• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Zabronione picie krwi

    Marcin Jakimowicz

    |

    GN 04/2009

    dodane 22.01.2009 20:54

    Ta książka pomoże tym, którzy połykają ciało i piją krew samego Boga i ziewają przy tym z nudów.

    Eucharystia nam spowszedniała. Nie jest już żadnym skandalem, kontrowersją. Ziewamy, patrzymy zniecierpliwieni na zegarek. Tymczasem gdy Jezus powiedział swym uczniom: „Będziecie jedli moje ciało”, zabrzmiało to skandalicznie. – Myślę, że nieprzypadkowo zdanie: „Odtąd wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło” Jan zapisuje w Ewangelii w 6. rozdziale i 66. wierszu – komentuje o. Augustyn Pelanowski. – Widać wyraźnie, że Jezus nie chciał w swojej wypowiedzi niczego złagodzić – dopowiada w swojej najnowszej książce „Przymnóż nam wiary” ks. Tadeusz Dajczer, autor bestselleru „Rozważania o wierze”. – Picie krwi było w Księdze Kapłańskiej zabronione – wyjaśnia. – „Ktokolwiek spożywa jakąkolwiek krew, będzie wykluczony spośród tego ludu” (Kpł 7,27). Mimo że w obliczu ksiąg świętych słowa Jezusa wydawały się słuchaczom nie do przyjęcia, On nie złagodził swoich sformułowań.

    Trzy godziny dotykałam Jezusa
    Ks. Dajczer w swej książce też nie chce niczego łagodzić. Pisze otwarcie o chwilach duchowych zawirowań. – Bywają w moim życiu pewne momenty zwrotne. Wydaje się, że musi być aż tak źle, żeby potem było dobrze. Są to kolejne przyjścia Pana Boga krzyżujące mój egoizm – pisze. Po co? By człowiek w końcu bezradnie zawołał do Boga: Przyjdź! – Św. Teresa opisuje scenę przedstawiającą Jezusa na szczycie schodów i małe dziecko, które próbuje wdrapać się na nie, lecz nie potrafi. Ciągle się zsuwa. To dziecko wykonuje jednak dwie czynności równocześnie: próbuje wdrapać się na schody i z jeszcze większą determinacją wpatruje się w oblicze Jezusa. To jego wpatrywanie się jest głośnym czy niemym wołaniem: Potrzebuję Ciebie! Tak długo to dziecko będzie wołało: „Potrzebuję Ciebie”, aż Jezus sam zejdzie do niego i weźmie je w ramiona.

    Jak rozeznać wolę Bożą? – zastanawia się autor rozważań. – Jak uczestniczyć we Mszy, by miała ona dalszy ciąg w codziennych zdarzeniach? Ks. Dajczer przywołuje przykład Matki Teresy z Kalkuty. Wskazała kiedyś dziennikarzowi młodziutką zakonnicę nachyloną nad jednym z chorych. – Widzi pan tę dziewczynę? Niedawno do nas przyszła. Było jej trudno. Dziś rano z nią rozmawiałam. Pytałam, czy zauważyła, jak podczas Mszy św. kapłan z wielką czcią i miłością dotykał Jezusa eucharystycznego. I radziłam, żeby robiła to samo, gdy znajdzie się w domu dla umierających. Przed chwilą do mnie przyszła. Powiedziała: „Matko, dziękuję, bo przez trzy godziny dotykałam Jezusa”.

    W książce „Przymnóż nam wiary” nie znajdziemy jałowych, teoretycznych rozważań. To raczej, jak w poprzednich rozważaniach ks. Dajczera („Tajemnica wiary” i „Zdumiewająca bliskość”), rodzaj świadectwa. Nic dziwnego, że autor pisał książkę w pierwszej osobie. – Rozważania pozostają w ścisłym związku z moim osobistym spotkaniem ze św. o. Pio w San Giovanni Rotondo, dwa lata przed jego śmiercią, a zawłaszcza z uczestnictwem w sprawowanej przez niego Eucharystii – wyjaśnia. – Czekałem na to spotkanie w sposób wyjątkowy. Podczas Mszy św., która rozpoczęła się o czwartej nad ranem, miałem możność, „zaniesiony” wraz z tłumem tuż przed ołtarz, modlić się bardzo blisko Świętego, w odległości zaledwie paru metrów. Uderzyła mnie zwłaszcza jego twarz: twarz człowieka, który WIDZIAŁ, który prowadził z Kimś obecnym na ołtarzu niemy dialog. Dało się odczuć, że ojciec Pio rozmawia z żywą Osobą.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół