• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Hop dziś dziś

    Marcin Jakimowicz

    |

    GN 28/2005

    dodane 05.07.2005 19:12

    Pracuje na Bronxie, w centrum murzyńskiego getta. Wśród bloków z czerwonej cegły głosi ewangelię… rapując.

    W „Szklanej Pułapce” jest scena, w której niezmordowany Bruce Willis idzie przez czarną dzielnicę Nowego Jorku z ogromną, przypiętą na plecach tablicą: „Nie lubię czarnuchów”? Otacza go grupka agresywnych młodych ludzi. Jego prowokacja grozi śmiercią lub, w najlepszym wypadku, trwałym kalectwem. Podobne klimaty spotyka na co dzień Stan Fortuna – nieszablonowy franciszkanin, który właśnie odwiedził Polskę.

    Południowy Bronx. Czerwona cegła, charakterystyczne zewnętrzne schody przeciwpożarowe. Bieda, gęsto od agresji. – Jakie są te dzieciaki? – młodzi Polacy pytają ojca Stana. – To wspaniali młodzi ludzie. Są naprawdę cudowni, jednak borykają się z wieloma problemami. Wszystkie są związane z rozpadającymi się rodzinami. Zwłaszcza kiedy brak ojca…

    – Wiesz, co mnie najbardziej dotknęło? – podnieca się Maciek Syka, zanurzony po uszy w hip-hopie chłopak, który kilka lat temu przeżył nawrócenie. – Większość moich pobożnych znajomych zaczęłaby od tego, że ci młodzi są źli, agresywni, brudni. A Stan? Zaczął od słów, że to wspaniałe dzieciaki. On widzi w nich przede wszystkim dobro!

    Stan Ducha
    Jest multiinstrumentalistą, wokalistą, raperem, jazzmanem i Bóg wie, kim jeszcze. Stoi na scenie sam, a mimo to wypełnia ją dźwiękami tak, jakby grała spora orkiestra. Gitarzysta Adam Szewczyk wyleciał na koncert do Kanady. Z błyskiem w oku opowiada: – Już na miejscu usłyszałem, że wystąpi też o. Fortuna, jakiś rapujący zakonnik. Zabrzmiało to dość groteskowo. Na próbę przyszedł sam z gitarą basową. Ta gitara to... Fodera, najdroższy i najtrudniej osiągalny tego typu instrument na świecie.

    Już to było zastanawiające. Koncert. Jeden człowiek na scenie: basista, gitarzysta, pianista, wokalista. Szok. Byłem chyba jedynym człowiekiem na sali, który prawie wcale nie znał angielskiego, a jednak siedziałem jak wryty i słuchałem, jakbym wszystko rozumiał. Duch nie potrzebuje tłumacza. On trafia prosto do serca. O. Stan jest genialnym muzykiem i wirtuozem. Ale nie to mnie najbardziej oczarowało. Zadziwiła mnie wirtuozeria, z jaką Bóg posługiwał się tym człowiekiem. Na pytanie, kim jest Stan, bez zastanowienia odpowiadam: Stanem Ducha.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół