• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Baśń ewangeliczna

    Szymon Babuchowski

    |

    GN 51-52/2017

    dodane 21.12.2017 00:00

    Film „Pierwsza gwiazdka” ubiera biblijną historię w formę, której do tej pory do celów ewangelizacyjnych raczej nie wykorzystywano. Efekt okazuje się znakomity.

    Tytuł nie zapowiadał niczego dobrego – kojarzył mi się raczej z ckliwymi świątecznymi produkcjami w rodzaju „Listów do M.” lub z innymi średnio śmiesznymi perypetiami rozmaitych podróbek św. Mikołaja. Dość nieszczęśliwie przetłumaczono bowiem angielskie, bardziej wieloznaczne „The Star” jako „Pierwszą gwiazdkę”, infantylizując tym samym przesłanie filmu. Tymczasem amerykański obraz okazał się opowieścią mądrą, zabawną, wzruszającą, a przy tym wierną przekazowi Ewangelii.

    Z perspektywy zwierząt

    „Pierwsza gwiazdka” jest dziełem prekursorskim w tym sensie, że ubiera biblijną historię w formę, której do tej pory raczej do celów ewangelizacyjnych nie wykorzystywano. Jest to bowiem film z gatunku „baśni dla wszystkich pokoleń”, który z pewnością spodoba się dzieciom, ale najgłębiej dotknie serc dorosłych. Paradoksalnie najbliżej mu do „Shreka” (nawet osioł, jeden z głównych bohaterów „Pierwszej gwiazdki”, wydaje się dziwnie znajomy), co na pierwszy rzut oka jest zaskakujące – gdzie bowiem w przekazywaniu Ewangelii miejsce na komizm? A jednak amerykańskim twórcom udało się stworzyć obraz jednocześnie śmieszny i poważny, a zastosowany w nim ciepły humor w żadnym wypadku nie jest kpiną z tego, co najświętsze. Przeciwnie, często nawet pomaga w zbliżeniu się do Tajemnicy.

    Boże Narodzenie obserwujemy w filmie głównie z perspektywy zwierząt, które, nim przybędą do stajenki, by pokłonić się Nowonarodzonemu, przeżywają liczne perypetie. Droga do Betlejem sporo je kosztuje: owca musi odłączyć się od stada, osiołek – porzucić młyn, w którym kręci się w kółko, a potem, wraz z przyjacielem gołębiem, zrezygnować z wymarzonego udziału w królewskiej karawanie. Świadkiem zwiastowania, a potem narodzin Zbawiciela jest też mała myszka, która okazuje się świetną ilustracją biblijnej myśli, że Bóg wybiera to, co małe. Okazuje się, że wszyscy ci bohaterowie mają swój udział w Bożym planie. Pomagają Świętej Rodzinie w bezpiecznym dotarciu do miejsca narodzenia Jezusa i powstrzymują działania złowrogich wysłanników Heroda.

    Nasze małe stado

    Ten film da się odczytywać na bardzo wielu płaszczyznach. Po pierwsze, jest on opowieścią o przyjaźni, która okazuje się silniejsza niż indywidualne pragnienia. „Co z naszym małym stadem?” – pyta w pewnym momencie owca, bynajmniej nie kierując tych słów do przedstawicieli własnego gatunku. Owca dostrzega coś więcej: między przyjaciółmi, podążającymi za gwiazdą i śladami Świętej Rodziny, zawiązuje się prawdziwa wspólnota. Pojawiają się też oczywiście pokusy odłączenia się, jednak ostatecznie udaje się je przezwyciężyć.

    W filmowych zwierzętach – jak to w baśniach bywa – łatwo dostrzeżemy metaforyczne figury przedstawiające ludzkie charaktery. Ale to nie wszystko, bo amerykański obraz ma wyraźnie chrześcijańskie przesłanie. Jest wzruszającą opowieścią o miłosierdziu, które staje się udziałem złych psów, pozostających wcześniej na usługach wysłannika Heroda. To właśnie te siejące postrach zwierzęta wygłaszają w filmie kwestię: „Niczego się nie boimy, nawet niemowlaka” – z pozoru kuriozalną, a przecież tak pasującą do współczesnego świata, traktującego bezbronne dziecko w łonie matki jako zagrożenie. Jedną z najbardziej zaskakujących scen „Pierwszej gwiazdki” okazuje się ta, w której owe psy zostają uwolnione z łańcuchów. Od tego właśnie momentu zaczyna się ich przemiana. „To teraz już będziemy dobrzy?” – pyta jeden z nich, kiedy zachwycone zwierzęta klękają przed nowo narodzonym Dzieciątkiem. To kolejna niezwykle poruszająca scena filmu, przywodząca na myśl biblijne zdanie o tym, że na imię Jezusa zegnie się każde kolano „istot niebieskich, ziemskich i podziemnych”.

    Fajne to było!

    Choć perypetie zwierząt są w „Pierwszej gwiazdce” na pierwszym planie, to ani przez chwilę nie mamy wątpliwości, że najważniejsze wydarzenia rozgrywają się w tle. Paradoksalnie ten zabieg jeszcze bardziej podkreśla rangę tajemnicy Bożego Narodzenia, która została tu przedstawiona w sposób bardzo dyskretny, nienachalny, a jednocześnie z szacunkiem dla ewangelicznego przekazu. Pięknie ilustruje to scena, w której Józef dowiaduje się o tym, że Maryja jest w ciąży. Jego wewnętrzne zmagania, rozmowę z aniołem i decyzję, by pozostać głową Świętej Rodziny, ukazano w filmie zgodnie z zasadą: minimum słów – maksimum treści.

    „Fajne to było!” – usłyszałem po seansie z ust uczniów pierwszych klas szkoły podstawowej, którzy wraz ze mną oglądali „Pierwszą gwiazdkę”. Zgadzam się z nimi. Powiem więcej: to najlepszy film dla dzieci traktujący o Bożym Narodzeniu, jaki kiedykolwiek widziałem. Z animacją studia Sony na światowym poziomie, z dobrą muzyką (usłyszymy m.in. piękną piosenkę „Mary, did you know?”, znaną u nas pod tytułem „Mario, czy już wiesz?”). A przede wszystkim z mądrym przesłaniem i ewangelicznym przekazem. Rodzinny seans będzie nie tylko świetną rozrywką dla wszystkich pokoleń. Może być też dobrą okazją do rozmów z dziećmi na temat jednej z najważniejszych tajemnic w historii świata.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Brodaty Sokrates
      19.01.2018 13:30
      Dobry film.Pomaga dzieciom zrozumieć iż Józef i Maryja to nie figurki w kościele.Zrozumieć iż święci chodzili po tym świecie bez aureoli.
    • John
      20.01.2018 01:04
      Super sprawa! Alternatywa dla bajki "opowieść o Bożym Narodzeniu" https://youtu.be/d1E-FPzW7yQ. _____________ Do redakcji: Artykuł sugeruje że jest to pomysł nowy, tymczasem na youtube można obejrzeć starą, ale świetną animowaną bajkę o przygodach osiołka Abiba pomogającego Marii i Józefowi w podróży do Betlejem.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół