• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Cud narodzenia

    Jarosław Dudała

    |

    GN 51-52/2010

    dodane 27.12.2010 15:08

    – Czekaliśmy na dziecko 14 lat – mówią Anna i Wojciech Gralińscy, właściciele gospodarstwa ogrodniczego z Opatówka koło Kalisza.

    Naprotechnologia to metoda leczenia niepłodności i całościowej troski o zdrowie kobiety. Jej twórcą jest amerykański ginekolog prof. Thomas Hilgers. Jego metoda opiera się na bardzo dokładnej obserwacji cyklu kobiety (model Creightona), nowoczesnej diagnostyce, leczeniu farmakologicznym i chirurgicznym. Metoda ta nie jest kontrowersyjna moralnie. Nie stosuje się w niej zapłodnienia in vitro. W Polsce jest już kilku lekarzy i kilkudziesięciu instruktorów naprotechnologii.

    Pobrali się, gdy Wojciech miał 31 lat. W tej sytuacji odkładanie decyzji o dziecku na później byłoby bez sensu. Ale okazało się, że to nie takie proste. Coraz trudniej było chodzić na rodzinne uroczystości, bo powtarzały się pytania: „No to kiedy…?”. Ci bardziej życzliwi dawali im adresy różnych lekarzy albo starali się omijać ten temat. Mniej życzliwi robili niewybredne docinki. Wśród tego wszystkiego Gralińscy czuli się jak trędowaci. – Zjeździliśmy całą Polskę, leczyliśmy się w kilku ośrodkach i to takich znaczących. Wszędzie badania i leczenie odbywały się według tego samego schematu i zawsze kończyło się tym samym. Na pytanie, co jest nie tak, lekarze mówili: „Nie wiemy”. O samym leczeniu lepiej nie wspominać. To bardzo przykre wspomnienia – i dla mnie, i dla żony. Po jednym z zabiegów dwa tygodnie wymiotowałem. A Ania do dziś nie chce jeździć do niektórych miast, bo źle jej się kojarzą – opowiada Wojciech. Z czasem oraz bardziej tracili siły. – Różne rzeczy przychodziły człowiekowi do głowy. Zastanawiałem się, czemu właśnie mnie to spotkało. Żona stwierdziła, że może lepiej, by to małżeństwo się rozpadło. Pojawił się też bunt, bo Kościół stoi przy rozwiązaniach naturalnych – wspomina mężczyzna.

    Kto im pomógł?
    – Ksiądz. Przychodził do nas po kolędzie. Modlił się, wspierał duchowo – mówi Wojciech, a Anna dodaje, że duchowny spytał ich kiedyś: „Ale czy wy wierzycie, że to dziecko będzie?”. Odpowiedzieli: „Tak!”. „To najważniejsze. Wiara czyni cuda” – odrzekł ksiądz. Chwila nadziei przyszła trzy, cztery lata temu, gdy trafili do Warszawy, do prof. Bogdana Chazana. – Niestety, w tym czasie żona zachorowała na kręgosłup, paraliż dotknął jej stopy. Musiała mieć operację, a neurolodzy odradzali ciążę, mówiąc, że kręgosłup nie wytrzyma. Przez pewien czas przestaliśmy się starać o dziecko – opowiada Wojciech. Potem znów zaczął jeździć, szukać. Trafił do Niepokalanowa na konferencję dla niepłodnych małżeństw. Tam po raz pierwszy rozmawiał z Marią Środoń z MaterCare (to organizacja katolickich ginekologów). Tam też usłyszał o naprotechnologii. Jednocześnie przeczytał o niej w „Naszym Dzienniku”. – Właściwie pierwszy raz słyszałem o niej w 2004 r., ale wtedy nie było w Polsce nikogo, kto by się nią zajmował. O wyjeździe za granicę nie myśleliśmy nawet z powodu bariery językowej – wspomina mężczyzna.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół