• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Kamień na kamieniu

    Witold Kociński

    |

    GN 26/2008

    dodane 04.07.2008 09:27

    Armenia to kraj pięknych, życzliwych ludzi, niezapomnianych widoków, wspaniałych zabytków, winnic i sadów, ale także ruin poradzieckich osiedli i porastających agresywną zielenią wielkich zakładów pracy, budowanych dla potrzeb sowieckiego imperium, dziś nikomu niepotrzebnych.

    Straszą rdzewiejące konstrukcje obiektów, które nigdy nie będą ukończone, ogromne dźwigi niebezpiecznie odchylają się od pionu i lada moment zaczną się łamać. – Czy tu nie ma złomiarzy? – dziwią się moi współtowarzysze podróży… Buduje się dużo, ale bez gigantomanii, i ratuje to wszystko, co ma wartość historyczną. Pracy jest w bród i potrzeba jeszcze wielu lat, by Armenia w pełni rozkwitła. Ten nieduży kraj (29 800 km kw.) o niezwykłej i bogatej historii, niepodległość odzyskał po rozpadzie Związku Sowieckiego w 1991 roku. Zamieszkuje go niecałe trzy miliony ludzi, z czego niemal połowa to mieszkańcy stolicy – Erywania. Komuniści zniszczyli architektoniczne piękno tego miasta, Ormianie na każdym kroku podkreślają, że sobie z tym poradzą i wszystko jak należy odbudują. – Nie wszystko od razu – denerwują się. Liczą na pomoc rodaków rozsianych po całym świecie. W 2001 roku Armenia uroczyście świętowała jubileusz 1700-lecia chrześcijaństwa – jest pierwszym w historii królestwem, w którym stało się ono oficjalną religią. Choć historycy nadal dyskutują nad konkretną datą – czy był to rok 300 czy 301, a może nawet 314 lub 315 – to nie przeczy jednak faktowi pierwszeństwa, gdyż edykt mediolański z 313 r. nie ogłaszał chrześcijaństwa religią państwową, lecz dawał wolność jej wyznawania. Ta data łączy się z działalnością św. Grzegorza Oświeciciela, który nawróciwszy króla Tirydatesa III, został pierwszym biskupem.

    Ale każdy Ormianin jest przekonany, że nową religię na te ziemie przynieśli już apostołowie Juda Tadeusz i Bartłomiej, którzy działali na Kaukazie i tutaj ponieśli śmierć męczeńską. Kościół ormiański nosi więc w nazwie słowo „apostolski”. Nie miejsce tu, by pisać o jego bogatej historii – uciekam zatem do współczesności. Na czele Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego, zwanego też gregoriańskim (ok. 6 milionów wiernych na całym świecie), stoi dzisiaj katolikos Garegin II Nersisjan. Rezyduje w Eczmiadzynie – czyli w miejscu, gdzie św. Grzegorz Oświeciciel założył pierwszą siedzibę biskupią. Kościół ten nie podlega Rzymowi, w przeciwieństwie do Kościoła katolickiego obrządku ormiańskiego, który uznaje władzę i autorytet papieża. To jedyna różnica, i jak powiada Ernest, a właściwie ksiądz Piotr (o którym za chwilę): „Relacje między Kościołami są dobre, nie powiedziałbym, że braterskie, raczej dobrosąsiedzkie. O jedności na razie nie ma mowy. My się szanujemy, ale każdy zostaje przy swoim zdaniu”.

    Spotkanie z ks. Petrosem
    Wielką radością jest spotkanie kapłana, który swojemu powołaniu poświęcił się bez reszty – mieliśmy to szczęście w małym parafialnym kościółku katolickim obrządku ormiańskiego w Erywaniu (jedynym w tym wielkim mieście). Tu był i modlił się w 2001 roku Ojciec Święty Jan Paweł II. – Widzicie, jeszcze nie ma prawdziwego kościoła – rozkłada ręce ks. Petros. – Ale będzie, chcemy go budować i będziemy go budować. My nie jesteśmy produktem XVII, XVIII czy XIX wieku. Ormianie od początku byli katolikami. To właśnie w Armenii miała miejsce pierwsza bitwa w obronie chrześcijańskiej wiary (z Persami w 451 r.). Armenia położona jest pomiędzy Persami a Bizancjum i stąd to wszystko. Katolikosa, czyli patriarchę Kościoła katolickiego obrządku ormiańskiego, mamy od 1742 roku (jest nim obecnie Nerses Petros XIX – przyp. autora). Za Sowietów działalność naszego Kościoła była zabroniona, a 70 duchownych zostało zesłanych do łagrów lub zamordowanych. Wierzę, że teraz będzie już tylko lepiej. Mam w swojej parafii około 500 rodzin, a według badań amerykańskich, z którymi się zetknąłem, w Erywaniu powinno żyć około 100 tysięcy Ormian katolików. W Armenii jest nas co najmniej 180 tysięcy, a od roku 1992 mamy własny ordynariat i arcybiskupa. Ormianie są religijni, będą bronili wiary chrześcijańskiej jak mało który naród. Natomiast z praktykowaniem wiary jest bardzo źle. Według przeciętnego Ormianina, Kościół pełni rolę obrońcy tradycji i wartości narodowych, o katechezie mało kto wspomina.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół