• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Nadzieja w wielkim mieście

    Agata Puścikowska

    |

    GN 49/2007

    dodane 05.12.2007 10:47

    Dom na święta cz. II W naszym adwentowym cyklu pytamy o trzy podstawowe cnoty: o wiarę, o nadzieję, o miłość. Szukamy ich w konkretnych rodzinach, w ich losach, w prozie życia. Dziś kolejna adwentowa opowieść: o nadziei…

    W wielkim mieście christmasowy sezon zaczyna się tuż po Wszystkich Świętych. Blond anielice sprzedają wypieki o nazwie „opłatek”, w szarych blokach z wielkiej płyty wcześnie płoną plastikowe choinki. Na wypadek, gdyby ktoś szukał pierwszej gwiazdki, chińskie lampki oświetlą drogę do marketu. W radiu, na cały regulator, przeboje o reniferach i dzwoneczkach. Wielkomiejskie kolędy. Do wielkiego miasta nie pasuje drewniany domek. Przycupnął niepozornie, wystaje spoza kilku krzewów, grudniowych badyli. Domu pilnuje pies: stary i wierny. I trzy koty. Mruczą, komicznie zwisając z parapetu.

    Agnieszka robi zupę. Zapach marchewki, ziemniaków i gotowanego kurczaka roznosi się po drewnianym pokoju, wnika do pokoju dziecięcego, sypialni. Budzi się Klemens. Ma prawie dwa lata, wielkie oczy, które – gdy ktoś obcy burzy domowy spokój – na krótko zapełniają się łzami. Agnieszka, drobna, w dżinsach, bierze syna na kolana. Z dziecięcego pokoju płynie gama C-dur. Gra ośmioletni Wawrzek. Dziecięce palce próbują nadążyć za metrum. Wawrzek skupia się na białej kartce z nutami. Jeszcze krótka etiuda i można poćwiczyć kolędy. O wiele przyjemniejsze.

    Prolog
    Agnieszka i Sławek. Poznali się, zakochali, pobrali. Nic wielkiego, i wielkiego zarazem. Ślub w katedrze, biały welon. Chcieli mieć trójkę dzieci. Takie marzenie i nadzieja. Gdy rodził się Wawrzyniec, Sławek jak wariat jeździł po ulicach. Radosne szaleństwo. Bo gdy się dziecko rodzi, wszystko wygląda inaczej i nabiera innego wymiaru. A potem człowiek się zastanawia: co ja dziecku przekażę, kim będzie, jakim będzie człowiekiem? I im dłużej się myśli, tym bardziej czuje, że dziecko powinno być szczęśliwe. I dobre. I że trzeba je wychować w wartościach… Wawrzyniec idzie do przedszkola, do sióstr. Lubi zakonnice. A może wierzyć będzie mu łatwo? Łatwiej niż rodzicom... Bo gdy się pochodzi z letnich rodzin: chrzest, komunia, bierzmowanie, obrzędy, folklor – to fides czasem szwankuje... W wielkim mieście łatwiej o ratio. Marzenie o trójce dzieci poległo jednak po twardej diagnozie: jedno dziecko przy chorobie Agnieszki to i tak dużo. Leczenie, zabiegi, leki. Nie, żeby przestali myśleć o kolejnym dziecku. Ale… rozum przede wszystkim.

    Dobrze, że rozum czasem cichnie. Podczas kolejnej lekarskiej kontroli Agnieszka kolejny raz pyta: – To jednak nie będzie więcej dzieci? Lekarz patrzył w wyniki, i patrzył. – Jeśli chcecie, to teraz albo nigdy.
    Musieli, chcieli, cieszyli się bardzo. Pierwsze, co im przychodzi do głowy: pielgrzymka. Drugie: potrzebna pomoc. Sami tego ciężaru nie udźwigną. Agnieszka: pomoże Pan Bóg. Sławek: Ktoś pomoże. Mają zielone światło, wchodzą na Drogę.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół