Nowy numer 20/2018 Archiwum

Posłanka Pawłowicz poucza Kościół

Posłanka PiS Krystyna Pawłowicz kontestuje nauczanie Kościoła i polskiego Episkopatu w sprawie uchodźców. Choć z pewnością wykracza poza swoje kompetencje, ujawnia poważny problem – musimy sobie odpowiedzieć, co jest istotą stosunku chrześcijan do uchodźców.

Rzecz nie będzie o samej posłance PiS, która znana jest ze zdecydowanych, często kontrowersyjnych wypowiedzi. Warto jednak zająć się jej stanowiskiem jako wyrazem pewnej niebezpiecznej postawy, w której świeccy uważają, że wiedzą lepiej, jak interpretować nauczanie Kościoła. W ostatnią niedzielę 14 stycznia Kościół obchodził 104. Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy. Z tej okazji w całej Polsce sprawowane były Msze św. według specjalnego formularza modlitwy „za uchodźców i wygnańców", a wielu duchownych i biskupów przypominało w homiliach nauczanie Kościoła na temat stosunku do ludzi, którzy muszą uciekać ze swoich miejsc zamieszkania. Kard. Kazimierz Nycz powiedział w Warszawie, że spotkanie z uchodźcą jest dla każdego chrześcijanina okazją do spotkania z Chrystusem. Przytoczył też wprost słowa Boga z Biblii o obowiązku pomocy cudzoziemcom. Przypomniał również nauczania papieża, który w najnowszym orędziu na ten dzień mówił o konieczności przyjmowania uchodźców i chronienia ich przed niebezpieczeństwami. Również inni biskupi w różnych częściach Polski mówili o obowiązkach chrześcijan wobec uchodźców. Chyba najmocniej wypowiedział się przewodniczący Episkopatu abp Stanisław Gądecki, który w czasie konferencji prasowej z okazji tego dnia przypomniał, że w nauczaniu Kościoła „zasada centralnego miejsca osoby ludzkiej zobowiązuje nas do przedkładania zawsze bezpieczeństwa osobistego ponad bezpieczeństwo narodowe".

Reakcja posłanki PiS na nauczanie Kościoła przypominane przez biskupów, a konkretnie kard. Nycza, który wyraził je w swojej homilii, jest charakterystyczna dla wielu Polaków. Otóż stwierdziła ona, że nieprzyjmowanie islamskich uchodźców jest obroną wiary, a wezwania do okazania im miłosierdzia to moralna przemoc i proislamska agitacja. Zauważyła także: „Zrównanie Chrystusa z obecnym uchodźcą islamskim, migrantem terroryzującym goszczące go miejsce jest – myślę – nadużyciem wobec naszej wiary i wobec nas".

Na poziomie nauczania Kościoła przedstawione tu argumenty są kompletnie chybione i nie do utrzymania. Jednak problem niewątpliwie istnieje, argumenty przeciwników przyjmowania uchodźców realne i poważne, tyle, że nie nie można wśród nich podawać przesłanek religijnych, bo nauczanie Kościoła jest tu jednoznacznie odmienne.

Zgadzam się, że przyjęcie uchodźcy może być niebezpieczne w kontekście islamskiego terroryzmu, choć można je zminimalizować poprzez różne kontrole i odpowiednie regulacje prawne, ale całkowicie zagrożenia wykluczyć się nie da. Jednak punktem wyjścia do opisu tego problemu może następująca sytuacja, która w krajach objętych wojną jest realna. Otóż puka do naszych drzwi człowiek, któremu właśnie bomba urwała rękę i prosi o pomoc. Wiemy, że jest muzułmaninem i nie znany jego intencji – czy rzeczywiście szuka pomocy, czy też chce nas zabić w zemście za krzywdę, może ma w kieszeni granat. Co robimy jako ludzie? Co robimy jako chrześcijanie? Zamykamy przed nim drzwi skazując go na śmierć, czy pomagamy mając świadomość niebezpieczeństwa? Jaka wartość jest ważniejsza? Czy w imię podejrzeń, nawet realnych, możemy odejść od nauczania Kościoła? Czy zamykając przed nim drzwi nie zamykamy drzwi przed Chrystusem?

Ktoś powie, że nie mamy takich dylematów, bo w Polsce nie ma wojny. To tylko symboliczny opis realnej sytuacji, w której polski rząd odmawia przyjmowania najbardziej potrzebujących ofiar wojny w Syrii, którym zagraża śmierć z powodu odniesionych ran. Co więcej taka postawa znajduje poparcie społeczne.

Możemy w imię racji domniemanego niebezpieczeństwa nie przyjmować bezdomnych, umierających z głodu, rannych. Tylko nie tłumaczmy takiej postawy nauczaniem Kościoła, bo ono jest diametralnie inne. Bardzo często wierność Ewangelii niesie za sobą konieczność ofiary. Czy obawy przed niebezpieczeństwem, które możemy maksymalnie ograniczyć, są przed przykazaniem miłości bliźniego? Miłość wiąże się z poświęceniem i ofiarą, a nie poczuciem bezpieczeństwa, które wcale nie musi być zagrożone.

Nie lekceważę tego dylematu, ale przy jego rozstrzygnięciu trzeba sobie odpowiedzieć, jaka jest moja wiara.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • Witek
    19.01.2018 12:07
    Wybieram Pismo Święte zamiast nauczania tych co "rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi ." 2 J 7-11 "Wielu bowiem pojawiło się na świecie zwodzicieli, którzy nie uznają,
    że Jezus Chrystus przyszedł w ciele ludzkim.
    Taki jest zwodzicielem i Antychrystem.
    Uważajcie na siebie, abyście nie utracili tego, coście zdobyli pracą,
    lecz żebyście otrzymali pełną zapłatę.
    Każdy, kto wybiega zbytnio naprzód,
    a nie trwa w nauce [Chrystusa],
    ten nie ma Boga.
    Kto trwa w nauce [Chrystusa],
    ten ma i Ojca, i Syna.
    Jeśli ktoś przychodzi do was
    i tej nauki nie przynosi,
    nie przyjmujcie go do domu
    i nie pozdrawiajcie go,
    albowiem kto go pozdrawia,
    staje się współuczestnikiem jego złych czynów."
    doceń 12
  • gosc
    22.01.2018 12:34
    Skoro Katarzyna z Sieny - analfabetka mogła w średniowieczu wzywać do nawrócenia papieża, to dlaczego Pawłowicz nie może napominać polskiego hierarchy jeśli błądzi, a błądzi.
    doceń 14
  • krut00
    22.01.2018 17:54
    Żyjmy i dajmy żyć innym. Stawianie bezpieczeństwa własnego ponad bezpieczeństwo narodowe dezawuuje honor żołnierski i przedstawia patryjotów jako zwyczajnych głupców. Z całym poważaniem, ale kościół to nie Arcybiskup Gądecki ani nawet nie episkopat, to my zwyczajni ludzie. Nie wiem ile panu redaktorowi zapłacili za kolejną agitkę i skąd ten nacisk, ale nie potrzeba wielkiego rozumu żeby widzieć że to nie o uchodźców tutaj chodzi. Migranci są zwyczajnie manipulowani, a ich drogi awansu społecznego wyraźnie zamknięte - coś jak awanse w WP... Zanim zaczniemy więc pomagać innym powinniśmy wpierw uleczyć własne państwo. Myśli pan że potrafimy to zrobić?
    doceń 6
  • Vici
    24.01.2018 03:06
    kler polski powinien sobie odpowiedzieć na pytanie: czy Jezus uchodźca mógłby liczyć w dzisiejszej Polsce chociażby na żłóbek. Wiecie co? nie wystarczy podnosić rąk do nieba i rozwodzić ich w miłosiernych gestach. Hipokryzja - wstyd. W TV TRWAM ksiądz ważący 150 kg opowiada, że on wie jak pomagać imigrantom - nie wpuszczać! Siostrzyczka z Syrii próbuje protestować - ten ją "władczo" ucisza - ja powiem siostro, ja wiem czego trzeba tym ludziom. Naprawdę wiecie?
    doceń 2

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama