• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Męczennicy powstania

    Artur Nowaczewski

    |

    GN 32/2008

    dodane 06.08.2008 09:31

    Powstanie warszawskie ma swoich… świętych. Jan Paweł II wyniósł na ołtarze dwóch kapelanów powstańczych - bł. Michała Czartoryskiego i bł. Józefa Stanka.

    Przy okazji kolejnych rocznic powstania warszawskiego uwypukla się zazwyczaj aspekt militarny zmagań z hitlerowskim okupantem. Ożywają narodowe dyskusje, czy cena krwi, którą zapłacono za ten akt bohaterstwa, nie była za wysoka, a wręcz czy miała w ogóle sens.

    Książę i góral
    A gdyby tak spojrzeć na powstanie przez pryzmat świętości? W końcu to właśnie święci dawali swoim życiem przykład, że to ofiara, a nie przysłowiowy „święty spokój”, zachowawczość czy wręcz oportunizm jest siłą zmieniającą ludzi. Że cza-sem śmierć jest bardziej owocna niż życie za wszelką cenę. Do takich przemyśleń skłaniają mnie losy męczenników powstania. Powstanie ma bowiem swoich świętych. Wśród 108 Męczenników wyniesionych na ołtarze przez Jana Pawła II w 1999 roku znajduje się dwóch kapelanów powstańczych – bł. Michał Czartoryski, dominikanin, i bł. Józef Stanek „Rudy”, pallotyn. Ojciec Michał (imię na chrzcie Jan) Czartoryski – z książęcego rodu, wstąpił do zakonu jako człowiek dojrzały – trzydziestoletni.

    W chwili męczeńskiej śmierci zbliżał się do pięćdziesiątki. W jego domu przepełnionym głęboką wiarą modlono nieraz się o powołania kapłańskie wśród inteligencji – spośród jedenaściorga rodzeństwa – wyszło trzech kapłanów i jedna siostra zakonna. Wśród dominikanów ojciec Michał zajmował się wychowaniem kleryków. We wspomnieniach, które spisał w książce „O młodzieńcu, który nie odszedł zasmucony” Jan Grzegorczyk – wszyscy rozmówcy pamiętający błogosławionego podkreślają, że nigdy nie wynosił się nad innych. Wiele mówi anegdota, kiedy ktoś spytał jednego z braci: „co tam u was robi książę Czartoryski?”, ten miał odpowiedzieć: „czyści ustępy”. Ojciec Czartoryski był człowiekiem wielkiej delikatności i pokory, jako nauczyciel potrafił być też surowy, dosłownie traktujący ascetyczne pisma dawnych wieków.

    Ksiądz Józef Stanek pochodził z biednej rodziny góralskiej ze Spisza, w chwili śmierci miał lat dwadzieścia osiem. W początkach nauki szkolnej miał kłopoty w nauce, w domu mówiło się bowiem gwarą góralską. Trochę czasu musiało minąć, nim opanował polszczyznę. Wytrwały i pracowity, emanował typowo góralską tężyzną i solidnością. Święcenia przyjął już w czasie wojny. Pisał do siostry, która wychowywała go po śmierci rodziców: Stoję u podnóża bardzo wysokiej góry, a to będzie wymagało ogromnej pracy i wysiłku. Przy Boskiej pomocy i waszych modlitw, o które proszę, może mi się uda ten szczyt osiągnąć. Przedarł się do rodzinnej wioski w Łapszach Niżnych, aby odprawić Mszę prymicyjną. Intensywnie uczył się na tajnych kompletach w Warszawie – na Wydziale Socjologicznym UW. Czy w tych dwóch życiorysach, które spotykają się w ruinach Czerniakowa, w apokaliptycznych chwilach zagłady Warszawy, paradoksalnie nie spełnia się marzenie Zygmunta Krasińskiego: jeden tylko, jeden cud – z szlachtą polską polski lud?

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół