapamiętałam tę datę. To było niesamowite. Właściciel, pan Zygmunt, rzucił: „Wynieśliśmy wszystkie nasze rzeczy. Zostawiliśmy jedynie jedną rzecz, nie wiem, czy ją zechcecie. To stary obraz świętego Józefa”. Szczęka nam opadła.

    Blisko domu, proszę

    Jak się pisze taki list? – pytam Inese, która wymodliła „korespondencyjnie” pracę – można się przecież solidnie wygłupić... – Ja potraktowałam to bardzo serio. Napisałam datę, miejscowość. Tak jak pisze się zwykły list. Adresat: święty Józef. Napisałam na dwie strony. Byliśmy wówczas w trudnej sytuacji finansowej, a ja pomyślałam, że to przecież Józef troszczył się o utrzymanie swej Rodziny. Nie sądzę, by Maryja pracowała zarobkowo (śmiech). Pomyślałam, że napiszę do niego, bo on powinien nas zrozumieć. Chciałam zostawić ten list przy jakiejś figurze. W pobliskim kościele figura stała za wysoko, w innym była zakratowana. Skończyło się na tym, że nosiłam go w torebce. Był konkretny. Prosiłam o to, by praca była blisko domu, bo mam małe dzieci. Prosiłam o etat, o godziwe wynagrodzenie. Po paru dniach dostałam pracę. Bardzo blisko – 10 minut piechotą. Nie było cienia wątpliwości, że św. Józef maczał w tym palce, bo odpowiedź przyszła natychmiast. Po raz pierwszy ze zwyczajem pisania „listów do nieba” zetknęłam się we wspólnocie Chemin Neuf. Jednym z elementów modlitwy w czasie wieczora pojednania jest pisanie listu do Boga. Są one ofiarowywane w czasie Mszy, a na koniec palone. Ja nie miałam zwyczaju pisania do świętych. Uczyniłam to w jakiejś desperacji (śmiech). Raz jeden się odważyłam się i widzę owoce.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • Agnieszka
      14.09.2017 13:35
      Św.Józefie z całego serca Proszę Cię o zdrowie dla mojego synka Kubusia abybnie miał już żadnych wad , był zdrowym i szczęśliwym chłopcem.Proszę Cię o pomoc w moich problemach. Miej w Opiece moją rodzinę.
    • Ewa
      15.10.2017 18:31
      Święty Józefie, z całego serca proszę o dobrą pracę dla mnie.
    • Justyna
      24.11.2017 19:47
      Święty Józefie proszę o znalezienie dobrej, godnej, uczciwej i stabilnej pracy do końca maja 2018 roku
    • Justyna
      14.12.2017 09:28
      Święty Józefie dziękuję za wszelkie łaski oraz proszę o dobrą, godną, uczciwą i stabilną pracę, bym znalazła ją do końca maja 2018 roku. Już tyle lat szukam pracy i nic.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół