• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Świat jest ciekawszy bez szkolnych ław

    rozmowa z Joanną i Mariuszem Dzieciątkami

    |

    GN 35/2007

    dodane 29.08.2007 14:39

    O życiu bez dzwonków, ale też bez wakacji, z Joanną i Mariuszem Dzieciątkami rozmawia Tomasz Gołąb.

    Tomasz Gołąb: Państwa dzieci są pewnie szczęśliwe. Do szkoły chodzić nie muszą…
    Joanna i Mariusz Dzieciątkowie: – Szczęśliwe są na pewno. Ale nie z tego powodu. Tym bardziej że najstarszy, 10-latek, do szkoły jeszcze chodzi.

    Jeszcze?
    – Chcieliśmy zacząć od jednego dziecka. Ale stopniowo dojrzewamy do decyzji, żeby wszystkie były edukowane w domu. Nasza przygoda z homeschoolingiem rozpoczęła się dopiero rok temu, gdy średni syn miał pójść do zerówki. Dyrektorka nie zgodziła się na odroczenie obowiązku szkolnego, mimo że jako wcześniak z wadą serca nie miał szans z rówieśnikami. Silny opór ze strony szkoły uświadomił nam sprzeczność między edukacją, która według konstytucji jest prawem dziecka, a obowiązkiem, który okazuje się przymusem zapisanym w innych dokumentach. Wtedy zetknęliśmy się z nauczaniem domowym, które jest sposobem przejęcia przez rodziców odpowiedzialności za edukację swojego dziecka. Wydało nam się to naturalne i jako rodzice postanowiliśmy wyręczyć w tej dziedzinie instytucję, która o rozwoju naszego dziecka wie bardzo niewiele.

    Chodzi o bunt? A może to Państwo mają złe doświadczenia ze szkoły z własnego dzieciństwa?
    – Ani to, ani to. Podstawowa bolączka szkoły jest taka, że nie można dobrze uczyć jednocześnie ponad 30 dzieci, które przecież mają różne potrzeby, tempo przyswajania wiedzy, inne zainteresowania. Siłą rzeczy w szkole najlepiej czują się uczniowie przeciętni. Wybitnych skazuje ona na nudę, a słabszych na wieczny stres w pogoni za lepszymi ocenami.

    Indywidualne nauczanie rozwiązuje problem?
    – Tylko rodzic nauczający w domu może dostosować tempo nauczania do rozwoju dziecka.

    Każdy rodzic?
    – Racja, nie każdy. Słyszałem o przypadkach w USA, że rodzice po dwóch, trzech latach rezygnowali. Główne zagrożenie to lenistwo rodziców. Poza tym wielu ludzi nie da rady uczyć w domu swoich dzieci, bo musieliby porzucić pracę. Nie ma wyjścia: jedno musi być zawsze w domu. Taka rodzina musi się więc wyrzec także wyższego standardu życia.

    W zamian wychowa geniusza?
    – Z różnych badań, głównie z USA, wynika, że to sposób na kształcenie elit – osób bardzo aktywnych społecznie, chętnie zatrudnianych w administracji państwowej i organizacjach pozarządowych.

    A nie samotników, którzy nie umieją się odnaleźć w relacjach z rówieśnikami?
    – Żadne z badań tego nie potwierdza. Zresztą, czego może dziecko uczyć się od innych dzieci na kilkuminutowych przerwach w szkole? A reszta to siedzenie w ławkach i odzywanie się tylko gdy „pani pozwoli”.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół